Na jednym biegunie tego zjawiska odnajdziemy kobiety aktywne, twórcze, chcące przyczynić się do rozwoju miejsca, w jakim żyją albo też całego kraju. Trudzą się, ażeby ich praca była jak najlepsza, pożyteczna, wykorzystując przynależny płci upór i zdolność do poświęcania się. Ktoś mógłby rzec, iż to takie współczesne i nowoczesne Matki Polki, sięgające wyobraźnią poza granice swego podwórka, zatroskane o los współobywateli.

Na biegunie przeciwnym ulokowały się panie, które, także wykorzystując kobiece umiejętności, zamieniły je, niczym przekupki na jarmarkach, w tłukący po uszach wrzask. Wywijają tym wrzaskiem niczym sztandarem. Kręcą się po ulicach, dając pokazy dzikiej histerii, byle głośniej, byle dosadniej i ordynarniej. Z ust owych istot z natury delikatniejszych nieustająco płynie słowna kloaka. Krzyk stał się racją ich bytu, wyznacznikiem, logo, znakiem rozpoznawczym. Zresztą nie tylko ich.

Oto wchodzi na sejmową mównicę niewysoka brunetka, zabierająca głos w niemal każdej debacie. Już zwyczajowo chce coś przekazać. I przekazuje… Nie, nie przekazuje. Drze się, krzyczy, wywrzaskuje swoje prawdy, nie widząc, że w tym wrzasku znika gdzieś sens wypowiedzi. Ma zresztą sejmowe alter ego, niegdyś z tej samej partii, tym razem blondynkę. Ta z kolei specjalizuje się w wymyślaniu rozmaitych dyrdymałów, chociażby tych o Kościele. W pomysłowości do snucia głupot przechodzi samą siebie. Zachłystuje się dźwiękiem własnych słów, ciska oczami pioruny, wrzeszcząc, że np. zdejmie z urzędu…papieża, bo ten cosik się jej nie podoba. Ręce i uszy opadają…

Wrzask pań swawolnych słychać nie tylko w Sejmie, ale i wokół niego. Tu przodują osóbki w wieku popoborowym, wymyślające rozmaite hocki-klocki, byle głośniej. Histerycznie agresywne, nie stronią nawet od ataków fizycznych. Skarcone, robią buzię w ciup, oczka w słup, skarżąc się, jak są dręczone z powodu swojej walki. Walki o co? O, to już pytanie na miarę odczytania szyfru Enigmy. Owszem, wyklepią slogan za sloganem, lecz zagadnięte o konkrety, nie mają nic do powiedzenia. A nawet jeśli podejmą ten wysiłek, i tak trudno zrozumieć ich słowa. Za głośno wrzeszczą.

Horda krzykaczek ostatnio do słów zaczyna dokładać czyny. Już nie partia rządząca jest jedynym celem. To paliwo lekko przygasło. Teraz na swych pustych sztandarach postanowiły umieścić konkret. Na czele rebelii, nazwanej w Internecie „wklejkową” stanęła pani, która od dłuższego czasu szuka sensu życia w rozmaitych krzykliwych demonstracjach. Widać nudzi się kobita w domu. A może uderzyć w społeczeństwo czymś dla niego ważnym? Huknąć w świętość. Kpiny z Ukrzyżowania, drwiny ze świętego Papieża, bezczeszczenie krzyża – już się przejadły. Została tylko Matka Boska Częstochowska. Hajda na nią! To na pewno ruszy ciemną gawiedź. Porobimy więc drogie panie stosowne obrazeczki, gdzie ustroimy świętą w logo LGBT i rozkleimy gdzie popadnie, najlepiej na śmietnikach albo szaletach. Ho, ho! Ale cyrk! Udało się! I tak pięknie wtórują temu pisarki, Manuela i Maria. Za nami pójdą inni. Nie będzie świętości w tym ponurym państwie. Póki my żyjemy!

Co? Chcą mnie, MNIE oskarżyć o bluźnierstwo? Policja MNIE zatrzymała i każe wyjaśniać? Niedoczekanie. Jakiś wróg mojej WALKI sugeruje nawet, że trzeba mnie egzorcyzmować, bo niby tak jak ja drą się opętani. Ano, spróbujcie. W mig staną za mną murem moje siostry. Pisarki i celebrytki, dziennikarki, aktorki i profesorki. Dacie radę je przekrzyczeć?

 

Zuzanna Śliwa