Marek Migalski, politolog z ironią zauważył: "Efektem jest to, że z punktu widzenia wyborcy PiS-u nie dość, że Niemka została szefową Komisji Europejskiej, to ten znienawidzony Timmermans został jej wiceprzewodniczącym. To oznacza, że przez następne pięć lat będzie robił dokładnie to samo, co robi w tej chwili, a nawet z większym zaangażowaniem. Natomiast pani przewodnicząca Komisji będzie kontynuować to, co robiła wcześniej. Przypomnijmy, ona krytykowała rządy Prawa i Sprawiedliwości, mówiła bezpośrednio, że trzeba wspierać opozycję".

Migalski zauważył, że jest to sukces Niemiec i Donalda Tuska, który dał się poznać jako człowiek Berlina: "To, że dzisiaj wszystkie państwa zgodziły się na tę kandydaturę, świadczy dobrze o wspólnocie, dobrze także o Donaldzie Tusku i liderach Unii Europejskiej, że potrafili doprowadzić do tego kompromisu. Pytanie: jakie były kalkulacje poszczególnych państw, bo to, że Niemcy mogą być zadowoleni z tej kandydatury, to jest oczywiste: ważny polityk niemiecki zostaje najważniejszym politykiem unijnym. Nie można wyobrazić sobie lepszej sytuacji".