Cały świat ciągle z zainteresowaniem patrzy na sytuację w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy czekają na ostateczne wyniki wyborów prezydenckich. W kilku stanach trwa jeszcze liczenie głosów, ale jeśli przewidywania mediów się potwierdzą, to właśnie Joe Biden zostanie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ciężko powiedzieć, by była to zagadkowa postać – Biden obecny jest w amerykańskiej polityce od blisko pół wieku, przez osiem lat był też wiceprezydentem Baracka Obamy. Jednak mimo to w Polsce nie jest powszechnie znany. Jak się okazuje kilku ciekawostek o Bidenie dostarczył Donald Tusk w wydanej w zeszłym roku książce „Szczerze”. Obaj politycy poznali się jeszcze w czasie rządów Tuska w Warszawie. Były premier opisał m.in. jedno ze swoich spotkań z ówczesnym wiceprezydentem USA, do którego doszło 6 lutego 2015 r., a rozmówce określił jako „przemiłego, bezpośredniego i nieco gadatliwego”. „Przedstawia się żartobliwie jako Joe Bideński. Stara się być zawsze dobrze przygotowany do wizyt, ale czasem ma kłopot z detalami. W trakcie naszego pierwszego spotkania powiedział, że wciąż jest pod wrażeniem mojego świetnego wystąpienia w Tbilisi podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję. »Patrzyłem tam na ciebie z wielkim uznaniem« – powiedział. »Dziękuję ci za komplement, Joe, ale mnie tam nie było. To był nasz prezydent Lech Kaczyński« – odparłem. Był lekko zakłopotany” – czytamy we wspomnieniach Tuska.

Chodzi o sytuację z 2008 roku kiedy to  Lech Kaczyński wziął udział w wiecu poparcia Gruzinów wraz prezydentami Litwy, Estonii, Ukrainy i premierem Łotwy, którzy do Gruzji przylecieli z inicjatywy polskiego przywódcy. Wówczas Rosja zaatakowała Gruzję, wypierając jej wojska oraz ludność cywilną z terenów zajętych republik i dopuszczając się zbrodni wojennych. Rosjanie zbombardowali m.in. czarnomorski port Poti i bazę wojskową w Senaki. Przemawiając do tysięcy Gruzinów zgromadzonych przed budynkiem parlamentu, Lech Kaczyński podkreślił, że obowiązkiem społeczności międzynarodowej jest solidarne przeciwstawienie się rosyjskim dążeniom imperialnym. Zapewnił też gruzińskich obywateli, że nie zostali sami w walce z Rosją. – Gdy zainicjowałem ten przyjazd, niektórzy sądzili, że prezydenci będą się obawiać. Nikt się nie obawiał. Wszyscy przyjechali, bo Środkowa Europa ma odważnych przywódców. I chciałbym to powiedzieć nie tylko wam. Chciałbym to powiedzieć również tym z naszej wspólnej Unii Europejskiej, że Europa Środkowa, Gruzja, że cały nasz region będzie się liczył, że jesteśmy podmiotem – mówił. – I my też wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę – przestrzegał prezydent Rzeczypospolitej. „Polska przyjęła zaskakująco silną rolę przywódczą podczas konfliktu w Gruzji” – raportowali o wyprawie polskiego prezydenta w tajnych depeszach amerykańscy dyplomaci. W Gruzji do tej pory pamiętają o tym co zrobił dla nich Lech Kaczyński podczas tamtego protestu. Dzięki temu Polaków darzą ogromną sympatią, a samemu Lechowi Kaczyńskiemu postawiono pomnik. Patrząc więc na to wszystko pomyłka Bidena z naszego punktu widzenia jest.. nieprawdopodobna, ponieważ Donald Tusk nigdy nie brał udziału w roli tego typu.

W rozmowie poruszono także temat sytuacji na Ukrainie, a – zdaniem byłego premiera – Biden słuchał ze zrozumieniem i miał „ewidentną sympatię dla sprawy”. „Mówię, że nie utrzymam jedności całej Unii wobec Rosji bez jednoznacznego stanowiska Ameryki, on to rozumie, ale prosi też o większe zaangażowanie Europy w sprawy obronności” – wspomina Tusk. Joe Biden miał mu wówczas powiedzieć: „Z wami jest tak jak z tym facetem na ulicy, który mówi do kolegi: przywal im, nie daj się, ja ci potrzymam marynarkę. To my jesteśmy tym kolegą”. 

DZ