Podczas środowej konferencji prasowej szef resortu zdrowia przewidywał, że liczba pozytywnych wyników testów na koronawirusa będzie przekraczała 50 tys. dziennie. Jego zdaniem piątą falę COVID-19 ma zwalczyć tzw. ustawa Hoca, jak często nazywa się projekt segregacyjny. Gdyby wszedł w życie, dałby przedsiębiorcom możliwość sprawdzania paszportów covidowych u swoich pracowników i klientów. Sam współautor projektu uważa, że uchroni on miejsca pracy i pozwoli przedsiębiorcom na rozwój. Zupełnie inne zdanie na ten temat mają natomiast w tej sprawie przeciwnicy segregacji sanitarnej.

– To jest tak naprawdę chronienie miejsc pracy i firm, a drugi taki komponent to jest to, że pracodawca ma pewien bonus, może mieć tutaj pewien przywilej, bo jeśli spowoduje, że jego załoga będzie zaszczepiona, bądź będzie miała status ozdrowieńca, bądź będzie miała ważne ujemne testy i będzie przyjmować do swojej firmy, czy swojej działalności klientów, którzy będą mieli ten sam status, to nie będzie podlegał żadnym ograniczeniom, żadnym restrykcjom. Będzie mógł naprawdę rozwijać się i być konkurencyjny wobec innych, którzy właśnie tego nie zrobią – przekonywał poseł PiS Czesław Hoc.

Obecnie w Polsce obowiązują limity klientów, którzy mogą wejść do sklepu, kina, galerii handlowej, czy skorzystać z noclegu w hotelu itp. Uzależnione są one od powierzchni lokalu – w przypadku sklepów. W innych punktach jest wyznaczone maksymalne obłożenie dostępnych miejsc – do maksymalnie 30 proc. O obniżenie limitów do zera zapytał dziennikarz Polsat News.

– Odpowiadając na pierwszą część pytania, czyli na obniżenie tych limitów do zera tak, żeby można było tylko na podstawie istniejących certyfikatów – nie dotyczących tylko szczepień, ale dotyczących też testowania i statusu ozdrowieńca – to rzeczywiście rozpatrujemy taki scenariusz, ale tutaj czekamy na uchwalenie ustawy (Hoca – przyp. red.), bo ona jest kluczem. Ja cały czas podkreślam, że ta ustawa jest kluczowym narzędziem do walki, bo w tej chwili mamy określone limity, ale jak wszyscy wiemy, z ich przestrzeganiem jest problem i ustawa na pewno by wiele w tej sprawie wyjaśniła i po prostu zdjęłaby wątpliwości, które pojawiają się z różnych stron – odparł Niedzielski.

Do twierdzenia, jakoby to przedsiębiorcy „czekali” na ustawę Hoca odniósł się m.in. publicysta Łukasz Warzecha.

- Mają rozmach. Najzabawniejsze w tym tekście jest stwierdzenie, że na ustawę Hoca «czekają przedsiębiorcy». Tak, z pewnością chcą mieć wojnę we własnych firmach. Tak samo jak chcą stracić co najmniej połowę klientów – ironizował na Twitterze publicysta „Do Rzeczy”.

Kilka dni temu nastąpił moment, w którym można było liczyć na zwrot strategii polskiego rządu ws. pandemii. Czerwonym światłem alarmowym dla władz mógł być przebieg wysłuchania publicznego przed sejmową komisją zdrowia 5 stycznia ws. wspomnianej ustawy segregacyjnej. Pośród kilkudziesięciu głosów zarejestrowanych mówców różnych specjalności, w tym lekarzy, ale i osób prywatnych, represyjne rozwiązania zostały poddane ostrej krytyce.

Niedługo potem na ulicach kilku polskich miast można było dostrzec coraz liczniejsze demonstracje przeciwko segregacji sanitarnej. Kolejnym alarmem dla rządu powinna być rezygnacja ogromnej większości członków dotychczasowej Rady Medycznej. Ponadto, coraz głośniej mówi się o dymisji samego ministra zdrowia.

Coraz częściej krytyka strategii sanitarnej rządu pochodzi z camych kręgów Zjednoczonej Prawicy. Otwarcie o wątpliwościach wobec „ostawy Hoca” mówił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Posłowie tacy jak Anna Maria Siarkowska czy Janusz Kowalski od dawna krytykują sanitaryzm. Do myślenia rządzącym może dać również niedawna wypowiedź senatora PiS Jana Marii Jackowskiego dla „Super Expressu”.

- Rekomendacje Rady Medycznej, niestety, często rozmijały się z rzeczywistością, a Rada Medyczna nie spełnia tych standardów, które spełniać powinna. Państwo, którzy do niej należą, nie składają oświadczeń o braku konfliktu interesów – czy są powiązani z koncernami farmaceutycznymi. Z kolei minister Niedzielski swoimi quasi-politycznymi wypowiedziami, próbując prowadzić własną politykę, występując często przeciwko części własnego zaplecza politycznego w Sejmie pokazuje, że nie ma kwalifikacji politycznych do pełnienia tej funkcji. Zdaniem części osób w obozie rządzącym potrzebna jest korekta personalna w Ministerstwie Zdrowia – ocenił parlamentarzysta PiS.

 

PZ