W przytłumionym świetle lampki ukazał się znajomy widok: Helenka znów zasnęła z książką, a Zosia …No cóż, mała wiercipięta zrzuciła kołdrę i ułożyła się w poprzek łóżka. Maria przesunęła wnuczkę, okryła kołderką i wyłączyła lampkę. W sypialni Izy i Łukasza, za ścianką urządzono kącik dla Stasia. Chłopczyk spał z rozłożonymi rączkami i uśmiechem na zaróżowionej buzi. Babcia zauważyła, że Staś wygląda jak mały aniołek z obrazka. Zamykając drzwi przelotnie pomyślała, że ten akurat aniołek ma charakterek zupełnie nieanielski. Ostatni etap wędrówki to pokój chłopców. Okazało się, że Mikołaj ćwiczy pompki ze słuchawkami na uszach. Ciekawe, czy w rytm muzyki, zainteresowała się Maria. W drugiej części pokoju leżał Antek. Niezdrowe rumieńce na policzkach i błyszczące oczy świadczyły o gorączce.

Babcia usiadła na łóżku i przyłożyła dłoń do czoła chłopca. Faktycznie, miał gorączkę.

Osobista lekarka rodziny, czyli synowa Iza zbadała syna i stwierdziła anginę. Chłopiec otrzymał leki, ale póki co, nie mógł zasnąć i wiercił się niespokojnie.

- Kochanie, bardzo boli cię gardło? - zapytała z troską Maria.

- Nie tak bardzo, ale nie mogę zasnąć. Babciu, opowiedz mi jakąś historię – poprosił.

Z niepokojem zerknął na brata, czy przypadkiem nie wyśmieje go, że zachowuje się jak mały chłopiec domagający się bajek. Na szczęście Mikołaj nic nie powiedział. Może nie usłyszał a może zrobiło mu się żal chorego brata i darował sobie złośliwości.

Maria zauważyła, że Antek przeglądał stary album ze zdjęciami ślicznej, uśmiechniętej dziewczyny z czarnym warkoczem. Stała wśród innych młodych harcerek przygotowujących się do roli sanitariuszek w powstaniu warszawskim.

- Trudno uwierzyć, że ta czarnowłosa dziewczyna to moja siwiuteńka babcia Eugenia – powiedziała w zadumie Maria,

- Jaka ona była? – chciał wiedzieć Antek.

Mikołaj odłożył słuchawki i usiadł na dywanie przy łóżku brata. Drzemiąca w kącie Saba chyba też chciała posłuchać opowieści babci, bo przeciągnęła się kilka razy, ziewnęła i podeszła do Antka. Położyła swój wielki łeb na brzuchu chłopca i wpatrzyła się w niego ślepiami pełnymi miłości. Kto wie, może to był psi sposób na wsparcie chorego w chorobie?

- Jaka była? – powtórzyła pytanie babcia. – Po prostu wspaniała i nie dlatego tak mówię, że była moją ukochaną babcią. Ona była cudownym człowiekiem. Jest jedno słowo, które charakteryzuje całe jej życie – to wierność.

- Wierność? – zdziwił się Antek. – Mnie wierność kojarzy się z psami. To psy są wierne.

- Masz rację, ale wierność to piękna cecha. Świat byłby o wiele lepszy, gdyby ludzie nauczyli się wierności od swoich czworonożnych przyjaciół – wyznała ze śmiechem Maria i pogłaskała Sabę, która natychmiast odwdzięczyła się polizaniem dłoni.

Babcia zamilkła, ale po chwili wróciła do wspomnień. - Wasza praprababcia Eugenia najpierw była wierna Panu Bogu. Jako nastolatka wiernie służyła swojej ojczyźnie, a gdy dorosła – była wierna swoim przekonaniom i zasadom. A wierzcie mi, kochani chłopcy, że bycie wiernym wymaga ogromnej odwagi i poświęcenia. Praprababcia Eugenia wyszła zwycięsko ze wszystkich trudnych prób, które pojawiły się w jej życiu, tylko dlatego, że chciała być wierna.

- Babciu, w dawnych czasach rycerze przysięgali wierność królowi – wyszeptał z trudem chory chłopiec.

- Ale teraz nie ma rycerzy, a wierność nadal jest ważna. Przecież żołnierze przysięgają wiernie bronić swojej ojczyzny – dorzucił poważnym głosem Mikołaj.

Maria z czułością i rozmarzeniem przyglądała się wnukom. Czy wierność, którą zachwycała się przez całe swoje życie może mieć jakiekolwiek znaczenie dla jej wnuków? A może to pokolenie nie potrzebuje wierności? Maria zamyśliła się. Po chwili dotarły do niej słowa chłopców.

- Nie trzeba być rycerzem ani żołnierzem, żeby być prawdziwym wojownikiem jak nasza praprababcia – kontynuował starszy wnuk. – Widzisz młody, to byłby obciach, gdyby okazało się, że w naszej rodzinie tylko dziewczyny potrafią być wierne tym wszystkim ważnym sprawom.

- No, w sumie masz rację – przyznał Antek i dorzucił z przejęciem –przecież my też tak potrafimy i możemy to udowodnić!

Widocznie potrzeba udowadniania wierności była bardzo nagląca, bo chłopiec z emocji zrzucił już kołdrę, poduszkę, a następne w kolejce najwyraźniej miały być lampka nocna i album. Babcia nie zamierzała sprawdzać, czy jej przypuszczenia się sprawdzą, więc żwawo ruszyła na ratunek zagrożonym przedmiotom. Po chwili pościeliła łóżko Antka i otuliła go kołdrą. Gdy pochyliła się nad chłopcem, aby pocałować go w czoło, szepnęła - może poczekamy z tą wiernością dopóki nie wyzdrowiejesz, mój mały bojowniku, co ty na to?

Bojownik ziewnął i łaskawie wyraził zgodę.

Maria zanim wyszła, jeszcze raz spojrzała na pokój: chłopcy w łóżkach, pies na swoim posłaniu. Cicho zamknęła drzwi. W drodze do swojego pokoju myślała o rozmowie chłopców.

Z radością odkryła, że wierność jest nadal w modzie. No, może nie dla wszystkich, ale dla jej wnuków – tak!