Sąd w Sadzie, kontrolowany przez Huti uznał w czwartek, że pełną odpowiedzialność za bombardowanie w Dayhan ponosi 10 osób. Wśród obwinionych o zabójstwo są m.in. prezydent USA Donlad Trump, król Arabii Saudyjskiej Salman ibn Abd, saudyjski książę Muhammad ibn Salman, dowódca saudyjskich sił powietrznych, a także prezydent Jemenu - przekazała jemeńska agencja informacyjna Saba, która w 2015 r. została przejęta przez Huti. Informacje te potwierdziła także telewizja Arabi21. Oczywistym jest, że na ogłoszeniu wyroku nie stawił się nikt z oskarżonych. Sąd uznał zaocznie, że za popełnienie "zbrodni wojennej" wszyscy wymienieni przywódcy zasługują na kary śmierci. Dodatkowo oskarżeni mają zapłacić w sumie 10 miliardów dolarów odszkodowania na rzecz rodzin zabitych. Warto podkreślić, że w 2018 r. Sąd Najwyższy Jemenu wydał wyrok, na mocy którego zdelegalizowano sąd w Sadzie. Od tej pory wszystkie wydane przez niego orzeczenia są uznawane za nieważne. Z informacji portalu "The New Arab" wynika, że w ciągu trwającego od 2015 r. konfliktu zginęło co najmniej 100 tys. ludzi, głównie cywilów. Miliony straciły dach nad głową. Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała konflikt w Jemenie za jedną z największych katastrof w dziejach ludzkości.

Huti to jemeński ruch polityczno-militarny skupiający plemiona zajdyckie zamieszkujące głównie północno-zachodni rejon kraju. Od 2015 r. ruch jest jedną ze stron konfliktu w wojnie domowej. W opozycji do prezydenta Abda Rabbuha Mansura Hadiego działają jeszcze m.in. Al Kaida oraz Państwo Islamskie, a każda z tych grup jest wobec wroga wobec pozostałych. Siły rządowe wspiera z kolei koalicja państw, którym przewodzi Arabia Saudyjska. To właśnie saudyjski nalot na market w kontrolowanym przez Huti Dayhan doprowadził we wrześniu 2018 r. do śmierci 51 osób, w tym 40 dzieci. Bomby doszczętnie zniszczyły szkolny autobus.

Tymczasem Po trzydniowym pobycie w szpitalu zakażony koronawirusem Donald Trump został z niego wypisany w poniedziałek wieczorem czasu lokalnego. Do zdrowia prezydent USA dochodzić będzie w Białym Domu. Amerykański przywódca przybył do szpitala w piątek wieczorem. Wcześniej tego dnia w Białym Domu miał gorączkę, podano mu tlen. Wizyta w wojskowym szpitalu Walter Reed pod Waszyngtonem miała charakter zapobiegawczy, a stan zdrowia prezydenta USA od piątku poprawia się - zapewnia jego zespół medyczny. Z ośrodka medycznego do Białego Domu Donald Trump udał się śmigłowcem, na pokład którego wszedł w maseczce ochronnej na twarzy. Pod szpitalem wojskowym prezydenta żegnało ok. 200-300 jego zwolenników. Na miejscu panowała kampanijna atmosfera; na straganach kupić można było nie tylko flagi i czapeczki, ale i w cenie 20 dolarów maseczki. Widoczni byli również pojedynczy zwolennicy kandydata Demokratów Joe Bidena, z którym sympatycy Trumpa wchodzili w ożywione polityczne dyskusje. Większość osób miała na sobie maseczki. Stan zdrowia Trumpa w ciągu ostatniej doby poprawił się; minęły też ponad 72 godziny, od kiedy miał ostatni raz gorączkę - powiedział prezydencki doktor Sean Conley na poniedziałkowej konferencji prasowej. Lekarz dodał, że zespół medyczny zajmujący się prezydentem jest "ostrożnie optymistyczny". Donald Trump w swoim style na serwisie społecznościowym napisał aby nie bać się koronawirusa. "Czuję się naprawdę świetnie. Nie bójcie się Covid-u. Nie pozwólcie, by zdominował wasze życie" - napisał w poniedziałek Trump na Twitterze. Dodał, że "czuje się lepiej niż 20 lat temu". "Nie dajcie mu się zdominować, nie bójcie się go. Pokonamy go. Mamy najlepszy sprzęt medyczny i lekarstwa" - powiedział prezydent o walce z koronawirusem. Ocenił też, że "dużo się nauczył".

DZ

Źródło: Polsat News