Pisał: „Mężów nam potrzeba, nie popleczników, nie szarego tłumu! Polaków dajcie Ojczyźnie, nie pachołków! To znaczy dajcie ludzi silnych, ludzi potężnego ducha, gotowych do podejmowania się spraw trudnych, wyćwiczonych do walk i przygotowanych do narad. Na takiego ciebie też czeka Ojczyzna, takiego potrzebuje, z takiego zacznie korzystać.

W cytacie tym poplecznik oznacza kogoś, kto sam nie podejmuje działań, a najwyżej popiera innych. Dawniej w wojsku był to ktoś, kto osłaniał żołnierzy na tyłach, kto sam nie walczył w pierwszej linii. Pachołek z kolei to ktoś, kto wysługuje się innym, sługa, osoba niesamodzielna i nie zdolna do podejmowania własnych decyzji.

Św. Stanisław wzywał swoich rodaków do tego, by nie bali się, nie kierowali kalkulacją, nie kryli się za innymi. Mamy sami dawać przykład, nie tylko zachęcać innych do aktywności, ale samemu być aktywnym, jak trzeba przewodzić. Jesteśmy wezwani do walki o rzeczy wielkie, o dobro naszej Ojczyzny, ale także Kościoła.

Potrzebna nam wielkoduszność: „W ogóle uważam, że ktokolwiek nie zabiega w sposób wyrachowany o własny honor i poważanie, lecz z radosnym usposobieniem gardzi wszystkimi znikomymi i przemijającymi dobrami świata, tego nic nie potrafi zasmucić ani wytrącić z równowagi”.

Dzięki takiemu nastawieniu nie będziemy się bać utraty dobrej opinii, profitów wynikających z bierności, bylejakości i konformizmu czy nawet pracy. Będzie nam bowiem towarzyszyć świadomość, że jest coś ważniejszego nie tylko o doraźnego interesu, ale też od poważania ludzi, którzy często oceniają nas po pozorach, kierują się względami ideologicznymi, sami nie są w stanie samodzielnie myśleć.

Św. Stanisław wzywa nas do pełnienia woli Bożej i do otwartości na Boże natchnienia. Wprost nazywa przy tym każdego katolika „Bożym żołnierzem”, gdy omawia konieczność nieustannej pracy nad sobą: „Rozważ, że wzrost w cnotach wymaga od ciebie ciągłej i w miarę postępu czasu coraz większej gorliwości. Cóż bowiem byłby to za nierozsądny władca, wciąż hojnie nagradzający takiego żołnierza, który tylko na początku służby był bardzo dobry, pracowity i posłuszny, a później stał się opieszały? Bóg, mając ci udzielić wiecznej nagrody, chce, abyś też ustawicznie czuwał oraz gorliwie działał, pracował i czynił postępy”.

Żołnierz Boży nie może tracić czujności, panowania nad sobą, wolności węwnętrznej: „Dla Bożego żołnierza byłoby to nie tylko nie zasługujące, ale wręcz haniebne, gdyby na początku był gorliwym, mężnie walczył z pokusami, ochoczo zaprawiał się we wszelkiego rodzaju umartwieniu, w modlitwie i w praktykowaniu wszelkich cnót, a wkrótce potem opuścił się i jakby skrępowanymi i niewładnymi rękami oddawał wrogowi palmę zwycięstwa nad sobą.

Ktoś, kto chce być żołnierzem Chrystusa musi być przygotowany na próby, cierpienie i wyrzeczenie: „Gotuj się więc na większe trudy, na cięższe pokusy i dłuższe okresy osamotnienia”.

Naszym drogowskazem mają być zawsze Boże przykazania. W ich imię musimy podejmować walkę, w pierwszym rzędzie z własną słabością, grzechem, skłonnością do tego, co przyjemne. Żołnierz Chrystusa powinien wybierać jednak zawsze to, co Boże, iść za tym do czego wzywa go jego przywódca, Bóg, a nie jego własne widzimisię: „Rozważ, że natura ludzka spontanicznie skłania się do tego, co słodkie i miękkie, a unika tego, co twarde i gorzkie. Trzeba jednak zaprowadzić ją tam, dokąd ona wzbrania się iść, zmuszać do tego, czego nie chce znosić”.

Ostatecznie mamy naśladować Zbawiciela: „Natomiast Chrystusowi Panu, który był samym męstwem, faktycznie bardziej podobała się Góra Kalwaria, na której miał cierpieć za rodzaj ludzki. Ty za przykładem Chrystusa uciekaj od tego, co przyjemne, a miej upodobanie w tym, co trudne, unikaj próżnowania, a staraj się pracować, gardź przyjemnościami, a bierz w ramiona krzyż. Opływanie w przyjemności będzie miało miejsce w przyszłym życiu, a nie teraz”.

Św. Stanisław Papczyński pozwala nam zrozumieć, że walka duchowa jest bardzo wymagająca i wymagać mamy przede wszystkim od siebie. Tylko wtedy, kiedy pokonamy zło w sobie, będziemy w stanie szerzyć dobro na zewnątrz, pośród ludzi, w Kościele i w Polsce.