"KE będzie naciskać, żeby były wzajemnie uznawane relacje i związki w całej UE. Jeśli ktoś jest rodzicem, to jest rodzicem w całej Europie, wszędzie" - zapewniła podczas debaty komisarz ds równości Helena Dalli. Poparli ją Maria Walsh (eurodeputowana z Irlandii, EPL) oraz luksemburski socjalista Marc Angel. Z krytyką wobec Polski w tej sprawie wystąpiła holenderska eurodeputowana ruchu Odnowić Europę, Sophie in't Veld. Zadeklarowała przyjazny stosunek do "mniejszości seksualnych" a jednocześnie stwierdziła, że to, co robi Polski Rząd, nie jest wcale opinią większości.

Włoska europosłanka z frakcji Tożsamość i Demokracja, Simona Baldassarre zauważyła, że w czasie pandemii PE zajmuje się ideologicznymi tematami i tworzy się odwrotna dyskryminacja - co można by odczytać jako głos w obronie normalności, gdyby nie stwierdzenie, że PE ma chronić wszystkich obywateli, bez względu na płeć. Ten wątek pociągnął Nicola Procaccini (EKR), podkreślając konieczność zagwarantowania tych samych praw i tej samej ochrony prawnej bez względu na płeć i orientację seksualną. Skrytykował dzielenie ludzi na kategorie, w tym podkategorie seksualne.

W dyskusji, jak podaje PAP, nie wypowiadali się polscy eurodeputowani, co jest samo w sobie, skandalem obyczajowo-moralnym. A przecież, dzieci "wychowane"w tych niby-rodzinach mówią zgodnie, że były gwałcone fizycznie i niszczone psychicznie, mają ogromny problem z założeniem własnej rodziny. Podsumowując, można dostrzec jak środowiska rozpustników domagają się praw do demoralizowania dzieci i młodzieży. Posłowie zaś rozprawiają o tym tak, jakby nie uznawali praw dzieci - tej najbardziej dyskryminowanej grupy.

Gdzie w tym sporze odnajdzie się Polska?