Na stronie Klubu Jagiellońskiego można przeczytać artykuł „Kościół to dla Polaków coraz częściej zakłamana korporacja. Bez zaangażowania świeckich nic się nie zmieni" autorstwa Konstantego Pilawy. Autor artykułu opisał w nim sondaż IBRIS-u dla "Rzeczpospolitej", z którego wynika, że „jedynie 9% osób między 18. a 29. rokiem życia odpowiedziało, że ma pozytywny stosunek do Kościoła" a 47% ma do Kościoła „stosunek negatywny". Z kolei „44% badanych określiło swój stosunek do Kościoła jako neutralny", czyli obojętny.

- Młodych Polaków Kościół coraz częściej po prostu nie obchodzi. Za kilka lat na dobre wejdzie do polityki i mediów pokolenie, dla którego katolicyzm nie będzie żadnym punktem odniesienia. To pokolenia obojętności lub - by przywołać określenie ukute przez Jaremę Piekutowskiego - pokolenie apateizacji - czytamy..

W artykule zacytowany jest tekst „Nowa chadecja" Błażeja Skrzypulca z rocznika „Pressje", w którym autor wskazuje „na bazie badań prowadzonych przez CBOS od 30 lat, że spośród 7 notowanych pokoleń tylko najmłodsze w dużej części na dobre odchodzi od Kościoła".

- To ludzie urodzeni po 1992 r., mający dziś 28 lat i mniej. Procesy te są niezwykle dynamiczne: „W 2010 roku 57% praktykowało regularnie, 34% nieregularnie, a 9% nie praktykowało, podczas gdy w 2018 roku odsetek praktykujących regularnie wynosił 35%, praktykujących nieregularnie – 43%, a niepraktykujących – 22% - podaje Skrzypulec.

Badania przytoczone w artykule na stronie Klubu Jagiellońskiego mnie nie dziwią. Od lat ten proces obserwuję na przykładzie środowiska zwolenników wolnego rynku. Na początku lat 90. funkcjonowało ono pod banderą UPR. W tamtych odległych dekady temu aktywni przedstawiciele tego środowiska byli zakorzenieni w katolicyzmie i polskości – wszyscy wiedzieli, kim jest Feliks Koneczny i co to jest cywilizacja łacińska. Dziś, kiedy rozmawiam z młodymi zwolennikami Korwina, to odnoszę wrażenie, że są oni całkowicie wykorzenieni z polskości i katolicyzmu – nie na zasadzie negacji, ale właśnie na zasadzie obojętności, katolicyzm i polskość nie budzą w nich żadnych emocji czy skojarzeń – polskość i katolicyzm dla nich nie istnieją. Jest to szokujące dla osoby pamiętającej katolicką i polską tożsamość sympatyków UPR.

By zlaicyzować Polskę, ciężko pracowali nie tylko zewnętrzni wrogowie katolicyzmu, ale i wewnętrzni. Od dekad hierarchia i jej akolici wykorzeniali katolicyzm w Kościele – i prześladowali wszystkich, którzy chcieli ten katolicyzm zachować. Hierarchii i jej akolitom udało się wmówić Polakom, wbrew faktom, że katolicyzm to pusty pacyfistyczny rytuał, hipokryzja przejawiająca się we wspieraniu polityków skumulowanych z hierarchami, którzy w parlamencie systematycznie głosują sprzecznie z nauczaniem katolickim, ekumeniczne i filosemickie bzdury. Ten pseudo katolicyzm okazał się, tak jak na Zachodzie, absolutnie nieinteresujący – zapewne, tak się miało stać, hierarchowie w Polsce doskonale wiedzieli, że wykorzenienie katolicyzmu z Kościoła doprowadziło do likwidacji Kościoła na Zachodzie – więc powtarzając zachodnie wykorzenianie katolicyzmu, świadomie dążyli do likwidacji Kościoła w Polsce (oczywiście o ile procesy myślowe nie są im obce).

Warto więc zadać sobie pytanie, co w takiej post-katolickiej post-Polsce mają zrobić Polacy i katolicy, będący przedstawicielami polskiej mniejszości narodowej i katolickiej mniejszości wyznaniowej. Moim zdaniem walczyć dalej – bo jesteśmy Kościołem walczącym i walka z możnymi tego świata jest naszym powołaniem.

Trzeba też się organizować. Taki katolicki front przetrwania, wbrew możnym tego świata, mediom, wrogo nastawionym współmieszkańcom Polski, hierarchii dążącej do wykorzeniania katolicyzmu i zastąpienia go jakoś ekumeniczną i protestancką fałszywą wiarą, powinien stworzyć plan rekonkwisty kulturowej i politycznej, organizować w terenie katolików, zabiegać o reprezentację polityczną, by mieć wpływ na popkulturę i edukację.

Ważne dla katolików jest to, by odzyskali swoją tożsamość. By przemówili swoim katolickim głosem i przestali być mięsem armatnim w cudzych pseudopolskich i pseudokatolickich kampaniach. By powstała prawdziwie katolicka alternatywa dla zlaicyzowanego świata.

Czy powrót do prawdziwej katolickiej wiary jest możliwy? Moim zdaniem doświadczenie islamu pokazuje, że tak. Po II wojnie światowej świat islamu był zlaicyzowany. Konsekwentna praca nielicznych, którzy jednoznacznie opowiedzieli się za powrotem do ortodoksji, sprawiła, że nawet mieszkający od pokoleń w laickiej Europie młodzi muzułmanie wbrew swoim wykorzenionym rodzicom z entuzjazmem wracają do ortodoksji. Jeżeli stało się tak w wypadku islamu, to co stoi na przeszkodzie, by tak samo stało się i w przypadku katolicyzmu, który jest jedyną prawdziwą wiarą i ma niezwykle atrakcyjne intelektualne zaplecze nie tylko 2000 lat, ale i wcześniejszych cywilizacji (Biblii, Grecji i Rzymu)?

Jan Bodakowski