Każde łącze posiada określoną przepustowość. Jest to nic innego, jak odpowiednik średnicy rury w wodociągu. Mała średnica oznacza mały przepływ wody. Im ona rośnie tym więcej w tym samym czasie cieczy przepłynie. Sieć posługuje się podobną zależnością, z tym, że znaczenie ma tutaj nie średnica, ale przepustowość (bandwidth). Oznacza ona ile w danej sekundzie przepłynie w danej sieci bitów. Co to właściwie oznacza? W komputerach dane opierają się na systemie dwójkowym, czyli zapisie za pomocą zer i jedynek. Tworzą one informacje w komputerach uporządkowane i odczytywane za pomocą schematów na przykład plików dźwiękowych, graficznych, dokumentów PDF oraz innych.

Zależnie od rozdzielczości obrazu zmienia się ilość miejsca (bitów) potrzebnych do opisania jego zawartości. Bajty (osiem bitów, czyli zer lub jedynek)  zawierają dla każdej kropki obrazu informacje o kolorze, a także osobno informacje o dźwięku. Jedna fotografia zajmuje parę megabajtów. Godzina filmu w rozdzielczości 4K liczy od osiemdziesięciu tysięcy do ponad stu dziesięciu tysięcy megabajtów. Tym samy dla obejrzenia trzynastu tysięcy zdjęć potrzebne jest takie samo łącze, jak dla filmu w 4K. Za pomocą metod matematycznych dane się zmniejsza i przykładowo przy użyciu kodeka HEVC godzina filmu zajmuje tylko trzydzieści cztery tysiące megabajtów.

Wzrost przesyłanych danych w ogólnoświatowej pajęczynie spowodował, że YouTube oraz Netflix ograniczają dostępną rozdzielczość. Im ona jest mniejsza tym bardziej spada wielkość plików. Unia Europejska dla uzyskania stabilnych połączeń w sieci, przeznaczanych obok rozrywki również na koordynacje służb, czy do pracy, odpowiedziała na wytyczne biurokratów. Amerykańska Federalna Komisja Komunikacji (słynna FCC) dla T-Mobile, Verizon oraz innych sieci komórkowych przeznaczyła dodatkowe pasma na dwa miesiące dla poprawy sytuacji.

Ucieczka w wirtualną rzeczywistość następuje. Verizon podaje, że w ostatnim tygodniu o trzy czwarte zwiększyła się liczba graczy w gry komputerowe. Korzystanie z wirtualnych sieci prywatnych wzrósł o trzydzieści cztery procent. Z kolei sam ruch po stronach internetowych przybyło transmitowanych danych o jedną piątą. Dla nagrań video mowa o dwunasto procentowym wzroście, co już przy zauważeniu, jak dużo zajmują nagrania oznacza poważne obciążenie dla sieci. Do tego jeszcze dochodzą wideokonferencje, czy korzystanie z telefonii przez Internet (VoIP).

Dostawcy już zapowiadają, że potrzeba kilku lat, aby sieci wytrzymywały takie zapotrzebowanie na granie w chmurach, czy nagrywanie materiałów w 8K. Podejmują środki na ograniczenia transmisji, zwłaszcza dla video. Już część stron w Polsce przechodzi na model płatny. Kto nie ma abonamentu ten nie ogląda. Obok tego zmartwienia sieciowców jest kwestia liczby użytkowników. Jedną z technik oszczędzania pieniędzy jest budowania infrastruktury z małą rozerwą. Nie obejmuje ona wszystkich klientów, bo nie wszyscy naraz korzystają z Internetu.

Niektórzy, jak przykładowo Indie odwołują się do organizacji konsumenckich z powodu stanu jakości nagrań w sieciach Netflix, Voot, Amazon Prime oraz Hotstar. Tak uczyniło na przykład Zrzeszenie Operatorów Komórkowych Indii (COAI). Organizacja opowiada się za zmniejszeniem jakości z High Definition (HD) do Standard Definition (SD). Firmy takie jak Airtel wykorzystują okoliczności do promowania usług takich jak sieci 4G. Reliance Jio powiększyło pakiety transmisji danych. Z kolei ACT Fibernet i BSNL wprowadziły nowe schematy zarządzania sieciami związane z większą obecnością osób w domach.

Samo ograniczenie rozdzielczości w przypadku Netflix oznacza nic innego, jak zmniejszenie o jedną czwartą liczby przesyłanych danych na terenie Europy. Podobne rozwiązania, jak w cytowanych wyżej Indiach, są wprowadzane wszędzie. Jest to konieczne dla utrzymania sieci. Takie kroki zapowiedział również Disney+. Liczby przesyłanych danych robią wrażenie. Wielka Brytania odnotowuje miejscami dwadzieścia trzy miliony megabajtów na sekundę.

Jacek Skrzypacz