To – krzyczą zwolennicy polityczne poprawności – jest… nietolerancyjne i wręcz rasistowskie, bo krzywdzi i dyskryminuje… obojnaków (osobników reprezentujących obie płcie), transseksualistów (zespół dezaprobaty płci – osobnik nie przyznaje się dosadnej płci) oraz transwestytów (osobnik ubiera się w stroje płci przeciwnej).

Zwolennicy politycznej poprawności proponują dwa rozwiązania. Pierwsze polega na likwidacji na drzwiach toalety informacji o tym dla kogo przeznaczona jest ta toalety. Dotąd było tak, że toalety były tylko dla mężczyzn i tylko dla kobiet, co wykluczało „pozostała część społeczeństwa”. Drugie rozwiązanie idzie dalej, jego celem jest pełna tolerancja, która będzie miała miejsce wtedy, gdy będzie tylko jedna toaleta dla wszystkich.

Na niektórych uniwersytetach brytyjskich już mają miejsce wielotysięczne manifestacje zwolenników pierwszej lub drugiej opcji. Reakcją na nie są manifestacje zwolenników starego porządku, przede wszystkim, jak je nazywają liberalne i lewicowe gazety, „nietolerancyjnych rasistek” czyli kobiet, które nie życzą sobie, by po ich toalecie włóczyły się jednostki nie będące kobietami.

Spór się zaognia i nie wiadomo co z tego będzie. Komentarz jest tu chyba zbyteczny. Zbyt to żałosne i groteskowe. Można najwyżej lakonicznie stwierdzić: polityczna poprawność sięgnęła dna… sedesu.