Jeszcze za poprzedniej ekipy Trybunału Konstytucyjnego rząd PiS-u nie publikował tych orzeczeń TK, które podważały reformę wymiaru sprawiedliwości. Wiele osób mówiło wówczas, że rząd robi dobrze, bo TK działa w imieniu postkomunistycznych interesów i własnych stołków. Wiele zresztą na to wskazywało i zapewne tak było. Problem w tym, że po wyroku nowego TK, z Julią Przyłębską na czele wybraną przez PiS, w sprawie aborcji eugenicznej, rząd postąpił tak samo (sic!). W tym wypadku trudno mówić o postkomunistycznym dziedzictwie czy prywacie sędziów. Zresztą nawet politycy PiS-u już tak tego nie przedstawiają. Zamiast tego mówią, w obliczu protestów, że sprawę trzeba jeszcze przedyskutować i poczekać na przyjęcie nowego kompromisu aborcyjnego zaproponowanego przez prezydenta Dudę. W ten sposób jednak rząd łamie prawo, nie stosując się do własnego Rządowego Centrum Legislacji, które jako najpóźniejszy termin publikacji wyroku TK wskazało 2 listopada. Przez brak publikacji, rząd udaje, że nic się nie stało, a wyrok nie obowiązuje. Jest to nic innego niż obchodzenie, a wręcz łamanie prawa i bojkotowanie trybunału, którego członkowie w dużej mierze zostali wybrani przez większość rządzącą! Co więcej, wiele osób uważa i wydaje się to słuszne, że TK nie orzekłby w tej sprawie bez zgody Jarosława Kaczyńskiego, bo od dwóch lat zwlekał z wydaniem tego orzeczenia. Taki wyrok był też przez niego spodziewany.

Teraz rząd idzie jeszcze dalej, bo bojkotuje nie tylko wyrok TK, który przynajmniej w teorii jest od niego niezależny, ale swoją własną ustawę (sic!), przyjętą przez własnych posłów i senatorów i podpisaną przez własnego prezydenta. Rzecznik rządu Piotr Müller potwierdził w Polskim Radiu 24, że rząd zwleka z publikacją ustawy w Dzienniku Ustaw aż do grudnia, czekając na jej nowelizację. Jak bowiem powiedział: „Senat wprowadził niejasne poprawki do tej ustawy, które niestety przez pomyłkę kilkunastu posłów podczas głosowań sejmowych zostały przyjęte. Oznaczałyby one, że poprzez nieścisłe przepisy należałoby rozszerzyć wynagrodzenia dodatkowe, przeznaczone dla osób na pierwszym froncie walki z Covidem, właściwie wszystkim osobom w służbie zdrowia, które potencjalnie, a nie faktycznie mogą być narażone na kontakt z koronawirusem”. Dodał też, że "należałoby przekazać dodatkowe środki finansowe praktycznie dla wszystkich lekarzy w Polsce (…) A celem tych regulacji było przede wszystkim to, aby te dodatkowe, drugie wynagrodzenie otrzymały osoby, które są na pierwszej linii frontu".

W rzeczywistości senatorowie opozycji chcieli rozszerzenia podwyżek na wszystkich lekarzy i zgłosili odpowiednie poprawki, a senatorowie i posłowie PiS-u ich nie zrozumieli. Podobna sytuacja miała miejsce prawdopodobnie z prezydentem, który podpisał coś, o czym rzecznik rządu mówi, że zawiera poważne błędy. To wszystko kompromituje rząd, posłów i senatorów PiS-u, a także samego prezydenta. Zamiast ustawy, która miała być przyjęta szybko, bo przecież trwa „pandemia”, będziemy mieli jeszcze przez miesiąc do czynienia z luką prawną (wszelkie mandaty za brak maseczki są dalej bezprawne) i czekać będziemy, aż posłowie naprawią swój błąd. Osobiście nie smucę się tym, że ustawa covidowa, przynajmniej na razie, nie wejdzie w życie, bo jest to kolejne ograniczanie wolności i w dodatku sprzyja nadużyciom zwalniając z odpowiedzialności lekarzy i przeciąganiu pandemii w nieskończoność (kto będzie chciał, żeby obcięli mu dodatkowe 100% pensji?). Sytuacja ta pokazuje jednak, że rząd sam się zakiwał, a łamanie praworządności nawet w dobrym celu prowadzi do psucia państwa. Cel nigdy nie uświęca środków, a te były od początku nieodpowiednie przy reformie wymiaru sprawiedliwości, której zresztą wciąż się nie doczekaliśmy.