Rolnicy domagali się zmiany polityki rolnej naszego państwa, walki z ASF i odstrzału dzików, zatrzymania napływu żywności niskiej jakości z zagranicy, równego traktowania z rolnikami z zachodniej Europy, niedopuszczenia do Polski GMO.

 

Z krytyką rolników spotkała się polityka PiS wobec wsi polskiej (a szczególnie to, co robi minister rolnictwa), niemiecki dyktat w Europie, dyskryminowanie polskich rolników w Unii Europejskiej.

 

W czasie protestu nad rolnikami powiewały setki biało czerwonych flag (nie było żadnych niebieskich szmat z gwiazdkami), odtwarzane były polskie pieśni patriotyczne o katolickim charakterze.

 

Problemem polskich rolników są niskie ceny skupu, wysokie koszty produkcji, brak dostępu do rynku zmonopolizowanego przez zagraniczne korporacje, które dbają o interes zagranicznych rolników, kosztem polskich konsumentów, którym odbiera się możliwość zakupu zdrowej polskiej żywności i oferuje się żywność z innych krajów niższej jakości niż polska.

 

Wideo. Protest rolników:

Jak pisałem w artykułach o wcześniejszych protestach rolników, niezadowolenie rolników wynika w dużej części z integracji Polski z Unią Europejską. Rolnicy podobnie jak większość Polaków są ofiarami przystąpienia Polski do Unii, które nie przyniosło Polsce zapowiadanych korzyści, tylko ogromne koszty, i skutecznie zablokowało rozwój gospodarczy Polski.

 

Rolnicy mają powody do niezadowalania. Unia Europejska dyskryminuje i niszczy polskich rolników. Zakazywana jest im produkcja wielu artykułów, w ilości jako potrzebują konsumenci, co powoduje, że ceny masła, mleka czy wołowiny są wysokie, na czym tracą konsumenci.

 

Polscy rolnicy otrzymują niższe dotacje niż rolnicy z zachodu. Dzięki takiej skandalicznej praktyce Unii Europejskiej lepiej dotowani zachodni producenci żywności mogą oferować niższe ceny niż ich polscy producenci, co uniemożliwia polskim rolnikom konkurencje z zachodnimi.

 

Rozwiązaniem tej patologi polegającej na dyskryminacji polskich rolników byłaby likwidacja wszelkich dotacji i wspólnej polityki rolnej UE. Wprowadzenie wolnego rynku umożliwiłoby polskim przedsiębiorcom konkurencje na równych warunkach. Dziś Unia Europejska dyskryminując polskich rolników, skazuje ich na bankructwo.

 

Przez ostanie kilkanaście lat politycy groteskowej opozycji prowadzili politykę zwalczania wolnego rynku żywności i promowania interesów zachodnich koncernów, do których należą sklepy wielkopowierzchniowe sprzedające Polakom drogą i niezdrową żywność. Zagraniczne koncerny nie chcą kupować żywności od polskich rolników, tylko wolą wspierać rolników w swoich krajach kupując ją od nich, pomimo że polska żywność jest lepszej jakości i krótsza droga transportu pozwala na uniknięcie faszerowania żywności środkami konserwującymi.

 

Od wielu lat władze lokalne zdominowane przez groteskową opozycje zabraniały handlu ulicznego, zamykały targowicka, lub tak je ''modernizowały'' by korzystanie z nich przez sprzedawców było zbyt drogie. Wygląda to tak, jak by dbano o interesy supermarketów należących do zagranicznych sieci, a nie o interesy polskich rolników i konsumentów.

 

Taka polityka zdominowanych przez groteskową opozycję lokalnych władz, niszczących bazary i uniemożliwiających handel uliczny, sprawia, że tysiące Polaków straciło swoje rodzinne sklepy, źródło utrzymania. Na krzywdzie polskich przedsiębiorców stracił też budżet państwa, to właśnie mały biznes generuje 90% miejsc pracy w Polsce. Likwidacja bazarów to nie tylko likwidacja miejsc pracy, to likwidacja firm będących polskimi podatnikami (budżet Polski opiera się na polskich drobnych podatnikach, a nie na zagranicznych korporacjach, które dzięki władzom III RP podatków w Polsce nie płaciły).

 

Trzeba też pamiętać, że likwidacja targowisk i zakaz handlu ulicznego to też likwidacja niezależnej od zachodnich korporacji (działających w interesie zachodnich producentów) sieci dystrybucji dla polskich firm. Wiadomo, że zagraniczne korporacje do swoich sklepów nie przyjmują do sprzedaży polskich towarów, w tym i polskiej żywności – jedynym kanałem dystrybucji dla polskich producentów jest handle niezależny czy bazary i handel uliczny.

 

Lokalne targowiska to jedyne miejsce, gdzie polscy konsumenci mogą zakupić od drobnych przedsiębiorców polską żywność, zdrową i lepszej jakości od tej, którą sprzedają zachodnie koncerny (które dodatkowo w swoich sklepach w Polsce sprzedają towary tych samych marek o gorszej jakości, niż towary sprzedawane przez te sieci w krajach zachodniej Europy).

 

Żywność sprzedawana przez zagraniczne koncerny w sklepach wielkopowierzchniowych to żywność wysoce przetworzona, genetycznie modyfikowana, pełna chemikaliów i cukru. Produkty odpowiedzialne za epidemie cukrzycy, otyłości, chorób krążenia. Polacy cierpią z powodu chorób i gigantyczne środki z budżetu muszą być wydawane na leczenie chorób wynikających ze szkodliwego jedzenia. Zagraniczne koncerny zarabiają nie tylko na produktach wywołujących choroby to i na sprzedaży leków na te choroby.

 

Troska o rolników jest ważna nie tylko dla nich, ale i dla całego państwa. Płatnikami podatków w Polsce są polscy producenci, w tym i rolnicy, a nie zagraniczne korporacje, sprzedające w Polsce często kiepskiej jakości produkcje z zagranicy (a nie z produkcje dobrej jakości Polski) i transferujące zyski (bez płacenia podatków w Polsce) do swoich rodzimych krajów. Kapitał może nie ma narodowości, ale szefowie zachodnich korporacji wykazują lojalność wobec swoich krajów, a nie Polski, w swoich krajach płaca podatki i to swoim rodakom w Polsce zapewniają rynek zbytu (a nie polskim przedsiębiorcom). Patriotyzm gospodarczy to nie postulat z prowincjonalnej Polski, ale rzeczywistość europy zachodniej, postawa, której Polacy muszą się nauczyć od przedsiębiorców z zachodu.

 

Przez ostanie trzy dekady, dziś tworzącą groteskową opozycję władze III RP, zbudowały patologiczny system, który zapewniał faktyczny monopol i zyski zagranicznym korporacjom. To groteskowa opozycja niszczyła polską przedsiębiorczość wysokimi podatkami i umożliwiły zachodnim koncernom niepłacenie w Polsce podatków, czym uprzywilejowały zagraniczne korporacje i dyskryminowały polskich przedsiębiorców.

 

Obce groteskowej opozycji, która przyznawała przywileje zagranicznym koncernom kosztem Polaków, równe traktowanie podmiotów jest jednym z warunków wolnego rynku. W sytuacji fatycznego monopolu (tak jak w wypadku sklepów wielkopowierzchniowych należących do zagranicznych korporacji), uniemożliwiającego producentowi dotarcie ze swoją ofertą na rynek, nie istnieje wolny rynek — możliwość wejścia na rynek jest jednym z podstawowych warunków wolnego rynku. I nie ma znaczenia czy jest to monopol państwowy, czy prywatny, każdy monopol jest szkodliwy. Dziś możliwości wejścia na rynek żywności w Polsce nie mają polscy producenci żywności. By polska gospodarka się rozwijała, a Polacy się bogacili, trzeba umożliwić Polakom możliwość sprzedaży swojej produkcji, od handlu ulicznego, poprzez możliwość sprzedażny przetworzonych płodów rolnych przez rolników, aż do wymuszenia na zachodnich korporacjach hurtowych zakupu do sprzedażny detalicznej polskiej żywności.

 

Jan Bodakowski