Trwa światowa nagonka na wolność, w której udział bierze także rząd Zjednoczonego Królestwa. Wczoraj doszło do protestów obywateli przeciwko obostrzeniom nałożonym pod pretekstem "pandemii" koronawirusa SARS-CoV-2. Bezpośrednim powodem manifestacji były nowe obostrzenia, ogłoszone przez premiera Borisa Johnsona.

Według wstępnych planów, ponownie ma zostać ograniczona działalność lokali gastronomicznych i nakaz noszenia masek w sklepach,czyli to, co obecnie jest w Polsce, czego jednak Brytyjczycy nie akceptują.

Ponadto wzrosnąć mają kary dla przedsiębiorców za łamanie przepisów w związku z paniką wokół koronawirusa do 10 tys. funtów oraz kary za łamanie reguły sześciu osób na spotkaniu towarzyskim ze 100 do 200 funtów.

- Dość kłamstw, dość masek, dość blokad - krzyczeli manifestanci, żądając zakończenia "szalonych reguł". Władze, pod pretekstem przepisów epidemicznych, ogłosiły rozwiązanie zgromadzenia, na co demonstranci nie przystali. Doszło do starć z policją, która pałowała ludzi w pobliżu.

Aresztowano 16 osób, głównie pod pretekstem przepisów epidemicznych. Kilka zatrzymano też za napaść na policjanta oraz "przestępstwa związane z naruszeniem porządku publicznego".

Islamski burmistrz Londynu Sadiq Khan przekonywał, że to demonstranci byli brutalni - choć jedyna ich "agresja" w stronę policji polegała na rzucaniu butelkami z wodą - oraz "lekkomyślnie" zagrozili bezpieczeństwu miasta, które rzekomo jest "w krytycznym momencie walki z pandemią".

Jak widać, przepaść dzieląca rząd i jego propagandę o "pandemii" od społeczeństwa i prawdy jest coraz większa.