Zdaniem Leszka Szymowskiego „kolejne rządy, pod naciskiem koncernów farmaceutycznych, faktycznie zlikwidowały w Polsce ziołolecznictwo". Jak wynika z artykułu prawicowego publicysty, Unia Europejska oficjalnie zakazała takich ziół jak wrotycz pospolity.

Z artykułu w prawicowym dwutygodniku można się dowiedzieć, że „wrotycz pospolity znalazł się na »czarnej liście« roślin zakazanych w ziołolecznictwie i ziołoterapii w maju 2019 roku". Unia Europejska niszczyła ziołolecznictwo już w 2012 roku, czego dowodem jest to, że Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności opublikował dokument pod nazwą „Kompendium substancji botanicznych", w którym "stwierdzono obecność naturalnych składników mogących stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzkiego w przypadku wykorzystania ich do produkcji i suplementów diety". Na podstawie tego kompendium Unia Europejska zakazała stosowania wielu ziół, pozwalając na wykorzystanie ich tylko na zewnątrz ciał np. do maści i okładów.

Ofiarą Unii Europejskiej padli chorzy, którym uniemożliwiono leczenie naparami z wrotyczu, choć - jak przypomina Leszek Szymowski - „wrotycz znany jest jako środek przeciwbólowy, przeciwgrzybiczny, przeciwwirusowy, odtruwający i odkażający".

Zdaniem Leszka Szymowskiego, Unia Europejska zakazała stosowania już 882 roślin leczniczych takich jak żywokost. Stosowania ziół zakazywać miało też w 2010 roku (czyli za rządów Platformy Obywatelskiej) Ministerstwo Zdrowia. Ministerialne rozporządzenie zakazywało takich ziół jak: połonicznik, korzeń kozłka i mydlnicy, kwiat jasnoty białej, liść prawoślaz, nasiona lnu, olej z nasion wiesiołka, owoc anyżu, kminku, kolendry, borówki czernicy i dzikiej róży, zioła poprawiające trawienie i ułatwiające gojenie się ran oraz orzeźwiająca nalewka miętowa. Jak przypomina prawicowy publicysta, „była to większość asortymentu sklepów zielarsko-medycznych". W konsekwencji działań Platformy Obywatelskiej „ponad tysiąc sklepów zielarskich zbankrutowało" i pracę stracili magistrzy farmacji z ukończonym kursem ziołolecznictwa.

Przyczyną walki Unii Europejskiej z ziołolecznictwem, w opinii Leszka Szymowskiego, są pieniądze. Jak informuje prawicowy publicysta "popularna maść (wyprodukowana przez znaną firmę farmaceutyczną) do smarowania ran i gojenia skóry kosztuje w aptece ponad czterdzieści złotych".

- Tymczasem żywokost można pójść i pozbierać sobie na łące za darmo. Podobnie jest z wrotyczem - wyjaśnia.

Zdaniem Leszka Szymowskiego na likwidacji ziołolecznictwa w Polsce zyskują należące często do globalnych korporacji „apteki oferujące drogie lek". Według prawicowego publicysty „głównym beneficjentem ustawodawstwa delegalizującego zioła" są „koncerny farmaceutyczne, które w ten sposób, rękami polityków, eliminują konkurencję".

Jak przypomina prawicowy publicysta, istnienie ziołolecznictwa przynosi korzyść konsumentom, bo zapewnia im dzięki konkurencji tańsze i lepsze towary i usługi. Po likwidacji sklepów ziołoleczniczych „ceny natychmiast wzrosły, nieraz kilkukrotnie, bo koncerny farmaceutyczne, pozbawione konkurencji, wespół z aptekami zaczęły windować ceny".

Jan Bodakowski