Psalmista krzyczy: „Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, wołam i nocą, a nie zaznaję pokoju” (Ps 22,3). Trudno przyjąć, że Chrystus mógł odnosić kolejne słowa do siebie, choć tak właśnie było: „Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu” (Ps 22,7). Dalej następuje bolesne spostrzeżenie: „Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają głową: Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje” (Ps 22,8-9).

Tym jednak, co za każdym razie przyciąga moją uwagę, są inne słowa: „Bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców” (Ps 22,17). Jest to sytuacja każdego kto podejmuje wysiłek, aby przeciwstawić się złu w jego najróżniejszej postaci. Zawsze wówczas znajdą się „psy” gotowe pogryźć bez skrupułów i „złoczyńcy”, którzy tylko czyhają, aby wyrządzić krzywdę. Nie chodzi tu przy tym o pojedyncze jednostki, ale o „sforę” i „zgraję”, o tłum, bandę, mafię, zorganizowaną grupę oporu.

Świadomość tego może przerażać, ale nie powinna, tak jak psalm 22. Jego autor rozpoczyna co prawda od żalu i poczucia, że jest całkowicie sam wobec przeważających sił wroga. Przechodzi jednak później do słów: „Będę głosił imię Twoje swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia: Chwalcie Pana wy, co się Go boicie, sławcie Go, całe potomstwo Jakuba; bójcie się Go, całe potomstwo Izraela! Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka, ani nie ukrył przed nim swojego oblicza i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego” (Ps 22,23-25).

W ten sposób okazuje się, że jest to wielki nadziei, w którym tragiczny opis sytuacji ma skłonić Boga do szybszego przyjścia z pomocą. Konstatacja: „Bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców” nie jest ostatnim słowem, a jedynie stwierdzeniem faktu. Działamy zawsze w warunkach niepomyślnych dla siebie, przy przeważających siłach naszych przeciwników, ale nie musimy się bać. Niech psy szczekają, a złoczyńcy knują swoje zasadzki. Pozostają i tak na przegranej pozycji, kiedy my idziemy do przodu, mimo wszystko, bez względu na nic.

Obraz „sfory psów” może wydać się dla niejednego obraźliwy, termin „złoczyńca” dla niejednego nie tylko archaiczny, ale zbyt nacechowany negatywnie. Zapominamy dzisiaj, że naprawdę istnieją ludzie, którzy kierują się nienawiścią, żądzą zniszczenia i zrobią krzywdę nam lub tym, których najbardziej kochamy, tylko dlatego, że mogą.

Dopóki nie uświadomimy sobie, że sfora psów na opada i otacza nas zgraja złoczyńców wciąż będziemy bezradnie rozkładali ręce i mówili o dialogu, który jest niczym innym niż rejteradą i poddaniem się. Nie rozmawia się z wściekłym psem, który chce ugryźć naszą rękę. Nie prosi się go o przemyślenie decyzji. Nie proponuje się okrągłego stołu.

Pies i złoczyńca ulegają jedynie przed siłą. Jeśli chce się Wielkiej Polski i świętego Kościoła to trzeba działać w tym kierunku, piętnować nikczemność i przeganiać psy, których wszędzie jest pełno. Chodzi tu o tchórzliwe kundle, które w pojedynkę biegają pod ścianami ze skulonym ogonem, ale w grupach czują się mocno i atakują. Robią przy tym wrażenie silnych, ale jest to jedynie pozór, bo kiedy tylko znowu zostaną same, nigdy nie podejmą konfrontacji.

 Niestety tych „psów” nie brakuje także w naszych szeregach, wśród tych, którzy nazywają siebie katolikami i Polakami. Blokują oni wiele działań nawet nie ze złych intencji, ale po prostu dlatego, że nie mieści im się w głowach podjęcie ryzyka. Są często gorsi od otwartych wrogów, stąd sprawdza się powiedzenie: „Boże chroń mnie od przyjaciół. Z wrogami poradzę sobie sam”.

Wobec psów „swoich” i „obcych” wystarczy być stanowczym i nie zwracać uwagę na szczekanie. Im głośniej pies szczeka, tym bardziej się boi.