A przedwojenna Syria należała do kraju dobrobytu, z bezpłatną służbą zdrowia i bezpłatnym szkolnictwem. Syria to był także kraj tolerancji religijnej. W spokoju obok siebie żyli muzułmanie i chrześcijanie, którzy po wybuchu wojny byli bestialsko mordowani.

Obecna Syria to ruina, ciągle wstrząsana niepokojami wojennymi. Ci którzy zostali, borykają się z biedą, brakiem mieszkań, brakiem normalnych dostaw prądu i wody. W dzisiejszej Syrii bezrobocie na niektórych terenach przekracza 60 proc., a zarobki na przestrzeni kilku lat spadły kilkakrotnie. Ci którym udało się znaleźć zatrudnienie, pracują za głodowe wynagrodzenie. Na 13 mln osób zamieszkujących te tereny, podstawowej pomocy humanitarnej wymaga 8 mln Syryjczyków.

Polska od początku konfliktu zaangażowała się w pomoc Syryjczykom. Zarówno Caritas czy Fundacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie organizują regularną pomoc. Rząd również udziela pomocy humanitarnej na terenie objętej działaniami wojennymi Syrii. Na początku grudnia Syrię i Liban odwiedził abp Marek Jędraszewski, który po powrocie ogłosił, że we wszystkich kościołach diecezji w święta Bożego Narodzenia prowadzona będzie zbiórka dla syryjskich sierot. „Te kraje – mówił arcybiskup – Liban, Syria, ta ziemia potrzebuje naszej dobroci przejawiającej się po prostu w tym, że chcemy pokazać, ze jesteśmy razem z nimi”.

I tak w Homs Polska utrzymuje blisko setkę sierot. Pieniądze są również potrzebne dla ośrodka, w którym na co dzień przebywa prawie 400 dzieci. W Maluli, mieście w środkowo-zachodniej Syrii, w którym w bestialski sposób wymordowano chrześcijan, Fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie udało się kupić dwa autobusy, które dowożą ludzi do pracy i dwa ciągniki dla rolników. „To są bardzo konkretne rzeczy, które sprawiają, że oni chcą żyć, a żyjąc, mają nadzieję” – mówi abp Marek Jędraszewski. Ks. Waldemar Cisło z Fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie uważa, że ludzie ci potrzebują motywacji, aby wrócić do normalnego życia. „Nie tylko dawać rybę, lecz również wędkę”.

Wielu Syryjczyków uciekło do sąsiedniego Libanu i tam od lat żyją w prowizorycznych obozach. Jeden z nich działa w Zahle 20 km. od granicy syryjskiej. Żyją w nim uciekinierzy z Damaszku i okolic. Mieszkają w prowizorycznych kontenerach obłożonych brezentem. Brakuje prądu, wody bieżącej, leków. Mieszka w nim ok. 700 uchodźców, 300 to dzieci. Mieszkańców trzeba zaopatrzyć w leki, żywność, wodę dowożoną beczkowozami. Polska finansuje również szkoły. „Jeżeli nie pomożemy tym dzieciom, to one zostaną dziećmi ulicy – mówi ks. Cisło – A dzieci ulicy to najlepszy materiał dla terrorystów. Dzieci, które szybko mogą pójść w ich ślady”. Nauka odbywa się w kontenerach i namiotach. Dzięki pomocy płynącej z Polski udało się tam otworzyć stołówkę dla syryjskich uchodźców. Korzysta z niej kilkaset osób. Zjedzenie ciepłego posiłku jest dla nich bardzo ważne. Przeważnie wydawane są na miejscu, ale pomoc dociera także do tych, którzy nie mogą dojechać do stołówki. Dla nich busami dowożone są ciepłe posiłki.

Tylko w ubiegłym roku Polska dzięki Pomocy Kościołowi w Potrzebie przekazała ok. 7mln zł. na wsparcie Syryjczyków w Libanie. Większość tej kwoty wydawana jest na leczenie.

Sytuacja w samym Libanie jest bardzo trudna. Kraj ten przezywa katastrofę finansową i wstrząsany jest masowymi protestami. Ludzie buntują się przeciwko nowym podatkom. Brakuje prądu. Dzieci nie chodzą do szkoły, bo nauczyciele nie dostają wynagrodzenia za pracę. Winę za taki stan rzeczy ponosi olbrzymia korupcja na prawie wszystkich szczeblach administracji. Do obecnej katastrofy finansowej przyczynił się także masowy exodus Syryjczyków. W malutkim Libanie osiedliło się ok.2,5 mln imigrantów, głównie z Palestyny i Syrii. Wiadomo było, że takiego najazdu gospodarka libańska nie przetrzyma.