Obejmując w 1426 r. Przewodziszowice postanowił Kornicz wykorzystać ich położenie. Jako że warownia stała przy trakcie wiodącym do królewskiego Krakowa, mógł liczyć na bogatą zdobycz. Napadał więc na wozy kupców i orszaki wielmożów, łupiąc je bez litości. Niezdobyta warownia na 20 metrowej pionowej skale pozwalała mu nie tylko sprawować kontrolę nad drogami, ale też chronić się przed pościgiem i ukrywać łup. Choć podejmowano wiele prób zdobycia Przewodziszowic, zuchwały szlachetka kpił sobie z tego w żywe oczy. Na nic zdały się królewskie i książęce wezwania, ażeby się opamiętał. Przetrwał na swojej górze aż po rok 1454, dorabiając się znacznej fortuny.

Po siedzibie Kornicza ostały się jedynie resztki murów. A co z jego skarbem? Legenda głosi, że ukrył go w szczelinie pod skałą dźwigającą budowlę lub w studni na zamku dolnym, skąd wchodzono na górę po drabinach. Nie dały jednak rezultatu podejmowane przez stulecia wprawy śmiałków owego skarbu szukających. Podobno przeganiała ich krążąca obok studni zjawa Kornicza. Mawiano, że ukazuje się o brzasku, przeważnie w pochmurne i mgliste dni. Ma na sobie długą ciemną opończę z zakrywającym trupią twarz kapturem.

Rozmaitych poszukiwaczy kosztowności ukrytych w Orlich Gniazdach nie brakowało i nadal nie brakuje. Jedną z najchętniej penetrowanych stała się sąsiadka Przewodziszowic, twierdza Ostrężnik. Jej przeznaczenie pozostaje zagadką. Nie widnieje w żadnym ówczesnym spisie królewskich budów. Milczą także kronikarze, zazwyczaj bacznie śledzący wydarzenia w królestwie. Jakie mogły być tego powody? Niektóre teorie głoszą, że prace przy jej wznoszeniu przerwano, co nie zgadza się z faktami. Budowę dokończono, na co wskazuje kształt ruin na wzgórzu i ślady solidnego muru obwodowego wokół, a także pozostałości pomieszczeń mieszkalnych. Powierzchnia strażnicy wraz z podzamczem sięgała 2400 m², co sugeruje, że przebywała tu liczna załoga. Mógł więc być Ostrężnik ważnym punktem w sieci obronnej Orlich Gniazd. Według miejscowych źródeł obiekt z nieznanych powodów rozebrano na przełomie XVIII i XIX w. Czyżby krył jakąś tajemnicę?

W przypadku tej warowni nie pospieszą nam z pomocą nawet legendy. Istnieją wprawdzie, i to liczne, opowieści o tym miejscu, ale główny ich wątek skupia się nie na samym zamku, a na ciągnącej się pod nim mrocznej 90-metrowej jaskini. Przekazy ludowe mówią, że było tu ponoć tajne królewskie więzienie, że okoliczni mieszkańcy znajdowali tu wiele szkieletów, że długie lata stanowiła gniazdo zbójów. Być może chodziło o Kornicza. Jeśli jest prawdą, że Ostrężnik i Przewodziszowicie łączy sieć naturalnych jaskiń, nasuwa się przypuszczenie, że mógł on znać także ostrężnickie podziemia. Zgadza się to z miejscową legendą, że zbójcy gromadzili łupy i pod Ostrężnikiem, w pieczarze, którą łączył z warownią podziemny korytarz. Być może w którejś z jego odnóg spoczywają, czekając na odkrywcę stosy wspaniałych klejnotów. Lecz i tu pilnuje skarbu białe widmo, które pojawia się wczesnym wieczorem, by potem snuć się godzinami w pobliżu jaskini.

Te niezwykłe opowieści są echem z czasów, gdy okolicą władali rycerze-rabusie. W myśl ludowej sprawiedliwości złe uczynki każą im pokutować także po śmierci. Jakby nie było, Ostrężnik nadal przyciąga poszukiwaczy przygód. Penetrowanie jaskiń bez specjalistycznego sprzętu nie jest jednak bezpieczne. Przekonała się o tym grupa młodych ludzi, którzy przed kilku laty zapuścili się w mroki ostrężnickich podziemi, co skończyło się śmiertelnym wypadkiem jednej z nastolatek.

Zuzanna Śliwa