. Baliśmy się tego dziada okropnie, jednak w miarę dorastania zaczynaliśmy rozumieć, że to tylko takie sobie gadanie starszych a historyjka o worku i dziadu jest zwykłą bajeczką. Minęły lata…

Niestety, dziad wrócił. Istnieje. Jest. Pojawił się na dobre mniej więcej dwie dekady temu - i wymachuje groźnie głębokim worem, choć dla niepoznaki nie nazywa się teraz dziadem. I nie wolno nim straszyć, tylko hołubić, głaskać, rozumieć. Ba, dawać mu wszechprawa, wyróżniając na tle innych mieszkańców niemal wszystkich kontynentów. No, może poza Afryką oraz Azją, chociaż to kwestia czasu, bo i tam w końcu ma zamiar dotrzeć, by porywać do przepastnego wora swe kolejne ofiary.

Tak, dobrze się domyślacie. Tym dziadem, coraz bardziej potężnym, bo zbiorowym a przez to znacznie groźniejszym są zgromadzenia spod znaku tęczy, z logo LGBT. Hasają sobie bez umiaru od kraju do kraju, wykrzykując hasła tolerancji i jakiejś enigmatycznej wyższości swoich praw nad prawami pozostałych. Lecz czy na pewno enigmatycznej, niejasnej, nieokreślonej? To pytanie na miarę przyszłości. Można je śmiało zakwalifikować do wielkich pytań naszej doby.

Na widok dziada zwariowało ( ze strachu? ) już wiele państw i ich społeczeństw. Tych, którzy jednak ośmielili się protestować, usiłując przepędzić go z własnych domostw, udanie zakneblowano jakże humanitarnymi stwierdzeniami o prawie człowieka do wyboru własnej drogi, do takiego spędzania życia, jakie mu odpowiada. Trudno to zanegować. Bo człowiek podobne prawa ma. Posypały się więc ustawy zezwalające na śluby jednopłciowe, kojarzenie mężczyzn z mężczyznami i kobiet z kobietami. Nazwano takie pary rodziną, chociaż z samej definicji jest nią związek dwojga osób, którego istotnym celem jest przysporzenie potomstwa. Rodzenie. Inaczej nasz świat i cała przyszłość stanie pod znakiem zapytania, wchodząc w fazę powolnego unicestwienia. To jasne jak słońce. Bezdyskusyjne. Absolutnie prawdziwe. Jednakże dziad krok po kroku staje się ważniejszy od praw naturalnych, praw Boskich.

Na naszych oczach rozgrywa się dramat z wieloma odsłonami i z góry zaplanowanym finałem. Małżeństwa jednopłciowe to dopiero początek owego dramatu, zagwarantowana prawem części państw uwertura. Następnym etapem, głośno obwieszczanym przez dziada jest chęć posiadania przezeń potomstwa. Można rzec - ludzkie, zrozumiałe. Dzieci to skarb, ciepła kołdra miłości, która otuli nas na stare lata. Innej tak skutecznej jeszcze nie wymyślono. I tu pojawia się kolejne żądanie dziada, kierowane do społeczeństw. Będziemy dzieci adoptować! Te wasze! I niech tylko ktoś się sprzeciwi, a my już pokażemy, kim jest. Zacofaną kościółkową ciemnotą. Wrogiem wolności. Homofobem. W słowniku dziada i w przywilejach mu przyznanych jest cała masa różnych określeń, mających trzymać w karbach opornych.

Ale to wszystko mało. Teraz trzeba zmusić społeczeństwo, by przestało fikać, kiedy emisariusze dziada przystąpią do obrabiania dziecięcych umysłów, poczynając od przedszkola a nawet żłobka. Niech się bachory uczą, że koroną stworzenia jest nieskrępowany seks. Niech już od 10 roku życia poznają tajniki aktów seksualnych, najlepiej jednopłciowych. Niech będą gówniarze gotowi do przyjęcia dziada. Do bezproblemowej adopcji, bo taki przerobiony szczeniak łatwo pojmie, że lepiej mu tam gdzie dwóch tatusiów lub dwie mamusie. Pojmie, a potem ochoczo zasili armię dziada.

Jest tylko jedno, niezwykle ważkie pytanie. Skąd będą brać te dzieci, żeby nastarczyć swym żądaniom i żądzom? Zaczną je pod byle pretekstem zabierać z rodzin wzorem Jugendamtu czy podobnych instytucji „opiekuńczych” w oddanych im krajach Zachodu? A może stworzą specjalne ośrodki inseminacji i rozrodu, na wzór tych z III Rzeszy, gdzie rośli SS-mani zapładniali kobiety?

Na razie jednak muszą sięgnąć po to co pod ręką, czyli po nasze dzieci. Dziad brutalnie wkroczył także do Polski. Dzwony na trwogę już biją. Słyszycie? Pierwszy uderzył w Warszawie.

Zuzanna Śliwa