W Chinach, Korei Południowej czy Wietnamie stosowanie maseczek przez ogół mieszkańców jest zjawiskiem powszechnym.  
Potrzebę masowego zastosowania maseczek doskonale obrazuje przykład naszych południowych sąsiadów Czechów. Od początku rozprzestrzeniania się COVID-19 w Europie przez ostatnie dwa tygodnie Czechy miały każdego dnia około dwa razy więcej zakażonych niż Polska. Prawidłowość ta utrzymywała się na stałym poziomie. Ponieważ jednak Czeska Republika, to kraj z blisko czterokrotnie mniejszą liczbą ludność niż  Polska, liczba zakażonych zmobilizowała władze do radykalnych działań. Najpierw wprowadzono stan wyjątkowy, następnie obowiązkowe maseczki dla każdego kto chce korzystać z transportu publicznego aby wreszcie wprowadzić obowiązkowe maseczki dla wszystkich osób przebywających w miejscach publicznych. Dziś po ponad dwóch tygodniach przewaga czeskich zakażeń nad polskimi spadła z około 100 procent do około 80 procent.

W Polsce za sprawą lekarz z Gdańska Magdaleny Łasińskiej-Kowara zorganizowana została internetowa petycja skierowana do Ministerstwa Zdrowia w sprawie zmiany polityki tego resortu względem stosowania maseczek. Łasińska Kowara apeluje do władz o zachęcanie do masowego zasłaniania twarzy w miejscach publicznych. Tym którzy nie mają maseczek sugeruje aby zasłaniali je nawet tymi sporządzonymi metodami chałupniczymi, byle tylko zasłaniać usta o nosy. Wczoraj po raz pierwszy do wielu dni w warszawskich aptekach pojawiły się partie maseczek. Niestety ich cena wzrosła z 20 groszy do 9 złotych za sztukę. Noszenie maseczek w Warszawie jest szczególnie istotne zwłaszcza środkach komunikacji miejskiej, w dobie nowych decyzji prezydenta Trzaskowskiego, który naraża ludzi na niebezpieczeństwo zakażenia, stłaczając ich w autobusach i metrze.