W obecnym Senacie układ sił sprzyja dobrej zmianie. PiS ma 64 mandaty, Platforma 34, jeden mandat ma PSL, cztery senatorowie, którzy startowali z własnych komitetów. Według ordynacji wyborczej, która obowiązuje od 2011 roku, wybory do Senatu to jednomandatowe okręgi wyborcze. W każdym ze stu okręgów tylko jeden kandydat z największą ilością głosów obejmuje senatorski mandat. Plan PO jest taki, aby wystawić w każdym okręgu wspólnego kandydata najbardziej rozpoznawalnego i popularnego w danym regionie. Może to być prezydent, burmistrz, radny – oznacza to postawienie na samorządy. Dlatego Platforma Obywatelska nazwała swój sztab wyborczy, sztabem Koalicji Obywatelskiej i Samorządowców.  O takim planie mówił już 4 czerwca w swym przemówieniu w Gdańsku Donald Tusk.  Wygrana do Senatu ma być początkiem końca PiS. „To są ludzie (samorządowcy),którzy wiedzą jak dzisiaj wygrywać – wieszczył Tusk – Proszę was wszystkich, abyście poszli śladem naszych bohaterów z samorządu terytorialnego, żebyście przekonali się, że w wyborach do Senatu możemy im zrobić powtórkę z rozrywki z 1989 roku. Mogłoby się komuś wydawać, że to wcale nie takie ważne, ale to był moment, kiedy ówczesny przeciwnik zrozumiał: ta gra jest skończona”.

Zwłaszcza po klęsce do europarlamentu cała nadzieja Platformy skupiła się na wiernych samorządowcach na czele z Aleksandrą Dulkiewicz i Jackiem Karnowskim. Prezydent Sopotu mówi: „Ogromnym sukcesem Grzegorza Schetyny było utworzenie Koalicji Europejskiej. Jednak to samorządowcy wiedzą, jak wygrywać wybory. Chcemy nie tylko dać ludzi do Senatu, ale też przekazać know-how, jak wygrać, bo mam wrażenie, że tego opozycji brakuje”.

Schetyna łyknął ten plan awaryjny. W razie wyborczej porażki nie tylko on będzie chłopcem do bicia, ale podzieli się klęską z Tuskiem, który był ojcem takiego rozwiązania.

W tym wszystkim są jednak pewne „ale”. Koalicja nadal jest w rozsypce i nie wiadomo kiedy i co się z niej wykluje. Jeżeli PSL pójdzie do wyborów z Platformą, SLD stworzy osobną koalicję lewicową. Albo PSL pójdzie do wyborów samodzielnie też w jakiejś koalicji. Jak na dziś, nic nie wiadomo, więc jak dzielić mandaty senatorskie. To nie jedyna niewiadoma w tej układance. Nie wszyscy samorządowcy palą się do startu wyborczego. W swoich regionach zdobyli władzę, niezagrożeni mogą w nich rządzić samodzielnie. Są panami na włościach. A Senat nie daje takich możliwości. Jego bezpośredni wpływ na rzeczywistość jest ograniczony i często ogranicza się do glosowania takiego, jak wymaga dana partia. Nie wiadomo czy tuzy w postaci prezydenta Sopotu, Gliwic, Łodzi czy Hanny Gronkiewicz-Waltz zdecydują się na ten krok. Popularny prezydent Poznania już odmówił. Rozpoznawalność w danym mieście nie musi się przekładać na rozpoznawalności w całym regionie. To tak nie działa.

Zresztą pomysł z samorządowcami nie jest niczym nowym. W 2011 roku próbował już tego ówczesny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Powołał ruch Unia Prezydentów – Obywatele do Senatu. Popularni prezydenci mieli wskazywać swoich kandydatów i pomagać im w kampanii. W rezultacie zdobyto jedynie jeden mandat dla wiceprezydenta Wrocławia Jarosława Obremskiego. Wcześniej jeszcze w takim celu Dutkiewicz i Michał Ujazdowski utworzyli Polskę Plus. Wszystkie te pomysły nie przyniosły sukcesu i umarły śmiercią naturalną. Nie zawsze znani i lubiani w swoim regionie samorządowcy odnoszą na ogólnopolskiej arenie zwycięstwo. Dobry przykład to prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc od kilkunastu lat sprawujący lokalną władzę. Gdy startował do Senatu, nie zdobył mandatu. Wyborcy bardziej głosują w takich wyborach na partię niż na konkretnego kandydata. Tak samo było z Arturem Balazsem, bardzo popularnym w swoim  regionie. W wyborach w 2011 roku nie dostał się do Senatu., bo przeszkodziła mu etykietka PiS.

PO stawiając w wyborach senackich na samorządowców, będzie się musiało podzielić dodatkowo dobrymi miejscami na listach wyborczych. A wiele z nich, wzorem Koalicji Europejskiej przypadnie koalicjantom. Uszczupli to możliwości startu ludziom z Platformy.

Już niedługo przekonamy się, co z tych pomysłów zaowocowało w rzeczywistości.

Iwona Galińska