Tim D. Searchinger (sic!) z Uniwersytety Princeton związany z Yale Law Journal znany ze swych publikacji o bionergii (w sensie paliw ekologicznych, nie zaś New Age) opracował dokument razem z Cirad, INRA, Organizacją Narodów Zjednoczonych oraz Bankiem Światowym. Od samego początku wyjaśnia, że celem opracowania jest wskazania żywności bezemisyjnej. Ona zapewni brak ubóstwa i „zmianę na lepsze”.

Zwraca uwagę, że wskutek wzrostu ludności świat do 2050 potrzebuje zwiększenie produkcji żywności o połowę. Innymi słowy szacuje, że zaczną się złote żniwa dla rolników, bo wzrośnie zapotrzebowanie na ich prace. Szacunki zakładają, że pojawi się na świecie w tym czasie dziesięć miliardów ludzi. Do tego samego roku plany zakładają, że liczba hektarów pól uprawnych wzrośnie o sześćset milionów. Nieodzowne jest tutaj również odwołanie się do temperatury, bo wedle niego globalne ocieplenie ukształtuje przyszłe rolnictwo.

Uważa, że dla poprawy produkcji żywności koniecznością jest ograniczenie dwutlenku węgla o dwie trzecie, aby wzrost temperatury był poniżej półtora stopnia Celsjusza. Wedle Kristaliny Geogievy z Banku Światowego i Ingera Andersena z UNEP nie dopełnienie tego warunku ograniczy liczbę pól uprawnych o pięćset osiemdziesiąt pięć milionów hektarów.

Szacunki już obejmują ile potrzebujemy kalorii. Wedle obliczeń do 2050 na całym świecie będzie ich o pięćdziesiąt sześć procent za mało. Mowa tutaj o energii zawartej w roślinach. Dla pełni raport wskazuje, że obecnie na świecie osiemset milionów ludzi głoduje, lub jest niedożywionych. Nie ma jednak informacji w jaki sposób są oni liczeni. Swego czasu o pladze głodu była mowa również w Polsce. Organizacja społeczna Kawałek Nieba dla danych sprzeda kilku lat podawała, że w naszym kraju niedożywionych było około stu dwudziestu tysięcy dzieci. Dane te dotyczyły tych, co przyszły do szkół bez śniadania.

W skali globu Bank Światowy i ONZ widzą proste rozwiązanie. Więcej żywności będzie w chwili, jak się ochroni środowisko. Mięso wedle tego planu będzie ograniczone. Założenia są, że na całym świecie spadnie jego spożycie o czterdzieści procent do 2050 w stosunku do spożycia w 2010. W praktyce oznacza to, że pojawiające się od lat propaganda odnośnie wegetarianizmu nabierze siły. Na celowniku znajduje się już mięso wołowe, bo zapewnia tylko trzy procent kalorii oraz dwanaście procent białka (źródło nie podaje co dokładnie oznaczają te liczby). Jakby tego było mało pojawią się również modyfikacje w sposobie produkcji żywności.

Skoro kluczem jest zwiększenie liczby drzew, wedle ostatnich danych na świecie posadzono ich w minionym roku trzy tryliony, także wypasanie zwierząt będzie ograniczane. Nowy model GlobAgri-WRR już wskazuje, co się zmieni. Jedną z kwestii kontrowersyjnych jest zarazem zwiększenie liczby żywności, a także ograniczenie jej spożycia. Przy założeniu statystycznych ludzi, iż jako tacy mają wyliczone średnie spożycie na osobę istnieją tutaj dwa możliwe wyjaśnienia. Planowe doprowadzenie do jedzenia mniej (osobną kwestię stanowi tutaj walka z otyłością) i przekraczanie tylko minimum potrzebnego, aby człowiek nie zjadał sam siebie stanowi jedno z wyjść. Drugim jest promocja aborcji, czyli to, co już robi ONZ, a co za tym idzie faktyczne ograniczanie liczby ludności na świecie.

Jednym z pomysłów jest wzrost ryb w diecie, bo one ograniczają emisję dwutlenku węgla. Wszystko dla zmniejsza o dwa stopnie Celsjusza temperatury na świecie. Zakładany model nic jednak nie mówi o aktywności na Słońcu, co ma również istotne przełożenie na klimat. Problem stanowi również emisja metanu w związanego z ryżem, użyźnianie gleby, a także przekształcanie jedzenia na energie przez zwierzęta.

Spojrzenie na wytyczne uwidacznia, że pozbycie się mięsa z diety ludzi łączy się z faktem, że stanowi on trzydzieści trzy procent źródła emisji dwutlenku węgla w gospodarstwach. Łącznie zaś socjaliści doliczają się, że mowa o działania zmierzające do zmian w ramach czternastu procent światowej emisji CO2. Zmiany w jedzeniu ku niesieniu nam chłodniejszego klimatu.

Jacek Skrzypacz