Granica między pomaganiem królikom, a wykorzystywaniem ich w celu narzucania swoich poglądów czy ideałów zaczyna się zacierać, a uczestnicy grupy urocze zdjęcia z podopiecznymi wykorzystują promując kolorowe naklejki „strefy wolnej od nienawiści”. Grupa rekomendowana jest przez Stowarzyszenia „Arbuz” mające zajmować się przeciwdziałaniem bezdomności zwierząt oraz rekomendowana i administrowana przez bydgoską Przychodnię Weterynaryjną Sowa Egzotica.

 

Zaczyna się od niewinnych gier słownych na grupie adopcyjnej zamieszczanych m. in. przez administratorkę Paulę R., jak na przykład: „Królik szuka żony, ale nie pogardzi też mężem”. Sytuacja rozwija się jeszcze mocniej na drugiej grupie, gdzie dziewczyna wykorzystując zdjęcia przytulonych królików zamieszcza i promuje wprost sześciokolorowe flagi, związki gejowskie i ruchy LBGT, a pod jej postami pojawiają się komentarze typu: „Królik i drugi chłopaczyna – normalna rodzina (emotikony trzymających się za ręce mężczyzn, flaga LGBT, mordka króliczka)”; oraz hasztagi typu: „#loveislove” czy „#lgbtbunnies”.

 

Również administratorka Natalia B. stosuje te metody zamieszczając zdjęcia tytułowane „pim-puszki ge-juszki”, pod którymi oznajmia, że walczy z mową nienawiści i żali się, że FB nie blokuje ludzi, których zgłasza jako „nietolerancyjnych”. Tak więc, gdyby ktoś miał tradycyjne poglądy i tą administratorkę wśród znajomych, to może raczej być pewien, że ewentualnych przyczyn blokad na FB można szukać pod tym adresem.

 

Jednocześnie na grupie adopcyjnej pojawia się bardzo dużo obraźliwych komentarzy w stosunku do rodzin z dziećmi oraz ciężarnych kobiet. Dzieje się tak głównie w przypadku prywatnych ogłoszeń, w których właściciele szukają nowych domów dla swoich podopiecznych, bo na przykład z powodu choroby czy przyczyn losowych nie są w stanie zająć się już swoimi zwierzakami. Wtedy w wielu komentarzach pojawia się agresja, moralizowanie, szydzenie i bagatelizowanie problemów właścicieli, którzy zdaniem niektórych administratorek, moderatorek i członków grupy „pozbywają się na siłę problemu”.

 

Choroba właściciela, który nie jest już w stanie zająć się zwierzęciem to ich zdaniem szukanie wymówek i lenistwo. Tak potraktowana została m. in. kobieta czekająca w szpitalu na operację, której córka w grupie szukała nowego domku dla królika swojej mamy. Dziewczyna sama nie mogła zająć się królikiem, ponieważ miała inne zwierzęta, które mogłyby królika zaatakować. Została ośmieszona i wyszydzona.

 

Takich przypadków na grupie jest jednak znacznie więcej, a bardziej świadomi członkowie grupy przyznają, że przez takie zachowania cierpią tylko zwierzęta. Jedną z osób, która zwraca uwagę na problem grupy jest Elżbieta D., w której komentarzu można przeczytać, że: „Ciężko znaleźć post, gdzie ktoś pisze, że chce oddać zwierzę i odbywa się bez wiadra hejtu. Każdy wie najlepiej. Inni widzą te komentarze i już nie kwapią się wystawić ogłoszenia. Dlatego jestem przeciwna komentowaniu ogłoszeń ‘oddam’. Z jakiegokolwiek najgłupszego nawet powodu oddaje. Ale nie wyrzuca”.

 

Jak dodaje Izabela Ch.: „ Kiedyś był taki post jak pracownica schroniska wyzywała kobietę bo oddała psa do schroniska. Wylała się taka fala hejtu… Ludzie się boją. Moim zdaniem nie powinno się utrudniać tylko pomagać.” Tu rodzi się pytanie czemu niektóre administratorki, pracownice schronisk czy członkinie organizacji adopcyjnych zamiast pomagać w adopcji, szkodzą.

 

Może do struktur adopcyjnych dostają się nie po to by pomagać lecz rozpowszechniać pewne „idee”? Zupełnie jak w przypadku niemieckich ekologów, którzy postanowili rozprawić się z polskim przemysłem zwierząt futerkowych bynajmniej nie w celu pomocy zwierzętom, ale mając na celu osłabienie polskiej gospodarki.

 

Niektóre członkinie grupy i wolontariuszki wyjątkową agresją reagują w stosunku do dzieci i kobiet w ciąży. Kobieta, która chciała przygarnąć królika o większej wadze, ponieważ jej chore dziecko ma niedowład kończyn i nie czuje, gdy na kolanka kładzie się mu małe zwierzątka, również została na grupie wyszydzona i oskarżona o przebieranie w królikach.

 

Z innych wpisów członkiń wynika, że dzieci brudzą, śmiecą i są bardziej problematyczne od królików, a jakoś nikt się ich nie pozbywa. Takim „miłośnikom zwierząt” gratulujemy empatii w stosunku do ludzi i zapraszamy w odwiedziny do domów dziecka. Na grupie możemy się też dowiedzieć, że ciąża to nie choroba, tylko wymówka i lenistwo.

 

Zdaniem „specjalistek od królików” również cukrzyca ciążowa nie jest groźna i stanowi głupią wymówkę dla pozbycia się zwierzaka. Tu jednak warto zaznaczyć, że u kobiet z cukrzycą ciążową częściej dochodzi do powikłań w trakcie ciąży i porodu, a także częściej obserwuje się powikłania wśród noworodków.

 

Jak zaznacza jedna z uczestniczek grupy stająca w obronie atakowanej ciężarnej kobiety: „ Zaawansowana ciąża nie jest niczym przyjemnym, gdy masz problem z założeniem głupiej skarpetki, a przy bijących się królikach trzeba się schylić.”

 

W innym wpisie kolejnej uczestniczki dyskusji pod postem można przeczytać: „Boże, ale się uwzięłyście. Kobieta szuka domu, chce oddać z całym ekwipunkiem… Widocznie przerasta ją sytuacja. Za chwile pojawi się dziecko i masa dodatkowych obowiązków. […]To, że jedna pani pisze o chorym dziecku i zwierzakach to jej sprawa, że sobie tyle na głowę zwaliła wiedząc, że ma chore dziecko. Ja bym dodatkowo się nie obciążała i dla mnie to raczej niezbyt mądre, a nie szczyt heroizmu”.

 

Innego zdania jest natomiast Dorota Z. z fundacji adopcyjnej „Arbuz” rekomendowanej na grupie. Post ripostuje następująco: „Mierz siły na zamiary i nie bierz zwierzaka jeśli nie jesteś odpowiedzialna, prosta sprawa. Co innego oddać z jakichś poważnych przyczyn […] Cóż za paradoks, pojawia się ciąża i standardowe oddanie zwierzaka”.

 

Czy w tym przypadku chamstwo można wytłumaczyć jedynie próbą dowartościowania się kosztem innych? Pod innym postem ta sama Dorota Z. zdjęcie rodziny, która zabrała ze sobą na wakacje króliki i psa potrafiła skomentować następująco: „Brakuje sandałów i skarpetek, do tego reklamówka z biedry.”

 

Po przeczytaniu komentarza przypominają się słowa pewnej celebrytki, która skrytykowała program pomocy rodzinie 500+ twierdząc, że teraz motłoch z dzieciakami będzie zajmował normalnym ludziom miejsca na plaży. Może zatem nie chodzi tylko o próbę dowartościowania się lecz po prostu walkę z wartościami rodziny? Albo z określoną partią polityczną?

 

W pewnym momencie na grupie adopcyjnej pod postem, w którym rozgorzała nagonka na ciężarną kobietę szukającą domu adopcyjnego dla królika, pojawił się post z konta Przychodni Weterynaryjnej Sowa Egzotica, mówiący o tym, że takie ataki członkiń i administratorek grupy na osoby, które szukają domów adopcyjnych dla zwierząt, sprawiają w rezultacie, że ludzie wolą wyrzucić królika na ulicę czy porzucić w lesie niż szukać pomocy w grupach adopcyjnych.

 

Wpis jednak został szybko wykasowany. Kto się go pozbył? „Sowa” zmieniła zdanie czy może wykasowała go któraś z administratorek, której bardziej zależy na promowaniu określonych idei i poglądów niż na pomocy królikom? Pytanie skierowaliśmy bezpośrednio do przychodni administrującej grupę.

 

Otrzymaliśmy następującą odpowiedź:

- „Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, który komentarz i jakiej konkretnie treści ma Pani na myśli w odniesieniu do ataków na osoby, które szukają domów adopcyjnych dla swoich zwierząt. […] Z socjologicznego punktu widzenia, osoba która ma zamiar podjąć pewne działanie (oddanie zwierzęcia), które bywa w odbiorze społecznym kontrowersyjne i w tej sytuacji osoba ta wie, że potencjalnie może narazić się na ostrą krytykę i jawną zniewagę swojego działania, to w intuicyjny sposób może chcieć uniknąć doświadczenia takiego dysonansu i może chcieć wykonać swoje działanie w sposób zapewniający anonimowość i pozorne uniknięcie odpowiedzialności (wyrzucenie zwierzęcia na śmietnik, pozostawienie w lesie itp.) Efekt zostaje wtedy osiągnięty, gdyż zwierzęcia, które stanowiło problem już nie ma – jednak nikt o tym nie wie, więc można uniknąć narażenia się na krytykę […] Personel naszej przychodni jest świadomy tego typu zachowań, w związku z czym nie umoralnia i nie stosuje krytyki wobec osób, które postanowiły oddać swoje zwierzę do adopcji.” Odpowiedziała Agnieszka Popławska, manager Przychodni Weterynaryjnej Sowa Egzotica."

 

Mimo sprzeciwu przychodni wobec polityki „szukania winnych” i ataków kierowanych do osób, które szukają domów adopcyjnych dla podopiecznych, większość administratorek nie stosuje się do tej zasady, a wręcz jako pierwsze obrażają ludzi i działają na szkodę zwierząt. A przecież grupa powstała po to, aby pomagać w adopcji i przeglądając wpisy pojawiające się na niej, widać jak dużo domów udało się znaleźć i jak dużo dobrego zrobić. Czy administratorki celowo wnikają w struktury grup adopcyjnych tylko po to by atakować osoby chore, rodziny z dziećmi, wpływać na nastroje społeczne i promować szeroko rozumianą "tolerancję" i ruchy LGBT?

 

Wszystko wydaje się wskazywać, że takie działania są możliwe i mogą być prowadzone ze staranną metodycznością i systematycznością. Podsumowując, misja adopcji zwierząt, jaka przyświeca grupie, jest wykorzystywana do walki ideologicznej z tradycyjnymi wartościami kultury zachodniej i kultury chrześcijańskiej oraz promocji ideologii i postaw LGBT, co jest szczególnie obrzydliwe, ponieważ są wykorzystywane do tego niczego nie świadome bezbronne zwierzęta, a kobiety w ciąży, osoby chore oraz matki z dziećmi są obrażane i poniżane, tak jakby człowiek i jego dobro były całkowicie nieistotne w odniesieniu do samego faktu adopcji królika.