Kolejny raz Muzeum Sztuki Nowoczesnej (jedno z trzech muzeów, obok muzeum historii Żydów i muzeum powstania warszawskiego, których powstanie wspierał Lech Kaczyński) postanowiło udowodnić, że pieniądze podatników powinny zostawać w kieszeni podatników, a nie być wydawane na sztukę nowoczesną.

 

W tymczasowym budynku muzeum nad brzegiem Wisły można obejrzeć wystawę pochodzącej z żydowskiej rodziny Miriam Cahn „Ja, istota ludzka". To pierwsze monograficzna wystawa tej feministycznej artystki ze Szwajcarii, według muzeum „jednej z najważniejszych i najbardziej uznanych malarek drugiej połowy XX i początku XXI wieku", która „od przeszło czterech dekad artystka daje świadectwo społecznym konfliktom, kryzysom i stanom wyjątkowym, snując namysł nad współczesną kondycją człowieka oraz sprawczością obrazu malarskiego wobec tematów takich jak wojna i przemoc, seksualność, natura, relacje rodzinne i śmierć. U podstaw bogatej twórczości Cahn, obejmującej nie tylko malarstwo, ale również rysunek, performans, tekst i film, leży bezkompromisowy sprzeciw wobec wszelkich przejawów przemocy, co czyni jej praktykę wyjątkowo aktualną".

 

Z informacji na stronie muzeum wynika, że „Cahn urodziła się w 1949 roku w Bazylei w rodzinie żydowskich emigrantów, którzy w okresie międzywojnia na fali nazistowskich prześladowań opuścili Niemcy i Francję i osiedli w Szwajcarii. Jeszcze w czasach studiów w latach 70. artystka włączyła się w ruch feministyczny i pokojowy. Swą niezgodę na przemoc i nierówności manifestowała nie tylko za pośrednictwem działań w polu sztuki – biorąc czynny udział w protestach, pisząc petycje czy malując murale w przestrzeni miejskiej, Cahn od samego początku swej aktywności żyje i tworzy, reagując na otaczającą ją rzeczywistość polityczną".

 

Muzeum Sztuki Nowoczesnej to instytucja od dekad udowadniająca (wraz z Zachętą i Centrum Szyki Współczesnej oraz wieloma innymi galeriami w całej Polsce), że pieniądze podatników powinny zostawac w ich kieszeniach, a nie być wydawane na sztukę nowoczesną, bedaca formą lewicowej agitacji politycznej.

 

W 2013 roku jednym z dzieł zakupionych i wystawianych w tymczasowej siedzibie Muzeum, w ogromnym budynku przy E. Plater, była rzeźba P. Uklańskiego „Deutsch-Polnische Freundschaft" przedstawiająca połączenie godła Polski z godłem nazistowskich Niemiec.

 

Było to już kolejne dzieło Uklańskiego, które łączy symbolikę nazistowską z polską symboliką patriotyczną. Przekaz jest więc jednoznaczny – polski patriotyzm to nazizm. Według portalu Culture.pl „praca ta staje się przewrotną przestrogą przed rodzimym faszyzmem, przed powiązanymi z nim ksenofobią i rasizmem".

 

W 2016 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie pod koniec jego obecności w Śródmieściu w budynku „Emilia" można obejrzeć wystawę przedstawiającą twórczość artystów zaangażowanych w różne ekstremistyczne lewicowe inicjatywy.

 

Pracę twórców zaangażowanych w inicjatywy skrajnej lewicy można było obejrzeć na wystawie „Chleb i róże. Artyści wobec podziałów klasowych". Wystawa ewidentnie była formą nobilitacji artystów zaangażowanych w lewicowy dyskurs oraz promocji lewicowych przesądów. Jak do każdej wystawy, a nawet do każdego dzieła sztuki nowoczesnej, tak też do tej, była przez organizatorów dorabiana ideologia, w stylu marksistowskich frazesów, które miała na celu u oszołomionych bełkotem odbiorców wywołać nabożny szacunek wobec lewicowych eksponatów.

 

Na wystawie można było zobaczyć prace między innymi takich artystów jak: dokumentujący działalność różnych lewackich organizacji terrorystycznych Iván Argote (organizator antykapitalistycznych warsztatów z aktywizmu politycznego i obywatelskiego dla dzieci, poprzez które chce wychowywać dzieci, tak jak sam był wychowywany przez swoich rodziców kolumbijskich komunistycznych partyzantów), Koalicji Robotników Sztuk (Art Workers Coalition) z Nowego Jorku (której celem była reforma instytucji sztuki w duchu lewicowej kontrkultury lat sześćdziesiątych, powołanie związku zawodowego artystów, potępianie podczas demonstracji rasizmu, seksizmu, imperializmu amerykańskiego i antykomunizmu), Deterritorial Support Group (radykalnie lewicowy think-tanku, który jeszcze niedawno zajmował się tworzeniem lewicowej propagandy w Londynie), Rafała Jakubowicza (pracownika Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, który w swej pracy gloryfikuje działalność aktywisty anarcho trockistowskiego związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza), Christiana Jankowskiego (który wykonał pomnik na podstawie projektu meksykańskiego komunisty), Magdaleny Malinowskiej (artystki związanej z trockistowską Inicjatywą Pracowniczą i skrajnie lewicowym środowiskiem poznańskiego Rozbratu), Adriána Melisa (który za Karolem Marksem krytykuje gospodarkę kapitalistyczną).

 

W 2018 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie można z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości obejrzeć wystawę „Niepodległe. Kobiety a dyskurs narodowy". Ze strony muzeum można dowiedzieć się, że „centralnym motywem wystawy jest usuwana z obrazu społecznego i dyscyplinowana kobieca seksualność".

 

Na wystawie prezentowane były między innymi prace Adejoke Tugbiyele, którą interesują „kwestie duchowości i seksualności oraz ich wzajemnego przenikania w jej rodzimej Nigerii. Zasiada w radzie nigeryjskiej Women's Health and Equal Rights (WHER) Initiative, organizacji, która zajmuje się prawami kobiet nieheteroseksualnych". Jej film „Afrykańska odyseja IV" to historia relacji między Kościołem, tradycyjną i kolonialną kulturą a emancypującą się kobiecą seksualnością w Nigerii".

 

Prace Aleksandry Polisiewicz „są często radykalnym głosem feministycznym, queerowym i lewicowym". Pionierka sztuki feministycznej w Hiszpanii Eulàlia Grau w swych pracach krytykuje kapitalizm, konsumpcjonizm, rządy generała Frnaco, „uprzedmiotowienie kobiet w skrajnie prawicowym reżimie generała Franco", amerykański militaryzm i „patriarchalizm kapitalistycznego społeczeństwa. Jest zwolenniczką emancypacji kobiet".

 

Ewa Ciepielewska jest autorką portrety „bohaterki XX" Róży Luksemburg. Gloria Camiruaga w swej pracy „Lizaki" skomentowała „sytuację polityczną w Chile. W 1973 roku pucz obalił rząd lewicowego prezydenta Salvadora Allende. Przez następnych siedemnaście lat krajem rządził reżim wojskowy Augusta Pinocheta, a według ostrożnych szacunków podczas tego okresu torturom poddanych zostało prawie 30 000 osób, a kilka tysięcy kolejnych straciło życie".

 

Prace Jadwigi Sawickiej są „komentarzem do współczesnej rzeczywistości społecznej, w której dyskursy religijne dążą do coraz większej kontroli nad ciałami kobiet". Praca Katarzyny Górnej „Dziesięć panien" „jest reakcją na wprowadzoną w roku 1993 ustawę antyaborcyjną [...] praca zwraca raczej uwagę na problem aborcyjnego podziemia, które powstało po wprowadzeniu zakazu przerywania ciąży".

 

Sanja Iveković jest autorką feministycznej pracy „Lady Rosa of Luxembourg", która jest „spojrzeniem na symbolikę wolności i alegorie narodowe z perspektywy kobiet". „Praca ta dedykowana została Róży Luksemburg, radykalnej działaczce i aktywistce politycznej, zamordowanej w czasie rewolucji listopadowej w 1919 roku".

 

„Seria portretów Thenjiwe Niki Nkosi prezentuje bohaterów »słabego oporu« walki z apartheidem i kolonializmem". Wśród sportretowanych bohaterów jest „Winnie Mandela, żony przywódców czarnych ruchów wyzwoleńczych" (warto przypomnieć, o czym nie wspominają materiały z muzeum znana z palenia żywcem swoich czarnoskórych konkuretów do koryta).

 

Cykl zdjęć „Łąka" Witka Orskiego „wydobywa z zapomnienia zielnik Róży Luksemburg, przechowywany w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Zuzanna Hertzberg w cyklu kolaży „Ochotniczki Wolności" „przypomina o żydowskich Polkach, które walczyły w wojnie domowej w Hiszpanii (1936–1939)".

 

W 2019 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na międzynarodowej wystawie „Farba znaczy krew. Kobieta, afekt i pragnienie we współczesnym malarstwie" wystawiane są obrazy będące dziełem feministek. Muzeum na swojej stronie informuje, że „wystawa prezentuje twórczość polskich artystek w szerszym kontekście międzynarodowego malarstwa kobiet [...] W kontekście aktualnych przemian społecznych, wysuwanych postulatów równego dostępu do polityki reprodukcyjnej i seksualnej czy walki z nierównościami na tle rasowym oraz ekonomicznym, twórczość malarska kobiet stanowi kluczową dziś refleksję na temat przemocy wpisanej w porządki widzenia i konsumowania obrazów – tego, jak patrzymy, co dostrzegamy i jak inni patrzą na nas".

 

Jedna z artystek na wystawie Agnieszka Brzeżańska wykorzystuje do swoich prac „ultrasonograficzne zdjęcia pasożytów przewodu pokarmowego, [...]. Korzysta też z rozmaitych rejestrów wiedzy jak [...] alchemia, parapsychologia, ezoteryka, wiedza pierwotna czy tradycje matriarchalne. Jej prace oscylują wokół tematu katastrof, końca świata, wizji apokaliptycznych, ale też obecności religii i mistyki w życiu codziennym".

 

Zaś „Reba Maybury [...] używa sztuki jako narzędzia dekonstrukcji patriarchatu, a przede wszystkim ról genderowych wpisanych w jego logikę. Jej działania są też próbą tworzenia w obrębie kapitalizmu własnej ekonomii libidinalnej. Polem tej rewolty Maybury czyni pracę seksualną: jako pracownica seksualna oferuje dominację w relacji sadomasochistycznej. Na swoich klientów wybiera wyłącznie białych, zamożnych mężczyzn o konserwatywnych poglądach".

 

Gdy „prezentowane na wystawie obrazy pochodzą z serii, w której Monika Misztal [...] przedstawia aktorki z filmów pornograficznych w stanach rozkoszy i uniesienia", to „Magda Moskwa od najwcześniejszych prac interesuje się ciałem jako naczyniem energii psychicznych. [...] Artystka obok postaci zastygłych w pośmiertnym stężeniu umieszcza fragmenty ich ciał: palce, włosy, sploty jelita. Wreszcie jej wyobraźnię pochłaniają malarskie studia nad fakturą skóry, jej niedoskonałościami, otworami i ranami".

 

W 2019 w Muzeum Sztuki Nowoczesnej można było zobaczyć: różańce z krwi homoseksualistów, krzyże ubrane w ubrania gejów, świętego na tle sodomickiej tęczowej flagi, oskarżenia wobec Kościoła katolickiego o współprace z nazistami, utożsamienie katolicyzmu z rasistowskimi mordami. Wszystko to na indywidualnej wystawie Daniela Rycharskiego „Strachy".

 

Jan Bodakowski