Więcej o tej nowej lewicowej formule można dowiedzieć się z opublikowanego na łamach „Krytyki Politycznej” wywiadu „Zielony Ład dla Polski [rozmowa]” przeprowadzonej przez Bartłomieja Kozeka korespondenta magazynu „Green European Journal” z Pawłem Warganem koordynatora kampanii „Green New Deal for Europe”.

Według lewicowych działaczy źródłem patologii w życiu społecznym jest „strukturalny kształt naszej gospodarki. Bogactwo tworzone jest przez pracę, ale nagrody za ten proces w nieproporcjonalny sposób trafiają do tych na samym szczycie. Sektor finansowy dodatkowo zaostrza ten proces, tworząc wartość poprzez kapitał. Właśnie dlatego miejsca pracy o tak niewielkiej wartości społecznej — jak prawo korporacyjne czy bankowość — są dziś tak dobrze wynagradzane”. Toksyczny układ współczesnego kapitalizmu prowadzi szczególnie do dwóch kryzysów – klimatycznego i nierówności ekonomicznych.

Zdaniem lewicy odpowiedzią na ten kryzys ma być idea Zielonego Nowego Ładu, promowana przez: brytyjska New Economics Foundation, partie zrzeszone w Europejskiej Partii Zielonych, organizacje takie DiEM25 (założona przez Janisa Warufakisa), wielką nadzieję amerykańskiej lewicy Alexandrie Ocasio-Cortez, Jasona Hickela, New Economics Foundation i IPPR w Wielkiej Brytanii, Data for Progress w USA, Młodzieżowe Strajki Klimatyczne, Extinction Rebellion, związkami zawodowymi z całego świata, w polsce partie Razem.

Jak informują lewicowi aktywiści trzonem ich wersji „Zielonego Nowego Ładu jest pomysł na paneuropejski program inwestycyjny, mający niwelować niskie poziomy inwestycji odnotowywane od czasu niedawnego kryzysu finansowego oraz zadłużenia. Co roku 5% PKB europejskich państw trafiałoby na infrastrukturę, systemy energetyczne oraz technologie przyszłości. W efekcie powstałyby miliony wysokiej jakości zielonych miejsc pracy”.

Pieniądze te mają pochodzić z europejskich banków inwestycyjnych, a nie ze wzrostu podatków, bo proletariat nie powinien ponosić kosztów transformacji ustrojowej. Według planów lewicowych działaczy „pieniądze byłyby rozdzielane przez specjalną agencję robót publicznych, dającą regionom, miastom i samym obywatelom możliwość wypowiedzenia się na temat tego, w jaki sposób wydatkować pieniądze”.

W opinii lewicowych działaczy Zielony Nowy Ład to szansa „na demokratyzację gospodarki oraz na gwałtowną transformację dotychczas dominujących struktur własności i władzy. Dzięki jego wprowadzeniu możliwe stałoby się stworzenie nowego ładu ekonomicznego opartego na wspólnej własności i uczestnictwie, który nie byłby na dłuższą metę możliwy do zniszczenia przez interesy kapitału”.

Komentując pomysły działaczy lewicowych, warto wskazać na ich klasyczną lewicową tożsamość. Po pierwsze, w klasycznie marksistowskiej formule, za patologie współczesnego ustroju gospodarczego obwiniają nie jego przyczyny, czyli interwencjonizm państwa (na którym zarabia finansjera i korporacje) tylko wolny rynek (choć realnie cechą ustroju jest ograniczanie wolności gospodarczej). Co więcej, jak każde marksistowskie remedium, lekarstwo na współczesne patologie jest gorsze od choroby. Lewicowi działacze nie chcą rozbić pasożytnictwo korporacji i finansjery poprzez wolny rynek, ale poprzez interwencjonizm państwowy. Cele zielonej lewicy jest stworzenie zielonego komunizmu „nowego ładu ekonomicznego opartego na wspólnej własności” i niedopuszczenie do władzy nacjonalistów.

Lewicowi działacza twierdzą, że dzięki nowemu zielonemu ładowi Europa będzie cieszyć się dobrobytem, rany z przeszłości się zagoją, i będzie można globalnie walczyć ze zmianami klimatycznymi razem z „krajami brutalnie doświadczonymi skutkami europejskiej ekspansji kolonialnej i ekonomicznej”.

Lewicowi działacze twierdzą, że „od roku 2015 poziom inwestycji publicznych netto w strefie euro był praktycznie zerowy. W efekcie sypie się nam infrastruktura, kiepsko działają usługi publiczne, a media stają się coraz droższe. Wszystko to efekty neoliberalnej polityki, która stoi też u źródeł wzrostu popularności skrajnej prawicy”.

Celem lewicowych działaczy jest „przekonanie do tego programu kolejnej Komisji Europejskiej oraz użycie Europejskiego Banku Inwestycyjnego dla pozyskania niezbędnego finansowania. Mamy do tego odpowiednie narzędzie, EBI z kolei ma odpowiednie uprawnienia. Zielony Nowy Ład mógłby zacząć być wcielany w życie choćby i jutro”.

Lewicowi działacze twierdzą, że dzięki ich pomysłom nikt nie straci pracy, a pracownicy likwidowanych nieekologicznych branż znajdą lepiej płatne zatrudnienie w eko branżach, które zapewnia dobrobyt.

Komentując te obietnice, warto wskazać, że są to klasyczne marksistowskie obietnice, według których dobrobyt zbuduje nie wolny rynek, tylko decyzje biurokratów, centralne planowanie, własność publiczna, interwencjonizm państwa (już internacjonalistycznego państwa kontynentalnego, a nie państwa narodowego). Wielokrotne lewicowe eksperymenty na ludziach prowadzone od dekad wskazały, że taki marksistowski utopizm kończy się masową nędzą i terrorem.

Nowy zielony ład ma być dla lewicy szansą odejścia od niewyniszczających wojen kulturowych między lewicą a prawicą, które nie odzwierciedlają realiów. Według działaczy lewicy „brak nowych idei w politycznym centrum oraz niezdolność prawicy do zaprezentowania jasnej wizji przyszłości, przed osobami o progresywnych czy socjalistycznych poglądach pojawia się szansa na stworzenie szerokiego klasowego ruchu społecznego. Skupianie się na kwestiach klasowych zamiast kulturowych czy narodowych pozwoli na nawiązanie nici porozumienia z osobami, które ucierpiały na dotychczas realizowanej w Europie polityce neoliberalnej, minimalizując ryzyko zaplątania się w przetaczające się przez kontynent wojny kulturowe”.

 

Jan Bodakowski