Łąki. Według przyjętej definicji są to zbiorowiska roślinne, na które składają się byliny i trawy. Jak świat światem tworzą jeden ze wspanialszych widoków, jakie przyroda oferuje człowiekowi. W skali całego globu zajmują 38 proc. powierzchni gruntów. W samej Europie jest ich nieco mniej: 34, 2 proc. , choć są tu kraje mogące chwalić się ich bogactwem, jak np. Luxemburg, mający aż 50 proc. łąk i użytków zielonych. Sporo ich posiadają także Słowenia, Islandia i Wielka Brytania. I chociaż Polska lokuje się w europejskiej czołówce jeśli chodzi o całą powierzchnię użytków rolnych (60 proc.), łąki i pastwiska stanowią u nas zaledwie 21,5 proc. Nie jest to mało, ale nie i za dużo. Dlatego musimy o nie starannie dbać. Pomaga w tym fakt, iż wiele typów łąk tzw. siedliskowych podlega ochronie prawnej. Mimo tejże ochrony na skutek zmian cywilizacyjnych wiele roślin łąkowych bezpowrotnie wymarło. Takim przykładem jest piękny fioletowy mieczyk błotny, spotykany jeszcze przed paru dekadami. W zaniku są także inne łąkowe rośliny. Ze świecą szukać choćby błękitnych dzwonków.

Wiele jest powodów tego wymierania. Jeden z nich to melioracja, powodująca opadanie wód gruntowych zasilających korzenie. Innej przyczyny można upatrywać w zanieczyszczeniu atmosfery rozmaitymi substancjami chemicznymi, na jakie część roślin może być wrażliwa. Trzecim powodem są wydłużające się okresy suszy i ponad normalne temperatury.

Jeśli nie możemy nic zrobić, kiedy rządy, chociażby w postaci suszy, obejmuje natura, możemy przemyśleć np. sens niektórych melioracji, nie zawsze nieodzownych. Możemy zastanowić się nad często bezmyślnym wykaszaniem każdej trawki. Zostawione w spokoju, będą miały siłę przetrwać te suche dni. Wycięte do gruntu spopielą się i znikną. A przecież nawet ta przyosiedlowa czy parkowa roślinność ma do spełnienia istotną rolę. Podobnie jak i typowe łąki przyczynia się do oczyszczania powietrza z rozmaitych pyłów szkodliwych dla ludzi. Wprawdzie wreszcie zapanowała swoista moda na łąkowość bezlitośnie rżniętych dotąd trawników, ale rozszerza się ona bardzo powoli.

Łąki to także szansa na urodzaj w sadach. Istnieje ścisły między nimi związek. Łąka to prawdziwy raj dla owadów, możliwość pozyskania przez pszczoły nektaru na miód, spiżarnia dla bąków, trzmieli, os, które nabierają tu sił, by móc zapylać jabłonie, wiśnie, śliwy. To także przestrzeń, gdzie doskonale egzystują rośliny lecznicze: dziurawiec, rumianek, mięta, dziewanna, wiesiołek, macierzanka, piołun, krwawnik, kocanka. Jedna żyzna łąka jest w stanie zaopatrzyć w zioła sporą aptekę. Ku pożytkowi człowieka. Ale łąka daje nie tylko to. Bogato wyrasta tu również szczaw, chrzan a nawet smaczna pieczarka polna.

Są w Polsce obszary, gdzie łąk bogactwo. I to bujnych, przepięknych, strojnych we wszystkie barwy z palety natury. Najwięcej ich ujrzymy na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i Podlasiu. Kipią nimi Bieszczady, gdzie można napotkać podgórskie i górskie łąki w stanie niemalże dziewiczym, jakby nie tkniętym stygmatem cywilizacji. Podobne wabią odwiedzających na urokliwym Roztoczu.

Jedną z najwspanialszych łąk zobaczyłam jednak nie w Bieszczadach i na Roztoczu, ale w okolicy Częstochowy, przy wsi Kopalnia. Idącą przez pola dróżkę otacza z obu stron łąka tak niezwykła i tak wielobarwna, że ma się wrażenie zatonięcia w bajkowej krainie czarów. Widać tu chyba każdy polny kwiat, jaki zrodziła natura. Żółcie, błękity, czerwienie, róże, fiolety i ogromna gama wszelkich odcieni zielonego.

Kochajmy nasze łąki. Póki są.

 

Zuzanna Śliwa