Na lewicowym portalu „Krytyki Politycznej” ukazał się artykuł „Światowa Organizacja Zdrowia widzi potencjał leczniczy marihuany” autorstwa Jana Smoleńskiego (doktoranta New School for Social Research, absolwenta Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie, stypendysty Fulbrighta, członka zespołu Krytyki Politycznej).

 

Według lewicowego publicysty „Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje [...] przeniesienie marihuany i żywicy konopi […] do Wykazu I”, w którym znajdują się leki przeciwbólowe zapisywane na receptę. Rekomendacje „musi rozpatrzyć Komisja Środków Odurzających (CND) Organizacji Narodów Zjednoczonych”.

 

Zdaniem lewicowego publicysty walka z narkotykami „prohibicja przyniosła więcej szkód niż pożytków. Handel relatywnie niegroźną substancją zepchnęła do podziemia, w którym prawo zysku nie było równoważone potrzebami zdrowia publicznego”.

 

W opinii lewicowego publicysty brak legalizacji marihuany doprowadził do rosnącej popularności „dopalaczy” „w krajach z restrykcyjną polityką narkotykową. Są one bezpieczniejsze dla producentów, bo zazwyczaj w ich skład wchodzą legalne środki. Dla konsumentów z kolei są dużo bardziej niebezpieczne, bo to koktajle różnych substancji o nieznanym działaniu na organizm człowieka. Bywa, że w ich skład wchodzą syntetyczne kanabinoidy – kolejne dziecko prohibicji – których efekty mogą być różne, ale z pewnością gorsze niż naturalnego THC. Nie istnieje żaden znany przypadek śmiertelnego przedawkowania naturalnej marihuany. Natomiast jeśli chodzi o syntetyczne kanabinoidy, to wielokrotnie ich przedawkowanie okazywało się śmiertelne”.

 

Lewicowy publicysta przypomina, że „podobną rekomendację WHO wystosowała już w 2007 roku”. Według lewicowego publicysty obecna atmosfera sprzyja jednak legalizowaniu narkotyków, bo „obecnie trzydzieści pięć krajów ze wszystkich kontynentów – od San Marino, przez Zimbabwe, Vanuatu i Tajlandię, po Argentynę, Niemcy, Kanadę czy Polskę pod rządami PiS – pozwala na użycie cannabis w charakterze leku. Trzydzieści trzy stany w USA również zalegalizowały medyczną marihuanę. Jej dostępność jest różna – w Niemczech mają do niej dostęp jedynie śmiertelnie chorzy, we Włoszech traktuje się ją jako środek przeciwwymiotny, stymulujący apetyt i łagodzący objawy syndromu Tourette’a, a w Macedonii słabe produkty z kanabinoidami można kupić bez recepty. W ostatnich latach dwa państwa i kilka stanów USA zdecydowało się zalegalizować rekreacyjne używanie marihuany. Szlak przetarł tutaj Urugwaj, a za nim podążyła Kanada. Ponadto sądy najwyższe w Republice Południowej Afryki i Gruzji zalegalizowały konsumpcję i posiadanie marihuany na własny użytek. Nawet w Polsce udało się wprowadzić liberalizację prawa antynarkotykowego – kulawą, której można postawić kilka zarzutów, ale mimo wszystko liberalizację”.

 

Z artykułu lewicowego publicysty wynika, że „fakt, że w USA – kraju, bez którego nic w traktach się nie zmieni – rządzi autorytarny prawicowy populista Donald Trump i że to od niego zależy polityka zagraniczna i międzynarodowa Stanów, raczej nie pomaga”.

 

Według lewicowego publicysty pozytywna decyzja wobec rekomendacji Komisji Środków Odurzających (CND) Organizacji Narodów Zjednoczonych doprowadziła, by do tego otwarcia drzwi „dla medycznych zastosowań konopi i ich pochodnych oraz dla dalszych badań nad nimi. Być może ośmieli to urzędników i polityków do rozważenia podobnych ruchów w przypadku innych substancji”.

 

Jan Bodakowski