Hodowca pytany o warunki panujące na jego hodowlach mówił: "Wszędzie mogą zdarzyć się przypadki, w których norka zostanie pogryziona lub wykazuje pogorszenie stanu zdrowia. Jeśli chodzi o naszą fermę – pracownicy natychmiast zgłaszają takie przypadki kierownictwu. Zwierzę izolowane jest do osobnej klatki. Wówczas wzywany jest lekarz weterynarz, który przystępuje do leczenia norki, np. poprzez zastrzyki. Po odzyskaniu zdrowia zwierzę powraca do hodowli – o tym nigdzie pan nie usłyszy, ani nie zobaczy pan tego na amatorskich filmach. Reasumując – drzwi w naszej firmie są otwarte dla wszystkich. Odwiedzają nas chociażby wycieczki ze szkół podstawowych czy rolniczych. Zdecydowana większość z tych osób zmienia zdanie na temat ferm. Trzeba tylko zobaczyć jak to działa i nie kierować się jednostronną narracją, która dominuje dzisiaj w przestrzeni publicznej."

"To jeden z najważniejszych elementów całej działalności. Jak wspomniałem, norki odżywają się surowcem pozostałym z produkcji mięsa – drób, wołowina, ryby. Fermy skupują ten towar. Jeszcze w 2003 roku to ubojnie płaciły nam za to aby tylko odebrać surowiec. Płaciły również zakładom specjalizującym się w jego utylizacji. W pewnym momencie staliśmy się konkurencją dla tych zakładów, ponieważ generowaliśmy mniejsze wydatki dla ubojni. Ze względu na coraz większe zapotrzebowanie, w pewnym momencie to fermy zaczęły płacić ubojniom za odbiór surowców. W zależności od rodzaju mięsa stawki wynoszą od 250 do 1200 złotych za tonę. Tylko w jednej ubojni na Śląsku w ciągu doby odbieramy około 15 – 20 ton. Proszę więc wyobrazić sobie, o jakich zyskach dla ubojni mówimy. Co ważne, cały proces nie kończy się tylko na żywieniu. Norki są “naturalnym utylizatorem” spożytego materiału. Obornik wywozimy na pola – odbierają go również okoliczni rolnicy. My skupujemy od nich zboże, które gotujemy w specjalnych urządzeniach i dodajemy do surowca przywiezionego z ubojni. Rolnicy dziękują nam dzisiaj za odbiór ziemniaków, które w tym roku obrodziły wyjątkowo dobrze. Do tego dochodzą jeszcze oleje, soja i wiele innych produktów. Przyjmujemy nawet towary, których nie udaje się sprzedać w sklepach. To są naczynia połączone. Nie ma takiej możliwości aby ferma istniała wyłącznie sama dla siebie. Wraz z innymi podmiotami tworzymy naprawdę dynamiczną sieć. Teraz wszystko może ulec poważnemu zachwianiu." - opowiadał hodowca. 

Mariusz Ulfik, do tej pory uczciwie zarabiający na życie nie jest pewny swoje przyszłości: 

"Cała sytuacja chyba jeszcze do mnie nie dotarła. Po restrykcjach sprzed trzech lat byłem pewien, że branża będzie mogła spokojnie funkcjonować. Wszystko zmieniło się w ciągu kilkudziesięciu ostatnich godzin. Jestem w trakcie budowania nowej hali o wymiarach 102 na 30 metrów. Niedawno Starostwo Powiatowe w Lublińcu wydało mi pozwolenie na rozbudowę istniejącej fermy. Łączny koszt tych inwestycji oscylował w granicach 15 milionów złotych. [...] Dlaczego uderzono akurat w nas? Komu na tym zależało i kto będzie następny? Może fermy kur, może konie? Proszę zwrócić uwagę na jakich małych przestrzeniach przetrzymywane są gołębie albo psy w małych mieszkaniach – dlaczego nikt nie zajmie się takim problemem? Przykładów jest mnóstwo. Dlaczego akurat my? Cała nadzieja w prezydencie Dudzie, który być może zawetuje jeszcze tą ustawę. A jeśli nie – co ja powiem swoim dzieciom? Marzyłem o tym aby w przyszłości przekazać im wiedzę i firmę…"

Cały wywiad TUTAJ