Chlubny przykład Złotoryi

Część przychodni nadal ma zamknięte drzwi przed pacjentami. Przykładowo w takiej Złotoryi lekarze mówią wprost, że nie będą przyjmować chorych, bo boją się koronawirusa! W efekcie dwanaście tysięcy mieszkańców Złotoryi ma problem z dostaniem się do jakiegokolwiek lekarza. Co prawda przychodnia rejonowa została otwarta na kilka dni, ale... nasi dzielni lekarze się zbuntowali! Poszli do kierownika i powiedzieli, że oni boją się koronawirusa. W związku z tym działają przede wszystkim... teleporady.

Jednak tylko w godzinach pracy, ponieważ po godzinach część z tych strachliwych sług węża (chociaż bardziej chyba żmii zygzakowatej, niż Eskulapa) w swoich gabinetach za 150 złotych za godzinę już się nie boi. Podobnie jest w wielu innych miastach.

Brak predyspozycji do zawodu

Lekarz, który boi się chorób to tak jakby strażak bojący się ognia, żołnierz obawiający się strzelania i biegania, policjant bojący się przestępców. To tak, jakby pilot, czy ratownik górski miał lęk wysokości, górnik i windziarz klaustrofobię, malarz pokojowy alergię na farbę, a specjalista od deratyzacji bał się szczurów i karaluchów.

Tymczasem ci pseudomedycy wypowiadając się rzekomo całkiem poważnie błaznują, gorzej od kabareciarzy.

Przychodnia jak klub „Tęcza” z „Misia”

– Wszystkich szlag trafia z powodu pandemii, ale my nie robimy nic niezgodnego z prawem. Lekarze, każdy z nas ma prawo bać się zakażenia. A pacjenci stanowią zagrożenie. Nigdy nie wiadomo, kto może być zarażony. Przed pandemią to pacjent decydował, czy idzie do lekarza i w przychodni były kolejki. Teraz to lekarz poprzez teleporadę podejmuje decyzje, czy chory wymaga bezpośredniego kontaktu. Gdyby ludzie bardziej koncentrowali się na swoim zdrowiu, to nie potrzebowaliby tylu wizyt – żali się mediom kierownik przychodni rejonowej w Złotoryi Ireneusz Żurawski.

Dziwne, że jakoś nikt mu i jego podwładnym nie współczuje. Natomiast poziom słusznego poirytowania mieszkańców (żeby nie powiedzieć tego bardziej wulgarnie) rośnie w tempie lawinowym.

– Mieszkańcy są oburzeni, że lekarze boją się ich przyjmować. Najpierw straciłam pół dnia, żeby się dodzwonić po poradni. Udało się po czterech godzinach. Później miałam teleporadę. Mówię, że boli mnie brzuch, opisuję szczegółowo objawy. Lekarz zapisał mi lek przeciwbólowy i radził w razie silnego bólu dzwonić po pogotowie. Żadnych badań – poskarżyła się lokalnym mediom jedna z mieszkanek miasta.

Żeby nie skończyło się, jak w Łodzi, kiedy po aferze łowców skór z karetek pogotowia parokrotnie te pojazdy zostały obrzucone kamieniami. Kochani medycy, strachliwi niczym dziewica na widok Afropolaka medycy, wy po prostu nie macie predyspozycji do wykonywania zawodu. Czas zweryfikować swoje możliwości i się przebranżowić na przykład na psich fryzjerów, polityków, czy zbieraczy złomu. Ponieważ do bycia lekarzami po prostu się nie nadajecie wy Judymy za dychę (pardon za stówę, albo dwie, ale tylko w prywatnym gabinecie). A sposób na wasz strach jest jeden – przestać finansować przez NFZ przychodnie, które nie przyjmują fizycznie pacjentów. O waszej empatii nawet wspominać nie będę.

Piotr Stępień