W pierwszym szeregu znawców prawdy jedynej ustawiają się politycy, dziennikarze i celebryci, nie pomijając rozmaitych profesorów od tego i owego. Pośród na pewno wiedzących jak zjeść tę żabę rzeczywistości nie brak również gwiazdeczek estrady lub ścianek, nagle olśnionych „ w tym temacie”. Przykładem Anja Rubik, modelka szlifująca wybiegi w USA i z zadufaną miną pouczająca jak ma wyglądać Polska.  Cóż można do tego kotła dorzucić? Kolejną niby wiedzę? Po co? Mamy już wszak wystarczającą ilość mierzwy nieomylnych ocen. Tyle ich, że ręce opadają.

Ale o naszym dziś zawsze pogadać warto, choć tego co się wyprawia „bez wodki nie razbieriosz” – jak mawiają wypluci słusznie poza nawias nasi onegdajsi wschodni towarzysze spod znaku leninizmu, stalinizmu i wszelkich odmian komunizmu, któremu nadają teraz rozmaite, mające zmylić nazwy. Jakby nie było Titanic naszego kraju jeszcze jakoś płynie, chociaż na horyzoncie już majaczą góry lodowe. Kto lub co nimi będzie – oto pytanie na miarę nadchodzących lat.

Nie jest tajemnicą, że zaszczepione części naszego społeczeństwa sowieckie wzorce nie przepadły bez wieści wraz ze zmianami po roku 1989. Niestety, są nadal, i coraz śmielej drą łeb do góry, czego przejawem potężna niechęć granicząca z nienawiścią do wszystkiego co narodowe, nasze i - tu ich tuby grzmią ogłuszająco - katolickie. Przykładów dostarczają obficie chociażby wyznawcy totalnej opozycji, którzy skupili się w określonych miejscach; takim jest np. warszawski Ratusz, zatrudniający bez śladu żenady nie tylko osoby z bogatym życiorysem esbeckim, ale i takie, które zażarcie walczą z Kościołem.           

Trudno kwestionować potrzebę istnienia w systemie demokratycznym opozycji. Jej rola jest nader  ważna. Ma czujnie obserwować poczynania rządzących; wszak każdej władzy potrzebne jest takie oko stróżów, inaczej się rozbestwi. Ale ma też dodatkowe zadanie wypływające z tejże demokracji. Siekąc i potrząsając szabelką krytyki powinna równocześnie prezentować swój model państwa. Pokazywać jakie błędy władza popełnia. I – co niewątpliwie jest  konieczne - zaproponować środki uzdrawiające, z założeniem, że muszą być kierowane na uzdrowienie państwa jako całości, nie zaś na podniesienie własnego znaczenia i zapewnienie wygodnych stołków „swoim”. Wszak demokracja oznacza władzę ludu, więc on - lud, społeczeństwo, my wszyscy jesteśmy tutaj najważniejsi z przyczyny, iż to dzięki naszej pracy zapełnia się państwowy skarbiec.

Mawia się, że zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Podstawmy pod te słowa naszą rzeczywistość. Tę przedwyborczą, gdy o przywództwo nad krajem zabiega iluś kandydatów.  Ich starania  mające nieść wygraną opierają się na programach, hasłach przewodnich i na obiecaniu naprawy tego, co szwankuje, czyli budowania lepszej rzeczywistości. Taka jest, jak świat światem,  natura tego wydarzenia. Jednak jesteśmy świadkami czegoś zgoła niepojętego. Programów opartych na rujnowaniu, przewracaniu do góry nogami korzystnych dla ogółu decyzji, co uzasadniane jest faktem, iż podjęli je przeciwnicy. I tyle. Idealnym przykładem podobnego podejścia jest to, co prezentuje zastępczy kandydat totalnej opozycji, zwany po kątach psujem z Warszawy. Jego zawsze krzykliwe wystąpienia można zawrzeć w kilku słowach: Przewrócę! Rozwalę! Zniszczę!      

Wtóruje mu z lekka niepewnym głosem pretendent partii z nazwy ludowej. Swoje popiskuje też kandydat lewicy oraz gładkosłowy przedstawiciel celebrytów. Obraz przyszłości narodowej jaki się z ich mów wyłania może zmrozić krew w żyłach. Pobrzękuje w nich, szczególnie wyrazista u kandydata zastępczego, tęsknota za czołobitnym wiernopoddaństwem wobec „wielkiego świata” Zachodu. Entuzjastycznie im przyklaskują ich europosłowie, nie ustający w wysiłkach ściągnięcia na Polskę wszelkich plag. Mają przy tym usta pełne frazesów, na czele z tym o zgodzie. Oczywiście możliwej wyłącznie pod ich kuratelą, co oznacza powrót do tego co było, czyli podziału my – mądrzy i wy – ciemny lud, który nie dorasta nam do pięt. Czy tanio sprzedamy im skórę – to już zależy od nas.

Zuzanna Śliwa