Zanim dominikanin przeszedł do meritum swojej wypowiedzi,wytłumaczył, iż to co powie jest jego prywatną opinią, nie jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła ani agitacją wyborczą na rzecz konkretnego kandydata.

- Chciałbym na to pytanie odpowiedzieć, bo ono mnie w ogóle cieszy. Tylko to jest, uwaga, moja prywatna sprawa. I uwaga - nie powiedziałem tego, czego nie powiedziałem, czego zaraz nie powiem. Bo wiem, że zaraz będzie "no ale Szymon Hołownia to, albo tamto". Uwaga! Powiem to, co teraz powiem – podkreślił o. Szustak.

- Otóż, po raz pierwszy od 23 lat pójdę na wybory. Od 23 lat nie byłem na wyborach. Wiem, grzech i w ogóle co to za patriota, co to za Polak. Nie byłem, bo nie ma w kim wybierać, nie ma zupełnie. Po raz pierwszy, kiedy będą teraz wybory prezydenckie pójdę na wybory i zagłosuję na Szymona Hołownię. Uwaga: to nie znaczyło to, co część z Was sobie pomyślała że znaczyło. Tak, bardzo się cieszę, że Szymon startuje na prezydenta. Szczerze mu współczuję, bo to co on sobie sam zrobił tą decyzją, a to co zrobił swojej rodzinie... musi mieć bardzo odważną żonę. Wielki szacun dla Szymona. Nawet jeśli mu się nie uda wygrać, to mam nadzieję że przez samo to co będzie robił i już robi w trakcie kampanii, że to przyniesie dużo dobra. Takie jest moje zdanie nt. Szymona Hołowni, nikomu nic do tego. Takie jest moje zdanie. Nikomu nic do tego, w takim sensie proszę tego nie interpretować tak, jak tego nie powiedziałem. Nikogo do tego nie zachęcam. To moje, adamo-szustakowe zdanie, idę w tym roku po raz pierwszy na wybory – poinformował duchowny.

Wyznanie dominikanina wzbudziło liczne kontrowersje wśród odbiorców filmu. Po pierwsze, zakonnik deklarował niegdyś, że na jego kanale nie będzie uprawianej polityki, a powyższa deklaracja jest złamaniem tej zasady. Po drugie, kandydat, o którym mowa, mimo iż do niedawna za katolickiego publicystę, po ogłoszeniu decyzji o kandydowaniu na prezydenta zaskoczył swoimi wypowiedziami nt. kompromisu aborcyjnego, in vitro i tzw. związków partnerskich.

Deklarację o. Szustaka skomentował na Facebooku publicysta „Do Rzeczy” Tomasz Terlikowski. Jego zdaniem, jeśli krytykuje się Hołownię, to trzeba krytykować i polityków Prawa i Sprawiedliwości. Publicysta zaznaczył, że lubi "równe zasady". Podkreślił, że duchowni nie powinni publicznie deklarować na kogo oddadzą swój głos, zarówno jeśli chodzi o Hołownię, jak i o Andrzeja Dudę.

- Rolą duchownego jest prowadzić ludzi do Chrystusa, a nie sugerować wiernym (a w pewnych sytuacjach wyznawcom) decyzji politycznych – ocenia Terlikowski.

- Lubię też, gdy każdego mierzy się tą samą miarą. A tak się składa, że się nie mierzy. W sprawie aborcji Szymon Hołownia jest za kompromisem. Czy to dobrze? Moim zdaniem źle, ale przypominam, że za zachowaniem kompromisu głosował także PiS, i że z jakiegoś powodu Trybunał Konstytucyjny, ten wybrany głosami PiS, też owego 'kompromisu' nie naruszył. Jeśli więc kogoś oburza postawa Szymona Hołowni, to powinien także - i to z równym zaangażowaniem - krytykować za to samo Prawo i Sprawiedliwość. Szczególnie, że w programie wyborczym tej partii jest zapisane, że PiS jest jedynie przeciwko aborcji na życzenie. O innych rodzajach nie ma mowy, a głosowania potwierdzają takie stanowisko. Jeśli więc ktoś krytykuje za to Szymona to powinien krytykować też PiS - czytamy we wpisie Terlikowskiego.

Publicysta zwraca również uwagę, że inaczej wygląda sytuacja z in vitro, choć i w tym względzie politycy PiS nie są jednomyślni. Zachęca też do równego rozliczania z prezentowanych poglądów polityków wszystkich opcji.

- Rozbawiają mnie redakcje i osoby, które jak niepodległości broniły pozycji PiS w sprawie kompromisu, przekonywały mnie, że tak musi być i tylko niepoważni fundamentaliści tego nie rozumieją, a teraz z pasją lepszej sprawy atakują za poparcie kompromisu Szymona Hołownię. Ja rozumiem, że każda okazja jest dobra do wspierania swoich, ale w ten sposób szkodzi się obronie życia i obronie konserwatywnych wartości, bo pokazuje się, że tak naprawdę to wcale nie one się liczą, a są jedynie biczem na tych, co nie z nami- zauważa Terlikowski.

Deklaracja o. Szustaka wywołała lawinę komentarzy internautów, którzy zarzucali słynnemu dominikaninowi brak konsekwencji i spójności pomiędzy wyznawanymi wartościami a decyzją o popieraniu Hołowni.

- Zakonnik popierający gościa popierającego 'kompromis aborcyjny'. Co się dzieje z tym Kościołem?" - pytał retorycznie na Twitterze Cezary Krysztopa.

Po dwóch dniach o. Szustak nagrał kolejny film, w którym przyznał się do błędu i przeprosił widzów „Langusty na palmie”. Zaznaczył, że nagranie z deklaracją wyborczą zostanie usunięte z sieci, a następnie, po wycięciu fragmentu dotyczącego Szymona Hołowni, opublikuje je ponownie.

- Nie jestem żadną częścią kampanii wyborczej kogokolwiek, również Szymona Hołowni. Szymona cenię, moje zdanie na jego temat się nie zmienia - tłumaczy dominikanin. Jak dodaje, nigdy nie spotkał Hołowni na żywo.

- Nie przemyślałem tego z jednego prostego powodu. Obiecałem, że na kanale „Langusty” nie będzie nigdy polityki i przez 3 tysiące odcinków chyba nie było nigdzie polityki, taka była moja zasada. Pojawiła się w filmie 2 dni temu i to był błąd - przyznaje duchowny.

Pod koniec grudnia Hołownia był gościem Bogdana Rymanowskiego na antenie Polsat News. Dziennikarz zapytał go, czy gdyby był prezydentem, podpisałby ustawę zaostrzającą przepisy dotyczące aborcji. Odpowiedź, jakiej udzielił kandydat, była ewidentnie sprzeczna z nauczaniem Kościoła.

- Uważam, że ustawy nazywanej "zgniłym kompromisem", ale jednak kompromisem, wypracowanym w debacie długiej i ostrej, nie należy zmieniać ani w jedną, ani w drugą stronę - zadeklarował Hołownia. Jak dodał, naruszenie kompromisu "wywoła wojnę światopoglądową w Polsce".

Deklarację tę skomentował wówczas na Facebooku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Duchowny wskazał na podobieństwo do innych polityków, którzy już w przyszłym roku będą rywalizować o fotel prezydenta.

- To oznacza, że Szymon Hołownia, niedoszły członek zakonu dominikanów, ma ws. obrony życia te same poglądy, co władze PiS i prezydent Andrzej Duda oraz kandydatka PO Małgorzata Kidawa-Błońska i inni kandydaci lewicowi - czyli w imię 'zgniłego kompromisu' można zabijać poczęte osoby niepełnosprawne - napisał kapłan. Podkreślił, iż warto zapamiętać te słowa, aby później nie być rozczarowanym.

Paweł Zdziarski