- Drodzy dziadkowie, drogie babcie. Powinniśmy postawić veto. Tej całej fali rozdawnictwa, że teraz osiągnęliśmy dobrobyt. (...) Ludzie, idziemy w szalonym kierunku. Coś trzeba zaoszczędzić, żeby móc zbudować nowy dom. Nasze pokolenie powoli wspinało się do dobrobytu, który mamy teraz. Nie można mówić, że skończyły się autostrady, infrastruktura. Trzeba powiedzieć, niestety, to pokolenie żyje skromnie, ale pokolenie moich rodziców, które przeżyło powstanie warszawskie, żyło jeszcze skromniej. Ja pamiętam, czym w latach pięćdziesiątych moja matka smarowała chleb. Życzę mu najlepiej, potrzeba uwolnienia się od paradygmatu konserwatywnego, otworzenia na naszych wnuków. Biedroń zauroczył mnie radykalnością i uśmiechem. Rodzice się kłócą, on wychodzi z domu i mówi: "ja chcę spokoju, przewietrzcie ten dom". Podjął ryzyko wyzwania polskiej mentalności. Nie należę do jego (Biedronia - red.) partii, wspieram jego działania w zakresie jak największej integracji z Unią. W moim wieku, mam lat 72, ryzyko może być tylko jedno - że mnie nie będzie. Albo takie, że będę leżał w łóżku, a wnuk mnie zapyta: "Dziadku, a co robiłeś, kiedy Polska była coraz bardziej nacjonalistyczna, katolicka, zamknięta? Samotną wyspą w Europie?".

- mówił Olgierd Łukaszewicz.