W feralnym pociągu najpierw zasłabł 75-letni pasażer, który zmarł po reanimacji. Spowodowało to 3-godzinne opóźnienie pociągu, który stał w okolicach Pleszewa. Następnie, kiedy dojechał on do Rogoźna musiał stać kilka kolejnych godzin z powodu zerwanej sieci trakcyjnej.

W tym czasie z powodu upałów mdlały kolejne osoby, po które przyjeżdżały kolejne karetki. Trzeba pamiętać, że wielu pasażerów były to osoby starsze, które wybierały się do sanatoriów.

Jak poinformowała rzecznika PKP na temat mężczyzny, który zasłabł: "Pracownicy załogi pociągu natychmiast udali się do pasażera, aby sprawdzić jego stan i zdecydowali o wezwaniu pogotowia ratunkowego. Najbliższa karetka dostępna była w Pleszewie, gdzie (...) ratownicy pogotowia podjęli interwencję. Jak nas poinformowano, niezbędne było wezwanie drugiej, specjalistycznej karetki, ponieważ pasażer stracił przytomność i potrzebna była reanimacja".

Dodała także: "W związku z niniejszą sytuacją i koniecznością przeprowadzenia standardowych czynności dochodzeniowo-śledczych na miejscu zdarzenia pociąg został zatrzymany na stacji na blisko trzy godziny. Podróżnym dostarczono wodę oraz poinformowano o zajściu i możliwości przesiadki do składu jadącego do stacji Poznań Główny. Z tej możliwości skorzystało około 40 pasażerów. Reszta, blisko 300 osób, zdecydowała się pozostać w pociągu TLK Gwarek".

Na temat zerwanej linii trakcyjnej i kolejnej przymusowej przerwy w podróży oznajmiła: "W zaistniałej sytuacji podjęto decyzję o wysłaniu pociągiem IC Malczewski relacji Przemyśl – Kołobrzeg zastępczej drużyny konduktorskiej do składu TLK Gwarek i o połączeniu obydwu pociągów. To rozwiązanie zapewniło podróżnym z TLK Gwarek dostęp do wagonu gastronomicznego i klimatyzowanych wagonów z IC Malczewski".

Pasażerowie po złożeniu reklamacji otrzymają 100% zwrot ceny biletu.

Wiadomo, że może dojść do różnych sytuacji i wiele z nich jest nie do przewidzenia. W tym wypadku wydaje się, że tak właśnie było. Problem w tym, jak kto sobie radzi w sytuacji kryzysowej. Rzeczniczka PKP twierdziła, że żaden przewoźnik nie chciał przyjechać na zastępstwo. Wiedząc jednak o przedłużających się problemach i o pogodzie można było wyprowadzić ludzi na stacje, zapewnić im napoje i uniknąć kolejnych zasłabnięć. Nikt jednak o tym nie pomyślał, albo jeśli pomyślał, bał się wprowadzić w życie. Za tę sytuację odpowiedzialne jest kierownictwo, które powinno podjąć odpowiednie działania.