Jedną z prób analiz tego stanu rzeczy podjęła Reduta Dobrego Imienia. Nie ma czegoś takiego jak niedziela handlowa. W te dni pracownicy jednak mają zezwolenie na rozładunek towaru. Wyjątek stanowi niedziela w którą wypada święto. Także dozwolone są działania w zakresie zaopatrzenia, bo dalej nie ma możliwości otwarcia sklepu, co błędnie podają niektórzy w mediach społecznościowych. Także przyjmują je, a także układają na półkach. Nieletni pracownicy na umowę o pracę w celu przygotowaniu zawodowego mają prawo do wynagrodzenia. Jednak są zwolnieni z obowiązku stawienia się w firmie i wykonywania pracy. Tym samym pojawia się tutaj dodatkowy koszt. Dzięki osobom na praktykach pracodawca miał możliwość ścinania kosztów. Obok uczenia do zawodu wykonywali oni na pewnym etapie drobne działania w firmie, chociażby związane z porządkami, czy przygotowaniem narzędzi.

Jeśli ktoś z właścicieli firm ma spadek obrotów wtedy uzyskuje z automatu możliwość obniżenia wymiaru pracy. Zarazem dostaje możliwość pobrania pieniędzy z rządu dla pracowników na dofinansowania. Jednocześnie pracodawca zyskuje możliwość ustalenia innych godzin pracy. Nie ma również przeciwwskazań do stosowania mniej korzystnych form zatrudnienia. Dopóki nie skończy się epidemia nie ma potrzeby wykonywania badań lekarskich. Jednakże z chwilą, jak będzie on odwołany pracodawca ma obowiązek dopełnienia tego obowiązku w przeciągu sześćdziesięciu dni.

Zniknęły obecnie wymogi, że bez wizyty u lekarza nie ma możliwości podjęcia pracy jeśli w miejscu zatrudnienia istnieje ryzyko substancji, a także czynników rakotwórczych i pyłów zwłókniających. Określa to art. 12a ust. 1-2 ustawy Dz. U. 2020r. Poz. 374, czyli regulacji na czas walki z koronawirusem.

Ta sama ustawa wskazuje w art. 15f ust. 1, że nawet jeśli pracownik nie pracuje, bo nie przychodzi do zakładu, a szef nie wprowadzi pracy zdalnej (tak zwana gotowość do pracy) - wtedy szef firmy otrzymuje dofinansowanie do miejsc pracy. Zarazem pensja może być obcięta o połowę. Zarazem jednak istnieje tutaj klauzula, że po obniżeniu płacy nie może być ona niższa niż minimalne wynagrodzenie. Dokładne stawki zależą od tego na ile godzin ktoś jest zatrudniony (etat, czy jego część). Istnieje teraz blokada dla pracodawcy. Nie ma możliwości zmiany liczby godzin na jakie kogoś zatrudnia. Na przykład nie jest możliwość dla osoby na pełnym etacie zatrudnienia jej na połowę etatu.

Warunkiem, aby szef dostał pieniądze dla swoich ludzi jest wybranie dwóch miesięcy w roku 2020 następujących po sobie i udowodnienie, że nastąpił mu spadek obrotów. Porównania dokonuje się do tych samych miesięcy z 2019 roku. Oznacza to, że obok udowodnienia spadku dochodów o piętnaście procent istnieje jednak klauzula blokująca dopływ pieniędzy. Innym sposobem wyliczania strat jest porównanie obrotów między dwoma, poprzedzającymi miesiącami. Oznacza to, że kto wskaże, iż ma przynajmniej spadek o dwadzieścia pięć procent ten otrzyma środki z rządu.

Wprowadzenie postoju i zmniejszenia wymiaru pracy wymaga dogadania się ze związkami zawodowymi. Nawet jeśli ich nie ma pracodawca jest zobowiązany to traktowania jakby w danej firmie był - pracownicy wybierają swojego przedstawiciela.

W trochę inne sytuacji są szefowie firm tak zwanych strategicznych. Oni zyskali możliwość zmian godzin pracy, narzucania godzin nadliczbowych, czy odmówienia urlopu wypoczynkowego, czy przesunięcie już przyznanego. Wystarczy, że takie działania będą konieczne dla zapewnienia ciągłości pracy na przykład stacji. Obok tego na pracodawcy spada obowiązek zapewnienia jedzenia i miejsca do spania jeśli to jest konieczne, aby pracownik wykonywał  swoją pracę.

Kto płacił składki ZUS na bieżąco i ma spadek obrotów ma prawo również do ograniczenia czasu odpoczynku do minimum ośmiu godzin na dobę u pracownika. W skali tygodnia jednak pracownik śpi przynajmniej nie mniej niż trzydzieści dwie godziny, bo tak można zrozumieć zapewnienie mu przerwy.

Powyższe są wycinkiem rad jakie przygotowali adwokat doktor Monika Brzozowska-Pasieka, radca prawny Jerzy Pasieka i ekspert z zakresu prawa Michał Culepa. Przyjrzenie się tym rozwiązaniom wskazuje, że miejscami pojawia się echo socjalistyczne myślenia. Same regulacje ukazują jaki jest stopień biurokracji. Pojawienia się obostrzeń i wytycznych utrudnia dostosowywania się do sytuacji w duchu prawa, bo dokładne wytyczne artykułów i podpunktów określają tutaj, co będzie robione. Tym samym błędna interpretacja grozi również firmom, pracowników oraz szefom zatrudniających ludzi. Pozostaje tylko nadzieja, że ów stan będzie przejściowy i w przyszłości doczekamy się bardziej elastycznych rozwiązań, chociaż w świetle ostatniej wypowiedzi premiera nie jest to już pewne.

Jacek Skrzypacz