- Jesteśmy w sytuacji, w której byli Włosi 3 tygodnie temu, a Hiszpanie i Francuzi 2 tygodnie temu. Jesteśmy na początku możliwych ognisk epidemicznych i pandemicznych, które będą wertykalnie się rozszerzać i zagrażać coraz większej liczbie osób. Te obostrzenia nie mają na celu obostrzeń tylko dla samej idei, tylko chodzi o to, że są one realne i potrzebne, wręcz konieczne z punktu widzenia zdrowia publicznego. Zostają stopniowo wprowadzane, aby wyprzedzić tego wirusa – powiedział dr Sutkowski w programie Krzysztofa Lecha Łukszy. Jak dodał, „nigdy nie jesteśmy w stanie do końca wygrać z biologią, jeżeli nie będziemy stosować pewnych działań uprzedzających”.


- Najlepszym z nich jest desocjalizacja, czyli dystansowanie, wręcz izolowanie nas samych. To oczywiście musi być ściśle określone prawem, ale równocześnie regulowane przez samych obywateli, którzy powinni zachować wewnętrzną dyscyplinę i o to apeluję – podkreślał prezes warszawskich lekarzy rodzinnych. Odniósł się również do obostrzeń wprowadzonych przez rząd.
- To jest sukces tych wszystkich obostrzeń, które zostały wprowadzone. Ich brak spowodowałby ogromną dynamikę. Ta dynamika przebiła we Włoszech sufit pewnej poziomej, która w każdym państwie jest ustawiona na różnej wysokości. Ta linia oznacza poziom możliwości ochrony zdrowia, służb i wydolności państwa wobec wzrostu zachorowań. Jeżeli liczba zakażeń będzie się utrzymywała w łagodnej postaci pod krzywą możliwości ochrony zdrowia, to póki co nie będziemy mieli tylu nieszczęść, co Włochy, Hiszpania czy Francja – komentował lekarz. Jak ocenił, działania rządu zmierzające do zwiększenia izolacji obywateli są „stosowne, właściwe i wyprzedzające”.


- Nie może być tak, że będziemy się zachowywać wobec nich lekceważąco. Sytuacja jest dynamiczna i trudna, a także grozi wieloma zakażeniami. Musimy się stosować do wydawanych zaleceń i ściśle ich przestrzegać – apelował dr Sutkowski. Jego zdaniem, państwo polskie w tym trudnym czasie zdało egzamin. Warto przy tym podkreślić, że ta ocena dotyczy lekarskiego punktu widzenia. Gość Krzysztofa Lecha Łukszy zauważył, że w dalszej kolejności należy pochylić się nad gospodarczymi skutkami epidemii i znalezieniu z nich wyjścia.


- My jako społeczeństwo też zdajemy egzamin, poza nielicznymi wyjątkami osób, które te apele władz lekceważą. Moim zdaniem, większość z nas zdaje sobie sprawę z powagi tej sytuacji, która nie jest łatwa nie tylko dla ochrony zdrowia i służb państwowych, ale też dla wszystkich pracodawców i pracowników. Będzie ona miała ogromny wpływ ekonomiczny, socjologiczny, psychologiczny i w wielu innych dziedzinach. To wszystko musi zostać odłożone w czasie. Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o sytuacji, w której będziemy ratować ludzkie zdrowie i życie – podkreślił prezes warszawskich lekarzy rodzinnych. Dodał też, że „polska służba zdrowia jest bardzo silna, choć od wielu lat ma swoje niedoskonałości systemowe”.


- Ciężką, wytężoną pracą oraz zaangażowaniem i energią staramy się te wszystkie braki załatać. Póki co, wszystkie służby, począwszy od Głównego Inspektoratu Sanitarnego, pracują bardzo ciężko, choć mają bardzo mało pracowników. Chodzi tu przede wszystkim o lekarzy, pielęgniarki, położne, ratowników medycznych i laborantów. Walka z epidemią nie udałaby się też bez policji, wojska czy celników. To wysiłek bardzo wielu ludzi i test dla całego państwa. Oczywiście na służbie zdrowia spoczywa ciężar niesienia bezpośredniej pomocy osobom poszkodowanym i póki co, funkcjonujemy pomimo małych zapasów leków czy maseczek. Żadne państwo nie jest do końca przygotowane na taką sytuację, która jest tak dynamiczna i o takiej masowości – stwierdził dr Sutkowski. Odniósł się również do krytyki wobec inicjatywy #LotDoDomu.


- Ja bym bał się nie samej idei tej akcji, tylko tego, jak się zachowują podróżujący i służby lotniska. Mamy rzeczywiście takie sygnały, że nie wszystko było tam dobrze. Wydaje się, że zostało to szybko zabezpieczone przez rząd. Osoby udające się na kwarantannę powinny znać wszystkie procedury, zanim jeszcze wejdą na pokład samolotu – zaznaczył lekarz. W trakcie programu postarał się również znaleźć odpowiedź na pytanie, kiedy możemy spodziewać się końca trwającej epidemii.


- Będziemy po pewnym czasie wracać do normalnego życia, ale będzie to czas życia w cieniu koronawirusa, który może do nas wrócić. Wszystko zależy od tego, jak sobie poradzimy w danym kraju z tą światową pandemią. Zależy to od tak wielu zmiennych, jak chociażby lek, szczepionka czy te najbliższe tygodnie do Świąt Wielkanocnych. Prognozy są, można powiedzieć, od Sasa do Lasa. Proszę się nie dziwić, że takie one są. Wszystko zależy od tego, jaki wariant ktoś przyjmuje. To nie jest tylko zjawisko medyczne, ale też społeczne i polityczne. W wielu aspektach należy to rozpatrywać – mówił dr Sutkowski, który zaznaczył, że „mówiąc stricte medycznie, bardzo mało jeszcze o tym wirusie wiemy”.


- Mamy wrażenie, że w ciągu dwóch miesięcy będzie on z powodu wyższych temperatur atakował nas w mniejszym stopniu. Taką nadzieję należy żywić w odniesieniu do dotychczasowej wiedzy epidemiologicznej i wirusologicznej. Pewności jednak mieć nie możemy. Ja myślałbym raczej o kilku miesiącach tego stanu, który będzie stopniowo przywracany do normy. To nie oznacza, że w kolejnym sezonie infekcyjnym koronawirus do nas nie zawita – ocenił lekarz. Jak dodał, pewne restrykcje prawne powinny zostać zachowane przez dłuższy czas.


- Nie spieszyłbym się z otwieraniem państwa. Najważniejszym celem jest ograniczaniem infekcji, które już są, ale również tego, co dopiero będzie. Musimy ten stan przetrwać gospodarczo. Skutek ekonomiczny będziemy dźwigać tak czy siak, ale musimy zacząć od skutków zdrowotnych – podkreślił dr Sutkowski. Zachęcił jednak, aby nie wpadać w panikę.
- Ponad tysiąc osób dziennie umiera z powodu różnych chorób, przede wszystkim układu krążenia - 47 procent - a także chorób nowotworowych - 27 procent. Z drugiej strony, mówimy czymś nowym, zupełnie nieznanym. To zjawisko się rozprzestrzenia, budzi pewne emocje i ma charakter globalny. Nigdy wcześniej nie żyliśmy tak blisko innych krajów. Wszyscy jesteśmy, dosadnie mówiąc, jak jedno miasto Wuhan – ocenił gość Krzysztofa Lecha Łukszy.  

Paweł Zdziarski
Źródło: wRealu24