Szymon Hołownia, który przed epidemią był z reguły na czwartym miejscu w sondażach, po Andrzeju Dudzie, Małgorzacie Kidawie-Błońskiej i Władysławie Kosiniaku-Kamyszu nagle w majowych sondażach uzyskiwał wynik kilkunastu procent i wchodził do drugiej tury - o ile oczywiście II tura by się odbyla, bo Andrzej Duda miał bardzo dobre notowania.

Złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim gigantyczna nieporadność Kidawy-Błońskiej, która nawet nie mogła się zdecydować, czy startuje czy nie. Skutkowała ona tym, że jeden z sondaży dawał jej zaledwie 2%. Widać z tego, że nastąpił transfer wyborców z PO do Hołowni.

Teraz po przełożeniu wyborów i zmianie kandydata przez PO na Rafała Trzaskowskiego, Hołownia traci i jest to naturalne zjawisko. Sam Hołownia to widzi i atakuje głównie Trzaskowskiego. W ten sposób jednak staje się mniej wiarygodny dla wyborców, mniej interesujący, przestaje być twarzą opozycji, z którą w dużej mierze się nie utożsamia.

W ten sposób pomimo gigantycznych nakładów finansowych Hołownia ma małe szanse na II turę.