Znamienne jest, że niemiecki parlament zajął inne stanowisko niż rząd Angeli Merkel, która stanowczo odrzuca możliwość wypłacania jakichkolwiek odszkodowań. Bundestag uznał, że Niemcy mogłyby wypłacić pieniądze Grecji, ale bardziej na zasadzie dobrowolnego daru niż powinności. Uważa bowiem, że skoro minęło już 70 lat, cała sprawa się przedawniła. Powołuje się przy tym na porozumienia, w których jednak Grecja nawet nie uczestniczyła.

Można by uznać, że nowa postawa Niemiec jest kompromisowa. Dać Grekom, ale nie Polakom. Podzielić swoich oponentów, aby wykpić się za "niewielkie" pieniądze.

Roszczenia Greków są wyceniane na 270 miliardów euro. Jest to ponad bilion złotych. Biorąc jednak pod uwagę zniszczenia wojenne Polski, kraju który najbardziej ucierpiał podczas II Wojny Światowej, straty nie tylko materialne, ale także w ludności, i wstępne wyceny, to Polska ma prawo domagać się wielokrotnie więcej, przynajmniej kilku bilionów złotych.

Są to potężne pieniądze, ale wobec rezerw złota, jakie posiadają Niemcy, jest to suma, którą ten kraj jak najbardziej mógłby nam wypłacić. Są to te pieniądze, które dzielą nas od poziomu życia na Zachodzie, pieniądze skradzione nam przez Niemców podczas II wojny światowej. Niemcy nie tylko zniszczyli wówczas nasze dziedzictwo przeszłości, odebrali nam teraźniejszość, ale także zaważyli na przyszłości.

Wypłata odszkodowań byłaby aktem historycznej sprawiedliwości. Wówczas nie potrzebowalibyśmy żadnej dopłat unijnych, "wyrównujących szansy" i pociągających za sobą przy okazji ideologizację i podporządkowanie Brukseli.