W rankingach ocen pacjentów plasujemy się na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. Media co pewien czas donoszą o wielkim sukcesie polskich lekarzy, o innowacyjnych operacjach, z użyciem supernowoczesnego sprzętu, Ale te spektakularne wydarzenia z życia medycznego mało obchodzą statystycznego Kowalskiego, który na co dzień musi walczyć o przyjęcie do lekarza pierwszego kontaktu, a wizyta do specjalisty staje się niemal niedostępna. Tak samo, a nawet gorzej jest z zabiegami rehabilitacyjnymi.

W wielu stołecznych przychodniach na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu trzeba czekać tygodniami. A gdy już do niego dotrzesz, uzbrojona w skierowania do lekarzy specjalistów, czeka cię prawdziwa droga przez mękę. Do rejestracji w jednej z przychodni warszawskich podchodzi starsza pani i prosi o zapisanie do kardiologa. Jest grudzień ub. roku.

- Najbliższy termin pod koniec maja – dowiaduje się od rejestratorki

- Ale ja nie mogę tak długo czekać. Mam silną arytmię, a leki, które do tej pory stosuję, przestały działać – tłumaczy starsza pani

- Nic nie poradzę. Wolnych terminów nie ma.

- Przecież do maja, to z takim stanem serca na pewno nie dożyję. A może w innych przychodniach są krótsze terminy?

- Nie, wszędzie tak samo, a nawet dłużej. Nic pani nie mogę pomóc – kończy rozmowę rejestratorka.

Do lekarza dermatologa trzeba czekać pół roku, gorzej jest z okulistą, do którego w marcu rejestrowano pacjentów przed świętami Bożego Narodzenia. Niektóre przychodnie rehabilitacyjne nie przyjmują zapisów do końca 2020 roku. Zastanawiam się, jaki jest sens takiej rehabilitacji. Znajoma chciała się zapisać na zabiegi z chorym barkiem. Prawa ręka jest niesprawna i w miarę czekania jej niedowład tylko się pogłębia. To co na początku choroby można by usunąć przez kilkanaście zabiegów, w wyniku tak długiego oczekiwania, pacjentka będzie zmuszona brać kilka serii rehabilitacji, aby osiągnąć spodziewany efekt. Nie trzeba dodawać, że za pieniądze w tych placówkach możesz być przyjęta już po kilku dniach.

Tragicznie jest z okulistami. Po operacji zaćmy, na którą do tej pory czekało się kilka lat, przysługują trzy wizyty u specjalisty. Ale gdy po tym czasie wystąpią jakieś dolegliwości, jesteś pozostawiony samemu sobie. Chyba, że za wizytę zapłacisz, a to jeszcze nie wiadomo do kogo trafisz za drogie pieniądze. Lekarze zalecają kontrolne wizyty u okulisty dla osób starszych, po przebytych zabiegach. A tu stajesz bezradny, bo wiesz, że coś z widzeniem w jednym oku jest nie tak. Jeżeli nie masz pieniędzy, musisz cierpliwie czekać kilka miesięcy, a w tym czasie choroba może robić postępy. I znów często ratuje się wzrok zbyt późno, dlatego rokowania są niedobre.

Na wizytę u dermatologa musisz czekać sześć miesięcy, gdy zapłacisz 140 złotych, zostajesz przyjęta jeszcze tego samego dnia.

Obiecywano, że kolejki do specjalistów zostaną skrócone. W rzeczywistości wydłużyły się i to dość znacznie. Kilka lat temu do dermatologa czekało się dwa miesiące, podobnie było z wizytą u okulisty.

Nie jest lepiej z oczekiwaniem na specjalistyczne badania. Często udręczony czekaniem pacjent, macha w końcu ręką i albo jeżeli go stać, płaci za badania czy wizytę u specjalisty, albo przestaje się leczyć. Dopiero nagle pogorszenie stanu zdrowia i umieszczenie go w szpitalu, okazuje się niestety zbyt późne. Dochodzi do tragedii.

Za to służba zdrowia nadal nie pozbyła się idiotycznej papierkomani. Nie wiadomo, dlaczego do tej pory lekarz pierwszego kontaktu musi wystawiać skierowanie niemal do wszystkich specjalistów. Tak jakby chory nie wiedział, że ma na ręku bolesną egzemę, czy ma kłopoty z widzeniem. Lekarz pierwszego kontaktu nawet nie próbuje coś w tych dziedzinach zaradzić, bo po prostu na tym się nie zna. Nie wiadomo również dlaczego lekarz kardiolog nie może przepisać podstawowego leku na cukrzycę. Musi to jedynie zrobić lekarz pierwszego kontaktu. Takich absurdów jest wiele, a zlikwidowanie ich, choćby w pewnym stopniu, mogło by ułatwić życie pacjentom.

Jest jeszcze jedno wyjście. Jeżeli ktoś ma możliwość wyjazdu za granicę, wtedy może być leczony w ramach zwrotu kosztów przez tamtejszą służbę zdrowia.

Po prostu absurd goni absurd.