Teraz przeszli do konkretnych działań.  Partie opozycyjne chcą wprowadzenia stanu wyjątkowego tylko po to, aby przesunąć w czasie wybory prezydenckie. W narodowej tragedii, jaką przeżywamy, chcą ugrać coś dla siebie. Do walki o fotel prezydencki wystawili nie najlepszych kandydatów, których teraz możliwości spadają na łeb na szyję. A prym w tym wiedzie kandydatka Platformy Obywatelskiej Małgorzata Kidawa- Błońska.
Sondaże dają zdecydowaną przewagę urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Tak już jest, że w trudnych kryzysowych czasach największe możliwości ma urzędujący prezydent, jeżeli tylko dobrze sprawuje swój urząd. I tak właśnie jest z obecnym prezydentem.  Dlatego opozycja w obliczu wyborczej klęski dostała jakiegoś amoku.  Na siłę chce forsować wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Oni, którzy ciągle urządzali demonstracje w obronie konstytucji rzekomo nagminnie łamanej przez obecną władzę, teraz sami chcą ją złamać w ramach swoich interesów. Stan wyjątkowy nie może być wprowadzony tylko po to, aby przełożyć wybory prezydenckie. Aby go zastosować, muszą jeszcze zachodzić inne okoliczności.  Wprowadza się go wtedy, gdy rząd nie działa sprawnie, gdy obowiązujące ustawy nie są wystarczające. Nic z tych rzeczy nie zaistniało. Rząd pracuje, jak mrówka. W rekordowym czasie wprowadził Tarczę Antykryzysową, która ma w pewnym stopniu pomóc przedsiębiorcom i pracownikom. Tak samo jest z obowiązującymi ustawami, które są nieustannie monitorowane i  razie konieczności zmieniane.  Jak dotąd nie ma żadnego chaosu w rządzeniu państwem. Dlatego stan wyjątkowy jest niezgodny z konstytucją. Zastępca rzecznika PiS poseł Radosław Fogiel tak to ujął: „Stan nadzwyczajny, aby przenieść wybory byłby nadużyciem tego stanu i deliktem konstytucyjnym”.
Z cienia wychodzi teraz dawny Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który zaistniał obecnie na Twitterze, wypisując o rządzących podobne bzdury: „ Nie myślą o chorych, pozbawionych pracy, bankrutujących. Myślą wyłącznie o swojej władzy. A im więcej jej mają, tym bardziej są bezradni. To oni są klęską żywiołową”.  Tusk wiedząc, że nie pokona obecnego prezydenta zrejterował, ale teraz wyczuł szansę i stara się dyrygować swoim ugrupowaniem.


Ale powróćmy do koronowirusa. Epidemia jak dotąd przybiera u nas na sile i nie widomo, kiedy zostanie zahamowana. Termin wyborów nieuchronnie się zbliża i trzeba podjąć jakieś działania.  Dlatego partia rządząca wysunęła projekt głosowania korespondencyjnego, bezpiecznego zarówno dla obywateli, jak i pracowników zatrudnionych przy wyborach. Karty do głosowania mają być poddane dezynsekcji, tak aby Poczta Polska nie była narażona.  Wybory by się odbyły w terminie. Nastąpiła by polityczna stabilizacja, która w tak trudnym czasie dla kraju jest niezbędna. Wprowadzenie polski w permanentny stan zawieszenia wyborczego i niekończącej się kampanii wyborczej jest bardzo dla nas niekorzystny. Wszystkie siły powinny być skierowane na walce o zdrowie i życia Polaków, a później na odbudowę naszej gospodarki, a nie na wojenki polityczne i wzajemne podgryzanie się.


Opozycja jednak uważa inaczej. Ona chce przeczekać, w międzyczasie jak tylko jest to możliwe, zohydzając rząd i Zjednoczoną Prawicę. Marzy jej się gwałtowny krach gospodarczy, wzburzenie niepokojów społecznych, odwrócenie się od rządzących społeczeństwa. I wówczas oni ze „zbawiennymi” radami wejdą na polityczną arenę.


Ich plan jest prosty, jak konstrukcja cepa. Dlatego dziwi zachowanie koalicjanta Jarosława Gowina lidera Porozumienia, który wyborom korespondencyjnym mówi „nie” i proponuje swój plan. Chce, aby wybory zostały odłożone na dwa lata, tym samym kadencja Andrzeja Dudy zostałaby automatycznie przedłużona o ten okres. Z tym, że w najbliższych wyborach nie miałby on szansy na powtórny start. Stracił by trzy lata sprawowana władzy. Właściwie nie wiadomo, w imię czego, tak dobry kandydat musiał by pójść w odstawkę.  Trudno zrozumieć posunięcie wiceministra  Gowina. Nie wiadomo, co swoim projektem chce dla siebie ugrać. Już od Bogdana Borusewicza dostał propozycję stanowiska premiera.  Inny, zasłużony jeszcze w czasach komuny, polityk lewicy Leszek Miller tak mówi o możliwym planie: „Jeżeli Jarosław Gowin doprowadzi do utraty większości przez PiS, a opozycja powinna złożyć wniosek o konstytucyjnym wotum nieufności z Gowinem jako premierem, a potem trzeba zmienić Marszałka Sejmu na kogoś z Platformy Obywatelskiej”. Genialny plan i wszystko zostanie pozamiatane w dobie takiego wewnętrznego chaosu, który nas ogarnie.  Faktycznie szatański plan, który na powrót wepchnie w nas w głęboki kryzys, z którego już się nie wygrzebiemy, mając jeszcze na plecach być może nowe fale koronawirusa.


Plan Gowina nie spotkał się jednak z aplauzem opozycji, która mówi wyraźnie – nie i nadal forsuje swój plan. W imię dobra Polski PiS był gotów poprzeć plan Gowina na przełożenie wyborów. Teraz, gdy jest tak tragiczna sytuacja nie pora na wojenki i tzw. ozdrowieńcze działania, które w rezultacie mają przynieść jedynie krótkotrwałe zwycięstwo „genialnym” pomysłodawcom.

Iwona Galińska