Sprawa zaczęła się w 2016 r. Tatuażysta z Wrocławia Piotr A. zrobił Aleksandrze tatuaż, nakładając czarny barwnik na jej gałki oczne. Dziewczyna po jego nałożeniu skarżyła się, że nie widzi na prawe oko. Tatuażysta miał odpowiedzieć, że to normalne i żeby brała środki przeciwko bólowe. Okazało się jednak, że nie jest to chwilowe. Straciła wzrok w prawym oku, a na lewee ledwo widzi. Domaga się za to 1,5 mln złotych odszkodowania. Internauci są jednak bardzo krytyczni wobec dziewczyny, zwracając uwagę, że zdecydowała się na bardzo niebezpieczny zabieg dla kaprysu, ryzykując utratę wzroku.

Dziewczyna stwierdziła: "Mój stan ciągle się pogarsza. Lekarze nie dają wielkich szans na poprawę. Uszkodzenia są zbyt głębokie i rozległe. Boję się, że całkiem oślepnę".

Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, powiedział z kolei: "Zarzuty aktu oskarżenia dotyczą niezachowania ostrożności wymaganej podczas wykonywania tatuażu gałek ocznych i spowodowania nieumyślnie u pokrzywdzonej ciężkiego kalectwa w postaci ślepoty oka prawego oraz pogorszenia widzenia oka lewego".