W rozmowie z tygodnikiem Paweł Fajdek mówił o zawirowaniach w świecie sportu w tym konkursach rzutu młotem, których problem związany z koronawirusem nie omija. Dopiero w ubiegłą sobotę odbył się pierwszy w tym sezonie konkurs. Młociarz zapytany czy mimo wszystko nie boi się zachorowania stanowczo temu zaprzeczył. - Równie dobrze może mnie potrącić samochód na przejściu dla pieszych. Nie chcę unikać ludzi. Nie jest fajnie, podobno strasznie się człowiek po tym czuje i lepiej nie musieć przekonywać się o tym osobiście. Zresztą, może już mam to za sobą? W końcu wirus panuje nie od marca, tylko od ubiegłego roku, czego już dowiedziono. Myślę, że dużo osób w ogóle nie wie, że było chorych – powiedział Fajdek.

Paweł Fajdek w swojej kolekcji nie ma jeszcze medalu Igrzysk Olimpijskich. Najbliższą okazją do tego mają być Igrzyska w Tokio. Jednak z uwagi na obecną sytuację nawet przełożone na przyszły rok święto sportu zaczyna być przez wielu stawiany pod znakiem zapytania. Polski sportowiec podchodzi jednak do tego wszystkiego ze spokojną głową. - Jeśli odwołają igrzyska, to odwołają. Co będę mógł z tym zrobić? Wolę o tym nie myśleć, bo już w ogóle bym nie trenował, tylko poszedł nad staw i łowił ryby. Ale sport w końcu wróci. Będą mistrzostwa świata w USA, potem kolejne igrzyska. I tak dalej. Planuję rzucać do 2028 roku albo jeszcze sezon dłużej, więc tych imprez jeszcze trochę mam nadzieję zaliczyć. Poza tym spójrzcie, to, że Tokio nie odbędzie się w 2020, też jest znakiem. W nieparzystych latach szło mi dotąd znacznie lepiej. Liczę, że do przyszłego roku ogarniemy się już z życiem z wirusem. Nawet jeśli komuś przyjdzie do głowy odwoływać igrzyska, to ktoś przyjdzie i wyprostuje pesymistów, mówiąc: „przecież możemy ich wszystkich zamknąć i przetestować”. Na to liczę, że MKOl i Japonia tak łatwo się nie poddadzą. Skoro ruszyły ligi piłkarskie z klubami, które tworzą piłkarze pochodzący ze wszystkich zakątków świata, to my w końcu też ruszymy. Choćby bez kibiców. Musiałoby się stać coś strasznego, żeby to odwołać. Musiałby umrzeć, nie wiem, miliard ludzi – zaznaczył.

Sportowiec zapytany wprost o kwestię szczepionki na koronawirusa o której świat sportu i nie tylko mówi jako symbolu zakończenia pandemii oraz gwarancji możliwości powrotu do zawodów jakie znamy odpowiedział krótko. - Nie. A po co? Jeśli ma z nią być tak samo jak z tą na grypę, to jak tylko się zaszczepię, zachoruję. Dzięki za takie atrakcje – powiedział mistrz świata.

Paweł Fajdek to nie pierwszy ze znanych sportowców, który wypowiedział się niekorzystnie o szczepionce na koronawirusa. Także wielokrotny zwycięzca wielu turniejów najwyższej tenisowej rangi na świecie – Novak Djokovic skrytykował w kwietniu uzależnienie świata sportu od obowiązkowych szczepień na koronawirusa. Za takie stanowisko na tenisistę spadł ogrom krytyki zarówno ze świata tenisa jak i polityki.

Serbowi nie podoba się narzucanie szczepień i uzależnianie tego od możliwości na przykład wolnego podróżowania. Powiedział o tym podczas jednego z czatów z innymi sportowcami. 
- Nie chciałbym być zmuszany przez kogoś do zaszczepienia się, aby móc podróżować. A jeśli będzie to obowiązkowe? Będę musiał podjąć decyzję. Mam własne przemyślenia na ten temat i nie wiem, czy te myśli w pewnym momencie się zmieniać – powiedział tenisista.

Novak Djokovic jest szefem Rady Zawodników. Swoimi wypowiedziami daje znać władzom, że przymusowe szczepienia spotkają się z ich sprzeciwem. Jego zdaniem szczepienia nie są jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji. - Chciałbym więcej debaty, więcej dyskusji na ten temat. Nie jestem specjalistą, tenisiści nie są specjalistami, ale potrzebujemy więcej rozmów i wymiany poglądów. Ale nie tylko o szczepionkach, a w ogóle o odporności – mówi Djokovic. Czy Pawła Fajdka także będzie czekała fala krytyki? Czas pokaże.

DZ

Źródło: Przegląd Sportowy