Publicysta napisał w mediach społecznościowych:

"Zakaz wobec arcybiskupa Lengi, niezależnie od tego, że część z jego poglądów jest trudna do zaakceptowania z perspektywy katolickiej, jest delikatnie rzecz ujmując dziwaczny. I to z wielu powodów.

Po pierwsze ordynariusz włocławski nie jest zwierzchnikiem wobec emerytowanwgo arcybiskupa. Fakt, że mieszka on w klasztorze w Licheniu nic nie zmienia. Jedynym zwierzchnikiem abp Lengi jest papież.

Po drugie, nawet jeśli uznać, że sam fakt zamieszkania w tym miejscu coś znaczy, to jeśli arcybiskup wyjedzie poza diecezję włocławską (a może to zrobić, bo nie jest przypisany do tej diecezji), to czy zakaz przestanie obowiązywać?

Po trzecie zakaz biskupa włocławskiego może dotyczyć tylko diecezji włocławskiej, bo nad innymi nie ma on władzy".

Dodał też:

"Wygląda więc na to, że bardzo chciano uciszyć arcybiskupa, ale nie chciano angażować w to autorytetu Watykanu. W efekcie wydano dokument, który ma znaczenie jedynie medialne, jest klasycznym działaniem pozornym, pozbawionym mocy prawnej.

Uwagi te nie są ani głosem za, ani przeciw arcybiskupowi. To refleksja na temat tego, jak niestety działania pozorne zastępują prawo kanoniczne i doktrynę. To nikomu nie służy".