Eksperci do spraw bezpieczeństwa w Stanach Zjednoczonych rozważają również scenariusz zniszczenia i uszkodzenia głosów jako, że “te systemy są wysokiego ryzyka”. Zdaniem Agendy Bezpieczeństwa Infrastruktury Cyberbezpieczeństwa znanej pod skrótem CISA (jest to element wchodzący w skład Homeland Security) problemem dla systemu wyborczego jest oprogramowanie szyfrujące dla okupu (ransomeware). Agenda miała już do czynienia z podobnym problemem w sieciach komputerowych Teksasu, Atlanty i w Baltimore. Dyrektor CISA Christopher Krebs zauważył: “Ostatnie czasy ukazały, że państwo i stany członkowskie i tych, którzy je wspierają są celem ataków oprogramowaniem szyfrującym dla okupu. Dlatego właśnie pracujemy razem z urzędnikami do spraw wyborów oraz ich współpracownikami ze sfery sektora prywatnego, aby chronić ich bazy i odpowiedzieć na możliwy atak ransomeware”.

Pojawia się tutaj konflikt przejrzystości. Wedle oficjalnego stanowiska Federalnego Biura Śledczego: “To jest imperatyw, aby stany oraz władze samorządowe ograniczyły dostępność informacji o systemach wyborczych i systemie administracyjnym przetwarzania a także o ochronie ich stron internetowych i baz danych, bo mogą być one wykorzystane”. O ile nie budzi tutaj wątpliwości utajnianie szczegółów na przykład szyfrowania lewicowy haktywizm domaga się w ramach idei Otwartego Świata, że technologie posiadają ogólnie dostępne specyfikacje. Za tym idzie pogląd, że system wyborczy powinien być jawny dla uniknięcia niedomówień, że w danym jego elemencie dokonuje się manipulacji głosami.

Wedle CISA podjęte działania mają charakter zapobiegania. Istotne jest sprostowanie wpływu Rosji na ostatnie wybory prezydenckie. Samo twierdzenie o możliwości zaburzenia procesu wyborczego podważyła na łamach CNN dziennikarka Tal Kopan. Trzy czwarte głosów mieszkańcy Stanów Zjednoczonych oddają na wydrukach. W przypadku systemów informatycznych Election Assistance Commission ustanawia standardy bezpieczeństwa. Z kolei redaktor Sean Adl-Tabatabai stwierdził, że powiązanie hakerów z Rosji z zaburzeniem procesu wyborczego USA jest niczym innym, jak próbą przykrycia skandalu Demokratów.

Zagrożenie zdaniem szefa technologicznego ESET Institute Johna Sebesa stanowi “stworzenie wielkiego zamieszania i opóźnień, pozbawienie praw na wielką skale może doprowadzić do skompromitowania ważności wyborów”. Tym samym wbrew komentatorom działania administracji Donalda Trumpa nie są owocem ataków na system wyborczy, lecz prędzej odpowiedzią na zakres działania wirusa Petya. Skala zniszczeń jaką spowodował obudziła wątpliwości co do bezpieczeństwa po problemach jakie miał z działaniem między innymi FedEx, czy Maersk.

Jacek Skrzypacz