A przecież dobrych wzorców nie brak. Przykładem prawidłowej, trafiającej do umysłów edukacji historycznej jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Doskonała organizacja i ciekawe, intrygujące prezentowanie wydarzeń przyciąga tłumy, i to głównie młodzieży. Zastosowano tu bowiem skuteczną jak się okazało metodę odejścia od nudnego wykładu i od muzealnej martwoty ekspozycji, sięgając po nowoczesne techniki wizualne, pobudzające wyobraźnię i emocje.

W dziele przybliżania naszych dziejów swoją rolę odgrywają też tzw. grupy rekonstrukcyjne i ich program, atrakcyjny nie tylko dla ludzi młodych. Potrafią nas wciągać i zaciekawiać również działania innych pasjonatów historii, nawet tak osobliwych, jak poszukiwacze tajemnic zabytków lub skarbów a także godnych uwagi miejsc powiązanych z przeszłością, co możemy poznać dzięki prezentowanym przez telewizję filmom; dużo dobrego robi tu Telewizja Regionalna.

Historia to nie przysłowiowe flaki z olejem; to często opowieść wręcz sensacyjna. Wszak tyle się w naszych dziejach zdarzyło spraw zaskakujących, wartych uwagi, ciekawych. Jak jednak wszystko to przybliżyć ażeby rozmaici krzykacze nie zarzucali, że karmi się Polaków „bogoojczyźnianą” ( to nie moje określenie, można się na nie natknąć w tekstach niektórych publicystów) melancholijną szmirą, wiecznym cierpiętnictwem?

Odpowiedzią może być właściwa jej popularyzacja, daleka od wysoko profesorskiego nudnawego wykładu. Taki sposób zastosowano np. w odniesieniu do języka polskiego, którego meandry potrafi przystępnie wytłumaczyć wrocławski profesor Jan Miodek. Inną postacią, chociaż młodzież już jej nie pamięta, był przed laty krakowski profesor Wiktor Zin, prowadzący w TV program „Piórkiem i węglem”. Objaśniając kwestie związane z architekturą i wystrojem naszych zabytków, niejako przy tej okazji rysował ich historyczne tło. Jego audycje przyciągały przez telewizor rzesze widzów.

Popularyzacja to dziedzina skomplikowana. Przez parę lat pracowałam nad książkami o cechach popularyzatorskich, często zastanawiając się czym powinny one być. Na którymś ze spotkań, było to podczas Targów Książki, ktoś właśnie o to zapytał. Wyjaśniłam, że według mnie jest to pisanie w ten sposób, aby nawet nieuk pojął, zaś mądry się nie obraził, że mam go za ciołka. Polega ono na sztuce wypośrodkowania, co narzuca konieczność właściwego doboru wyrazów, oczyszczenia tekstu ze zbyt skomplikowanych sformułowań i wtrętów językowych zapożyczonych skąd się da.

Jednak wróćmy do tytułowych kropelek historii. Dosłownie, bowiem łączy się z płynem, konkretnie z sokiem. Na ten pomysł wpadła istniejąca od 1967 r. firma Tarczyn, znany przetworów z owoców i warzyw. Jako że bardzo te soki lubię, często je kupuję, chociaż nie tylko dla smaku tych owocowych kropelek. Fascynuje mnie, co tym razem znajdę pod nakrętką butelki. Jakie miejsce i jaka ciekawostka z nim związana zostanie tu przedstawiona. A jest tego sporo. Oto kilka przykładów tego nietypowego prezentowania naszego dziedzictwa.

Krosno k. Ornety - Krużganki pątnicze z 4 kaplicami, Kasprowy Wierch - Pierwsza w Polsce kolej linowa z 1936 r., Złoty Stok - Kopalnia złota z podziemnym wodospadem, Piotrowice k. Szprotawy - Najstarszy polski dąb Chrobry, Ząbkowice Śl. - Zabytkowa Krzywa Wieża odchylona 2 m od pionu, Kalwaria Zebrzydowska - Sanktuarium Pasyjno-Maryjne z XVII w., Duszniki Zdrój - Unikalny młyn papierniczy z XVII w., Pieniężno - Urokliwy rezerwat Dolina Rzeki Wałszy.

Niby drobiazg, ale przecież „kropla drąży skałę”. Ową skałą jest niewiedza i nawet te drobiazgi na swój sposób ratują przed zupełną ignorancją.

Zuzanna Śliwa