11 lipca 1943 działacze i zwolennicy Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów dokonali ataku na blisko setkę polskich miejscowości na Wołyniu, brutalnie mordując swoich polskich sąsiadów. To ludobójstwo było w zasadzie w zamyśle ukraińskich nacjonalistów „ostatecznym rozwiązaniem kwestii polskiej” na Wołyniu, a de facto realizacja polityki Abwehry i NKWD rękami skrajnych środowisk ukraińskich. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów została użyta również do przeprowadzania działań dywersyjnych po niemieckim ataku na Związek Sowiecki. Abwehra prowadziła finansowanie działalności OUN od wczesnych lat 20., a OUN wznieciła setki akcji dywersyjnych w czasie ataku Niemiec na Polskę w 1939. Przedstawiciele komunistycznego totalitaryzmu również dokonywali aktów ludobójstwa.

UPA ręka w rękę z ZSRS
Warto dodać, że jeszcze przed wojną ludowy komisarz spraw wewnętrznych (NKWD ZSRS) Nikołaj Jeżow wydał  rozkaz NKWD Nr 00485 z 11 sierpnia 1937, będący podstawą dla szeroko zakrojonej akcji aresztowań Polaków na terenie ZSRS w latach 1937–1938. Był to wzór dla organizacji późniejszych masowych aresztowań. Według dokumentów NKWD skazano 139 835 osób, z tego zamordowano strzałem w tył głowy nie mniej niż 111 091 Polaków, a 28 744 skazano na pobyt w łagrach. Wyroki były wykonywane natychmiast. Masowo deportowano Polaków zamieszkujących Ukraińską SRR i Białoruską SRR, m.in. do Kazachstanu i na Syberię. Łączna liczba deportowanych Polaków wyniosła ponad 100 tysięcy.

W dokumentach przejętych w czasie trwania „Operacji Wisła” przez komunistyczny wywiad wojskowy zachował się list „Tura” ( jeden z pseudonimów Romana Szuchewycza, dowódcy UPA). Czytamy w nim m.in. z jego rozkazem do wszystkich członków OUN:
„Wywózki Polaków na Sybir są wodą na nasz młyn, im więcej pozbędziemy się ich z Zachodniej Ukrainy, tym lepiej będzie dla nas. Tam, gdzie to tylko możliwe, należy niepostrzeżenie współpracować z Moskalami w zakresie deportacji ludności polskiej. Denuncjować w NKWD przede wszystkim domniemanych przywódców, wykrywać ukrywających się i wskazywać NKWD miejsca ich ukrycia’’.
Niemieckie inspiracje …
„W pierwszej połowie lat 20. XX wieku Ukraińskiej Organizacji Wojskowej (UWO) udało się utworzyć kilka oddziałów partyzanckich, zostały one jednak rozbite przez polskie siły bezpieczeństwa. Do koncepcji tworzenia oddziałów partyzanckich powrócono w 1934 roku, po ostatecznym scaleniu UWO ze strukturami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Był to projekt zielonych kadr, przewidujący w razie aresztowań chronienie się działaczy OUN w lasach i tworzenie oddziałów partyzanckich. Na naradzie w lutym 1934 Krajowej Egzekutywy OUN (uczestniczyli w nim Stepan Bandera, Iwan Maluca, Jarosław Stećko, Jarosław Spolśkyj, Ołeksandr Paszkewycz, Jarosław Makaruszka) postanowiono, że oddziały takie będą operować na Wołyniu, a jednym z ich zadań będzie odbijanie z więzień członków OUN. Wstrzymano się jednak z ogłoszeniem decyzji o tworzeniu oddziałów do momentu wyznaczenia dowódców tych grup.

UWO było przez cały czas swojego istnienia finansowane, wspierane i kontrolowane przez wywiad niemiecki, a kierownictwo UWO utrzymywało stałe kontakty z niemieckimi oficerami. Wywiadem organizacji kierował Roman Suszko. W celu kontrolowania UWO Niemcy oddelegowali do niej w charakterze kierownika politycznego Riko Jary’ego (oficera wywiadu austriackiego, a potem niemieckiego), który pod pretekstem prowadzenia badań naukowych szpiegował na rzecz Abwehry i zbierał dane o sytuacji w Polsce i jej potencjale zbrojeniowym.
UWO od 1922 roku, w zamian za wsparcie materialne i naiwne obietnice polityczne, przekazywała Niemcom materiały wywiadowcze.

W 1922 roku członkowie UWO, zgodnie z porozumieniem ukraińsko-niemieckim, odbywali przeszkolenie w Reischwehrze. Rok później w Monachium powstał specjalny ośrodek szkoleniowy dla Ukraińców, a w 1924 zorganizowano kolejny szkolący dywersantów, terrorystów i szpiegów. Kandydatów mających odbyć takowe szkolenia typował Związek Ukraińskich Oficerów w Niemczech (założony w 1921 r.). Poza tym w Wolnym Mieście Gdańsku od 1928 zaczęto szkolić ukraińskich dowódców, Abwehra zorganizowała także szkolenia w Czechosłowacji. Dodatkowe kursy (dla osób mających prowadzić wywiad i dywersję w ZSRR) urządzano w Królewcu, były one organizowane przez niemiecką Abwehrgruppe przy sztabie 1 Dywizji w tym mieście.
W 1929 roku w wyniku połączenia radykalnych grup nacjonalistów (w tym UWO) powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. W lipcu 1930 roku UWO wraz z OUN przystąpiły do tzw. drugiego wystąpienia – akcji terrorystyczno-dywersyjnej wymierzonej w Polaków licząc na zantagonizowanie ich z Ukraińcami. Spotkało się to z reakcją polskiego rządu, który przystąpił do pacyfikacji Małopolski Wschodniej. Fala aresztowań działaczy OUN w lecie 1934 sparaliżowała organizację. Próbę tworzenia oddziałów podjęto dopiero w lipcu 1937 roku. Wasyl Sydor utworzył 2 takie oddziały (Wowky, liczący 32 bojowców, dowódca Wasyl Makar Siromaneć i drugi oddział o tej samej nazwie), jednak wkrótce wskutek aresztowań uległy one samorozwiązaniu.

Po układzie monachijskim III Rzesza w ramach eskalacji nacisków na Polskę (a równolegle ZSRR) podjęła ponownie zawieszone od 1934 kontakty z OUN. W ich ramach Abwehra poparła organizację ukraińskich jednostek paramilitarnych (Sicz Karpacka) na obszarze Ukrainy Karpackiej, od jesieni 1938 roku autonomicznego trzeciego członu Czecho-Słowacji. W wyniku ustaleń Prowodu OUN na czele z Andrijem Melnykiem z Abwehrą sformowano w 1939 roku Legion Ukraiński. Abwehra kierowana przez Wilhelma Canarisa dążyła do wywołania na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej antypolskiego powstania. Canaris miał przekonywać Hitlera, by w zbliżającej się wojnie z Polską wykorzystać „kartę ukraińską”. Łudzono także kierownictwo OUN, że będzie ona mogła przeprowadzić na Kresach II RP „Narodową Rewolucję” i utworzy „zachodnią Ukrainę”.
Od września 1938 do marca 1939 zanotowano 397 wystąpień demonstracyjnych, 47 aktów sabotażu i 34 akty terrorystyczne organizowane przez nacjonalistów. Od 16 marca do 12 kwietnia 1939 r. było 59 demonstracji, 5 aktów sabotażu i 21 aktów terroru. Wzmożenie akcji OUN było w znacznej mierze efektem inspiracji Abwehry, która u progu wojny chciała wysondować realną siłę finansowanej przez siebie organizacji, uważającej się za sojusznika Niemiec”.
– czytamy na Wikipedii.

Ukraińska Armia Powstańcza, UPA (ukr. Українська повстанська армія, УПА; Ukrajinśka powstanśka armija, UPA) to formacja zbrojna stworzona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów pod koniec 1942 roku i przez nią kierowana. Działała głównie na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na terenach na zachód od linii Curzona.

Non possumus
Wrzesień 1939 roku. Następnie okupacja wpierw radziecka, a następnie niemiecka doprowadziły do tego, że „stary Wołyń”, ten wielokulturowy i wielonarodowy, przestał istnieć. Moja babcia Feliksa Czyż, z domu Stasiewicz urodziła się w Drużkopolu, powiat horochowski. Z rzezi dokonanej przez UPA ocalała cudem cała jej rodzina. Na dzień przed masakrą rodzinę mojego pradziadka Jakuba Stasiewicza ostrzegł Ukrainiec o nazwisku Pawluk. Dziś nie istnieje już miasteczko Drużkopol, ale ukraińska wieś Żurawniki. Głównym obiektem tej wsi … jest cerkiew wzniesiona na gruzach katolickiego kościoła.

Miasteczko Drużkopol zostało lokowane na prawie magdeburskim za panowania Jana III Sobieskiego. W latach 1692-1832 istniał w Drużkopolu kościół i klasztor oo. Franciszkanów, ufundowane przez Stanisława Drużkiewicza, kasztelana chełmskiego. Kościół i klasztor były drewniane. Pod koniec XVIII w. Wojciech Rzyszczewski wzniósł nowy murowany klasztor i kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny i św. Stanisława Bpa.
To tu gen. Józef Dwernicki mianował Michała Czackiego regimentarzem województwa wołyńskiego. W 1832 r. rząd carski klasztor skasował, kościół został rozebrany, a na jego miejscu wybudowano cerkiew. Europa wsparła Polaków podczas powstania 1863 roku. Ponieważ Drużkopol to miejscowość przygraniczna w czasach Imperium Rosyjskiego, w pobliżu którego przebiegała granica z Austro-Węgrami, właśnie tu, żeby wspierać powstańców, przybyli ochotnicy nie tylko z Galicji, ale też z Węgier, Czech, Niemiec, Włoch, Francji. W Galicji kształtowały się oddziały ochotników. Stąd też dostarczano broń na Wołyń i Kijowszczyznę.

Nowy kościół murowany zbudowała na cmentarzu błogosławiona Maria Ledóchowska. W czasie I wojny światowej kościół został poważnie uszkodzony (szczególnie wieża) przez artylerię niemiecką. Odrestaurowany w latach 30-tych przez parafian i ks. Jana Nowaka – miejscowego proboszcza. W wielkim ołtarzu znajdował się łaskami słynący obraz Niepokalanego Poczęcia NMP Było to dzieło niezna¬nego mistrza szkoły włoskiej. Obraz posiadał pozłacaną, srebrną sukienkę i był koronowany.
W II Rzeczypospolitej Drużkopol należał do wiejskiej gminy Brany w powiecie horochowskim w woj. wołyńskim i liczył w 1921 roku 1121 mieszkańców. Większość mieszkańców była narodowości żydowskiej. W okresie międzywojennym funkcjonowała tu szkoła powszechna. Większość rodzin stanowiły rodziny wielodzietne, zajmujące się głównie rolnictwem. Niemniej jednak obecność szkoły stanowiła poważny atut. W 1935 roku 13. letnia Feliksa Stasiewicz recytowała na rynku miasteczka wiersz „Śmierć pułkownika” z okazji śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Utwór i to wydarzenie pamiętała do końca życia. Tu w 1939 roku pochowano Tadeusza Rugego – ostatniego przedwojennego prezydenta Poznania, który zginął z rąk czerwonoarmistów.

Wojna wpierw spowodowała utworzenie getta dla ludności żydowskiej. W mieście stacjonował Wehrmacht, a zatem w trakcie największego nasilenia ataków UPA miasteczko było względnie bezpieczne. Niemniej 11 lub 12 lipca 1943 roku została zniszczona należąca do katolickiej parafii wieś Zagaje, a oddział UPA wymordował tam blisko 240 Polaków. Wraz z wycofaniem się Niemców kościół katolicki w Drużkopolu został w nocy z 6 na 7 stycznia 1944 roku wysadzony. Dziś po Polakach z Drużkopola nie pozostał ślad. Nie istnieje w zasadzie nawet katolicki cmentarz. Podejrzewam, że moja babcia Feliksa była ostatnią żyjącą mieszkanką przedwojennego Drużkopola.
Nie może być też tak, aby obecni mieszkańcy tej wsi wychwalali urodzonego w Drużkopolu członka UPA Iwana Gruszeckiego. To obrzydliwe, gdy bezrefleksyjnie mieszka się na terenie dotkniętym ludobójstwem! Ludzie odchodzą – ale pamięć pozostaje. Można wybaczyć, zapomnieć nie można! Zatem Ukraińcy muszą szukać tego co nas łączy, np. wspólnej historii walki z bolszewikami.  Póki jednak będą wypierali historyczny fakt dokonania ludobójstwa przez ich ojców czy dziadków, to nie mogą też liczyć, że będziemy nadal „wygładzali” historię. Nie promujemy przecież Jeremiego Wiśniowieckiego – słynnego ojca króla Polski Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Nie stawiamy wojewodzie ruskiemu też pomników. Uważamy to za niestosowne z uwagi na to, jak jest jego postać odbierana na Ukrainie. Między Polakami i Ukraińcami musi nastąpić jakaś forma wzajemności i szacunku. Tego wymaga wspólny interes i wspólne zagrożenia.

Dwie ugody i dwie postawy
Ukraińska odpowiedzialność za ludobójstwo na Wołyniu jest oczywista. Oczywistym jest także, że w latach 1919-21 wielu Ukraińców walczyło wraz z Polakami przeciwko Sowietom. Dzisiaj Ukraina może przekreślić ugodę perejasławską – umowę zawartą 18 stycznia 1654 w Perejasławiu pomiędzy Hetmanatem i Bohdanem Chmielnickim a Wasylem Buturlinem, występującym jako pełnomocnik cara Rosji Aleksego I, na mocy której Ukraina została poddana władzy cara Rosji. To polskie przeciwdziałanie i zawarcie tzw. Unii hadziackiej z 16 września 1658 roku w Hadziaczu między Rzeczpospolitą Obojga Narodów a Kozackim Wojskiem Zaporoskim, reprezentowanym przez hetmana kozackiego Iwana Wyhowskiego było próbą ratowania Ukrainy. To do tej umowy nawiazywał ataman Symon Wasylowycz Petlura walcząc z bolszewikami ramię w ramię z Polakami.
Umowa hadziacka przewidywała przekształcenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów w unię trzech równorzędnych podmiotów prawnych (państw): Korony, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Wielkiego Księstwa Ruskiego utworzonego z województw kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego (wcześniej, od unii lubelskiej, stanowiących część Korony).

„Konsekwencją unii było traktatowe ustanowienie odrębnych urzędów dla Rusi (stworzono funkcje marszałka ruskiego, obok marszałka koronnego i litewskiego, hetmana ruskiego, kanclerza ruskiego i inne stanowiska analogiczne do istniejących w pozostałych dwóch członach federacji), dopuszczenie posłów ruskich do Sejmu, a biskupów prawosławnych do Senatu. Państwo to miało posiadać własne wojsko, własny skarb, własne ministerstwa i urzędy, pod zwierzchnictwem hetmana z własnego wyboru. Szlachta wszystkich trzech państw miała wybierać wspólnie króla i wysyłać posłów na sejm walny. Unia brzeska miała zostać wykluczona na terenie Księstwa Ruskiego; wyższe duchowieństwo prawosławne otrzymało uprawnienia równające je z łacińskim, między innymi prawo zasiadania w Senacie; zastrzeżono, że w województwie kijowskim urzędy senatorskie zarezerwowane są dla prawosławnych, zaś w bracławskim i czernihowskim obowiązywać ma alternata na przemian z katolikami. Tysiąc Kozaków (starszyzny kozackiej) otrzymało nadanie praw szlacheckich jednorazowo, a stu Kozaków (z każdego pułku kozackiego) zatwierdzonych przez hetmana miało z rąk króla otrzymywać szlachectwo corocznie. Postanowienia unii obejmowały również przyjęcie do etatowego rejestru kozackiego 30 tysięcy Kozaków (tekst ugody dawał możliwość zwiększenia liczby „jako Wielmożny Hetman Zaporoski na Regestrze poda”), a także powrót szlachty (polskiej i ruskiej) do jej majątków na Ukrainie naddnieprzańskiej.
Unię hadziacką zatwierdził Sejm Rzeczypospolitej i zaprzysiągł (ratyfikował) król Jan II Kazimierz Waza. W konsekwencji unii wojsko kozackie przeszło na stronę Rzeczypospolitej i 8 lipca 1659 pokonał, pod buławą Iwana Wyhowskiego, próbującą interweniować zbrojnie na Ukrainie naddnieprzańskiej armię moskiewską w bitwie pod Konotopem.
Przeciwdziałanie Rosji – doprowadzenie do buntu miejscowego chłopstwa ruskiego, tak zwanej czerni, w którym zginął Jerzy Niemirycz (kanclerz ruski) i został obalony hetmanat Iwana Wyhowskiego (na rzecz Jerzego Chmielnickiego) – sprawiło, że unia hadziacka ostatecznie nie weszła w pełni w życie (mimo obowiązywania części jej postanowień w latach 1658–1659).”
– czytamy w Wikipedii.

Niewątpliwie długoletnia wojna Rzeczypospolitej z Carstwem Moskiewskim, do której doszło w konsekwencji ugody perejasławskiej, doprowadziła ostatecznie do wyczerpania stron i podziału zrujnowanego Naddnieprza między Rzeczpospolitą a Rosję. Utrata lewobrzeżnej Ukrainy była dla Rzeczypospolitej porażką; dla Kozaczyzny zaporoskiej był to początek końca, do którego ostatecznie doszło w 1775, gdy Katarzyna II zburzyła Sicz, zlikwidowała kozackie wojsko zaporoskie i zakazała używania jego nazwy. Ludobójstwo ukraińskich nacjonalistów dokonane na polskich sąsiadach jest zatem kolejną odsłoną gry geopolitycznej, w której OUN i UPA próbowała lawirować między Rosją a Niemcami budując swoje działania na krwi tysięcy Polaków. Dzisiaj Ukraina – trwając w uporze przed realnym przyznaniem się do odpowiedzialności za ludobójstwo – nadal idzie szlakiem Chmielnickiego uznając, że jest w stanie „wymanewrować” Rosję. Tym razem jednak nie można liczyć na takich ludzi jak Józef Piłsudski czy Symon Wasylowycz Petlura.

Wspólnie możemy więcej
16 maja 1920 roku na zakończenie wizyty Piłsudskiego w Winnicy został wydany uroczysty obiad cześć Marszałka w hotelu „Savoy” na ulicy Pocztowej (Sobornej). Opis tego zamkniętego dla publiczności spotkania zachował w pamięci obecny na nim wiceminister rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej, Henryk Józewski:

„Pamiętam całą uroczystość. Rząd URL in corpore. Wyżsi dowódcy wojskowi. Uroczysty bankiet. Miejsce reprezentacyjne przy stole ustawionym w podkowę zajęli Petlura i Piłsudski. W pewnym momencie Petlura wstał i wygłosił na cześć Piłsudskiego dłuższe przemówienie. Petlura – wódz Ukrainy – przemawiał z niezwykłym talentem, mówił wzruszająco, z właściwą Ukraińcom uczuciowością, z polotem. Mówił o Piłsudskim, wodzu Polski, o ukraińsko-polskim braterstwie, o pomocy polskiej w walce o wolność Ukrainy. Słów Petlury słuchano z otwartym sercem. Nie było to urzędowe, formalne, zdawkowe. Było w tym coś z tchnienia prawdy. Po pewnym czasie głos zabrał Piłsudski. Słuchano go w największym napięciu – słuchano jak objawienia, jak wyroku. Piłsudski mówił o polsko-ukraińskim sojuszu, o braterstwie broni, o walce Ukrainy o wolność i pomoc w walce tej Polski, wreszcie o czekającym Ukrainę wysiłku utrzymania swej wolności, o gromadzeniu własnych sił w obronie przed atakami wroga.”
Pod wieczór Piłsudski opuścił tymczasową stolicę Ukraińskiej Republiki Ludowej. Opis pożegnania Marszałka zamieścił w swych wspomnieniach Wacław Grzybowski:

„Pan Marszałek i Ataman Petlura padli sobie w objęcia. Grano hymny i zachodziło słońce. Całość wrażeń tego dnia i jego sens były zaprzeczeniem pospolitości. Tak stało się, że Pan Marszałek zechciał przyjechać do nas do Winnicy. Błyskiem swojego geniuszu rozświetlił zawiłe sprawy polsko-ukraińskie (…)”.

Nie będziemy „przymykać” oczu na zbrodnie OUN/UPA dokonane na polskich sąsiadach. Domagamy się jednak poszanowania obecnych władz Ukrainy dla wysiłku wojennego armii Ukraińskiej Armii Ludowej, w tym 6 dywizji Strzelców Siczowych z ppłk Marko Bezruczko na czele. 7 maja 1920 dowodzone przez niego wojska ukraińskie wraz z wojskami polskimi odbiły z rąk bolszewików Kijów. Gdy Siemion Budionny skierował swoją Konarmię na Zamość to właśnie Bezruczce powierzono obronę miasta. Bolszewicy przez Zamość szli na Warszawę.

Żołnierze ukraińscy dotarli do Zamościa 19 sierpnia 1920. Miasto ufortyfikowano. Pod kierunkiem ukraińskich saperów przy umocnieniach pracowało codziennie po ok. 3,5 tysiąca cywilów. Od 25 do 28 sierpnia wokół miasta saperzy postawili mocną linię zasieków o długości do 18 km, w niektórych miejscach nawet 3–4 rzędy, a za nimi pobudowali łańcuch mocnych gniazd oporu z wygodnie usytuowanymi szańcami. Większość ukraińskich żołnierzy zgodnie z rozkazami walczyła w tym czasie z bolszewikami w okolicach Zamościa. Obrona tego miasta pozwoliła Wojsku Polskiemu na koncentrację zakończoną zwycięską bitwą pod Komarowem, gdzie połączone siły polskie i ukraińskie rozbiły radziecką armię konną.

„Ukraińscy żołnierze bili się obok nas jakby to był jakiś konkurs popisu. Nie drgnęli ani razu, a artylerzyści ich okazali się pracownikami pierwszej klasy”
– tak wspominał ukraińskich żołnierzy jeden z polskich oficerów.

Bezruczko mieszkał później w Warszawie. Pracował w polskim Wojskowym Instytucie Kartograficznym. Redagował i wydawał pismo „Za Derżawu” i działał w Ukraińskim Towarzystwie Wojenno – Historycznym. Zmarł w lutym 1944 roku. Pochowano go na cmentarzu prawosławnym na warszawskiej Woli. Spoczął obok innych Ukraińców, sojuszników Polski w wojnie z rosyjskim bolszewizmem. Ukraińcy posiadali też swoją sporą reprezentację w polskim parlamencie, np. Wasyl Mudry był wicemarszałkiem Sejmu II RP.

Pytanie zatem dzisiaj przed Ukrainą staje proste. Czy nadal chce upamiętać zbrodniarzy czy bohaterów? Dobre pytanie, nieprawdaż?
Paweł Czyż*
*Autor jest rzecznikiem prasowym Zjednoczenia Chrześcjańskich Rodzin

ŹRÓDŁO: https://ngopole.pl/