Persowie nie mają powodu do pałania sympatią do  Stanów Zjednoczonych, które od drugiej połowy XX wieku po dziś dzień traktują ten kraj jako potencjalną kolonie amerykańską, którą należy sobie podporządkować i eksploatować.  Tymczasem Irańczycy to spadkobiercy starożytnej cywilizacji perskiej. Lud indoeuropejski, stojący na wysokim poziomie kulturowym, dumny i nieskory do pełnienia roli  giermka. Z Irańczyków próbuje robić się takich samych fanatyków i ekstremistów islamskich, jakimi są takie organizacje jak Państwo Islamskie czy Al- Kaida. W Arabii Saudyjskiej, gdzie dominuje najbardziej skrajny odłam islamu wahabizm, zakazane jest praktykowanie innych wyznań poza islamem, mimo tego, to właśnie kraj Saudów jest sojusznikiem USA. Tymczasem w Iranie funkcjonują katolickie parafie, kierowane przez miejscowych księży. W Iranie dominuje szyicki odłam islamu zwalczany przez sunnitów, którzy stanowią większość  wyznawców w świecie islamu. To nie szyici stanowią problem dla Świata Zachodu, tylko radykalni sunnici, przez kilka dekad otrzymujący wsparcie ze strony  Waszyngtonu.

 

Nie wszyscy Amerykanie to nieprzejednani wrogowie Iranu. Jednym z nich był zmarły w 2013 roku naukowiec  , który na łamach opiniotwórczego dwumiesięcznika "Foreign Affairs" poświęconego stosunkom międzynarodowym oraz amerykańskiej polityce zagranicznej, skrytykował politykę świata Zachodu wobec jądrowych planów Iranu. Wbrew  powszechnej opinii stwierdził on, że wejście w posiadanie broni jądrowej  przez Persów to najlepsze rozwiązanie z punktu widzenia bezpieczeństwa globalnego, ponieważ poprawi się dzięki temu poziom stabilności i równowagi w całym regionie. Przedstawił trzy możliwe warianty rozwoju sytuacji. W pierwszym Iran przyparty sankcjami odpuszcza sobie dalsze plany w ramach swojego programu nuklearnego. Taki wariant uważa jednak za nierealny. Ponieważ uważa, że jeśli Iran uważa, że od posiadania broni nuklearnej zależy jego bezpieczeństwo, to sankcje nie odwiodą go od dalszych badań i prób nuklearnych. Zwiększenie sankcji jedynie spotęguje skalę zagrożenia przez co Persowie będą jeszcze bardziej zdeterminowani do posiadania, w swoim arsenale odstraszania, głowic jądrowych.

 

W drugim wariancie Iran zamraża swój program nuklearny po wcześniejszym osiągnięciu takiego poziomu wzbogacania uranu, który pozwoli mu w dowolnej chwili przeprowadzić próbny wybuch nuklearny i testować nosicieli ładunków jądrowych. Wówczas przypominałby Japonię, która również jest na etapie, w którym w dowolnym momencie jest wstanie wyprodukować broń jądrową.  Wariant ten w znacznym stopniu zadowoliłby zarówno religijnych przywódców Iranu, jak i centralny aparat  kierowniczy państwa. taki rozwój sytuacji  zaakceptowałaby  również Zachodnia Europa i Stany gdyby prezydentem był ktoś inny niż Trump. Natomiast Izrael nie zgodzi się na taki stan rzeczy i podejmie działania sabotażowe. W efekcie tych działań Iran z pewnością dążyłby jednak do sfinalizowania programu.

 

W wariancie trzecim Iran nie ustaje w pracach nad pozyskaniem własnej broni nuklearnej. W tej sytuacji Izrael i USA, że taki stan rzeczy stanowi zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa. Jest normalna reakcja wszystkich potęg nuklearnych na wieść, że jakieś kolejne państwo dołączy do elitarnego grona. Z czasem jednak oswajają się z zaistniałym status quo. Waltz w oparciu o doświadczenia historyczne dostrzegł, że paradoksalnie każde nowy posiadacz broni jądrowej podnosił poziom regionalnej i globalnej stabilności. Chiny, Pakistan i Indie, po wejściu w jej posiadanie złagodziły retorykę Zwrócił jednocześnie uwagę na fakt, iż to właśnie monopol Izraela w regionie na broń atomową  jest od 40 lat  przyczyną destabilizacji na Bliskim Wschodzie. Izrael, to jedyny kraj o którego potencjale nuklearnym praktycznie nic nie wiadomo i to właśnie ten fakt jest przyczyną kryzysu, a nie plany w tym względzie jakie ma Iran. Każde zaburzenie równowagi wymaga podjęcia działań celem jej wyrównania i irański program jest krokiem w tę stronę. Izrael jest zdeterminowany do utrzymania swej atomowej przewagi w regionie, o czym świadczą bombardowania Iraku w 1981 r. i Syrii w latach 2007 i 2018. Brak reakcji społeczności międzynarodowej dla poczynań Izraela, rodzi potrzebę podjęcia działań kontrofensywnych. Amerykański naukowiec, twierdził, że taki stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie i z czasem równowaga na Bliskim Wschodzie zostanie wyrównana.

 

W propagandzie USA Iran przedstawiany jest jako kraj autodestrukcyjny, rządzony przez szalonych mułłów. W rzeczywistości rządzą nim pragmatyczni ludzie którym zależy na przetrwaniu i rozwoju własnego państwa więc nie ma mowy o podejmowaniu przez nich działań, które mógłby spowodować obrócenie własnego kraju w popiół na skutek wzajemnej wymiany atomowych ciosów. W ataku na Iran wezmą udział połączone siły USA i Izraela, mimo gigantycznej przewagi militarnej, będzie to niezwykle ryzykowny krok,  który  może słono kosztować obu najeźdźców, bo Iran to nie Afganistan czy Irak.