Jak informuje ekspert „prezydent Trump zapowiedział odłożenie terminu wprowadzenia kolejnych ceł na chińskie produkty”. Nie „oznacza to postęp w negocjacjach, (...) raczej obserwujemy grę, w której obie strony usiłują się nawzajem przechytrzyć”.

 

Według eksperta „decyzja wywołała entuzjazm na giełdach nie tylko w Chinach, ale w całej Azji. Kolejne cła na towary o wartości 250 miliardów USD miały zostać wprowadzone 1 marca. Rozmowy mają podobno zmierzać w dobrym kierunku, jednak tak naprawdę nic o nich nie wiemy. Podobno jakąś formę porozumienia wypracowano odnośnie ochrony własności intelektualnej, transferu technologii i enigmatycznych reform strukturalnych. Nie wiadomo, w jakim stopniu Chiny ustąpiły, i czy ustępstwa te rzeczywiście skłoniły prezydenta Trumpa do odłożenia ceł”.

 

Zdaniem eksperta „gest amerykańskiego przywódcy z pewnością daje Chinom tak cenny dla nich czas. Nie ma jednak pewności, że jest to związane z rozmowami handlowymi. Być może Waszyngton liczy w zamian na ustępstwa gdzie indziej. W Hanoi odbywa się wszakże drugi szczyt Trump-Kim. Nie można więc wykluczyć, że pewne odprężenie w sprawie handlu jest związane z postawą Chin wobec Korei Północnej. Jednocześnie w przeddzień szczytu doszło do kolejnej demonstracji siły. Niszczyciel USS Stethem wraz z jednostką pomocniczą USNS Cesar Chavez przepłynął 25 lutego przez Cieśninę Tajwańską”.

 

W opinii eksperta „cały czas istnieje duże ryzyko drugiej odsłony wojny handlowej. Z dostępnych informacji wynika, że Chiny nie zrobiły nic w kluczowych dla Amerykanów kwestiach, takich jak cyberbezpieczeństwo i szpiegostwo przemysłowe. USA natomiast rozpędzają się z ofensywą polityczną na polu wysokich technologii. Dla Waszyngtonu Huawei i ZTE nadal pozostają na cenzurowanym. Sekretarz stanu Mike Pompeo zapowiada, że Stany Zjednoczone nie będą współpracować z państwami korzystającymi z urządzeń i rozwiązań dostarczanych przez Huawei”.

 

Ekspert uważa, że „trzeba także brać pod uwagę wpływy grup lobbystycznych w USA, a doszło tutaj do zaskakujących zmian. Po pierwszym zaskoczeniu i pewnych protestach biznes zaczął generalnie popierać twardy kurs wobec Chin. Amerykańska Izba Handlowa w Chinach wezwała nawet administrację do zaostrzenia postawy i stworzenia jak najlepszych warunków dla amerykańskich przedsiębiorstw”.

 

Według eksperta „dotychczasowe obostrzenia już okazały się dla Chin bolesne. W ubiegłym roku wzrost gospodarczy wyniósł 6,6% PKB, a obecne prognozy mówią o możliwym spadku do 6,4% PKB w 2019. Chińskie przywództwo od dłuższego czasu planowało schłodzenie gospodarki, ale miało to być efektem własnej polityki, a nie presji z zewnątrz. W styczniu Xi Jinping miał nagle wezwać do Pekinu przedstawicieli władz lokalnych. Na przemówieniu wygłoszonym w Centralnej Szkole Partyjnej miał ostrzegać, że partii grożą: indolencja, niekompetencja i rozejście się z ludźmi”.

 

Zdaniem eksperta „takie połajanki to nic nowego w dziejach Komunistycznej Partii Chin. Bardziej zastanawiająca jest dalsza część wystąpienia przewodniczącego Xi. Miał on stwierdzić, że koncentracja władzy nie oznacza koncentracji odpowiedzialności. Jeżeli te rewelacje są prawdziwe, oznaczałoby to, że chińskie kierownictwo szykuje się na burzliwy okres. Trudno obecnie wyobrazić sobie odsunięcie KPCh od władzy, ale obecne kierownictwo najwyraźniej nie ma zamiaru brać na siebie odpowiedzialności za działania władz lokalnych, owocujące chociażby ich rosnącym zadłużeniem, i nie zamierza kłaść głowy pod topór”.

 

W opinii eksperta „stan stosunków amerykańsko-chińskich cały czas pozostaje labilny i trudno wyrokować, kiedy i jak dokładnie się zmieni. Jedno jest pewne: o powrocie do status quo ante nie ma nawet co myśleć. Prezydent Trump zaproponował wprawdzie kolejne spotkanie z Xi Jinpingiem w Mar-a-Lago, ale poprzedni taki szczyt dwa lata temu nie przyniósł oszałamiających rezultatów. Podobnie zresztą jak iście cesarskie podejmowanie amerykańskiej pary prezydenckiej w Zakazanym Mieście w Pekinie w ubiegłym roku. Trzeba tez mieć na uwadze, że Trump zostawił sobie liczne furtki. Większość umów poczynionych w toku ostatnich rozmów to protokoły ustaleń. Do tego amerykański prezydent nie podał, na kiedy przesunął wprowadzenie ceł. Jest w tym zarówno obietnica, jak i groźba”.

 

Jan Bodakowski