Zachowanie TK na czele z jej prezesem Julią Przyłębską jest zupełnie niezrozumiałe. Wniosek poparło zresztą wielu posłów rządzącej partii, która zainstalowała nową prezes na tym stanowisku, a także prokurator generalny. Jedynym wyjaśnieniem tej zwłoki wydaje się być jakiś odgórny nakaz od Jarosława Kaczyńskiego, aby nie doprowadzać sprawy do końca.

Przemawia za tym fakt, że TK w zasadzie nie ma dużego pola manewru. Powinien uznać niezgodność tzw. kompromisu aborcyjnego z polską konstytucją, bo konstytucja nie pozwala na dyskryminację ze względu na niepełnosprawność oraz wiek, a poza tym mówi ona o ochronie życia każdego człowieka.

Tymczasem PiS chociażby głosami różnych swoich ministrów tuż przed wyborami deklarowało, że jest za utrzymaniem prawa w obecnym kształcie. Rzekomo kompromis ten ma chronić przed lewicowym odwetem i wprowadzeniem szerokiego dostępu do aborcji. Jeśli jednak lewica wygra i tak to zrobi, niezależnie od tego, czy PiS utrzyma te przepisy czy nie.