Groźne przemówienie

 

Chcę tutaj w Kijowie powiedzieć kilka słów, które zwrócone są do przywódców państw Unii Europejskiej, państw NATO. Chciałbym odwołać się do ich sumień, ale także do ich konsekwencji. Oni głoszą pewne zasady, my te zasady podzielamy. Ale jeżeli takie zasady się głosi, to trzeba z nich wyciągać także wnioski – mówił wieczorem Jarosław Kaczyński.

Trzeba także zmienić pewną zasadę, która została przyjęta. Sądzę, że potrzebna jest misja pokojowa NATO, ewentualnie jeszcze jakiegoś szerszego układu międzynarodowego, ale taka misja, która będzie wstanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy. To misja, która będzie działała na terenie Ukrainy, która znajdzie się za zgodą prezydenta i rządu Ukrainy na terenie tego państwa i nie będzie to misja bezbronna – kontynuował prezes PiS.

– To będzie misja, która będzie dążyła do pokoju, do udzielenia pomocy humanitarnej, ale jednocześnie będzie też osłonięta przez odpowiednie siły, siły zbrojne – przekonywał i twierdził, że „to jest w tej chwili coś, czego Ukraina, Europa, cały demokratyczny świat bardzo potrzebuje”.

Misja pokojowa NATO?

 

Pierwsza rzecz, która uderza, to mówienie o „misji pokojowej NATO”. Misje pokojowe może organizować tylko ONZ na podstawie konkretnych przepisów. Mówienie o „misji pokojowej NATO” zamiast wojny ma tyle samo sensu, co twierdzenie, że Rosja nie prowadzi wojny, a „wojskową operację specjalną”.

 

Co ciekawe, głupią narrację podtrzymują już inni przedstawiciele rządu. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk zapytany o słowa Kaczyńskiego odparł, że „nikt nie mówi o zbrojnej interwencji, mówimy o misji pokojowej”. Czyli wkroczenie wojsk na terytorium państwa, które nie jest ani członkiem NATO ani naszym sojusznikiem, nie będzie „włączeniem się w wojnę” tylko „interwencją” czy „misją pokojową”. Dzięki temu, że Rosja prowadzi „specjalną operację wojskową”, nie będzie wojny. Logiczne i wiarygodne, prawda?

 

Przemówienie mocne, ale atomówka jest silniejsza

 

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego można śmiało określić jako podżeganie do wojny. Członek parlamentu i wicepremier nawołuje, by cała grupa państw – włącznie z państwem, którym Kaczyński teoretycznie współsteruje, a w praktyce je kontroluje – nawołuje do „interwencji” czy „misji pokojowej” sojuszu militarnego,

 

Owszem, słowa były mocne. Ale mocniejsza jest głowica jądrowa. Nawet tzw. taktyczna o mocy około 10 kt. A w razie wojny NATO-Rosja, jej finałem będzie wymiana jądrowa, bo żadna ze stron nie będzie chciał uznać porażki i prędzej podpali świat, niż przyjmie upokarzający wobec drugiej strony pokój. I użyte zostaną nie tylko głowice taktyczne.

 

Już wspominałem kiedyś o możliwości „sprawdzenia” na stronie Nuclear Secrecy skutków uderzenia bronią jądrową w poszczególne miejsca na świecie. Głowica 100 kt w centrum Warszawy – w jednej chwili ponad 200 tys. ofiar śmiertelnych i ponad pół miliona rannych.

 

Ale czemu miałaby uderzyć w stolicę taka bomba? Może Rosjanie wystrzelą pocisk „Topol”, który znajduje się u nich na stanie, a który ma moc 800kt. Wówczas ginie prawie 600 tys. osób, a ponad 750 tys. zostaje rannych. Od Włoch do Targówka i od Słodowca do Sadyby wszystko niemal zostaje zrównane z ziemią. Obrażenia cieplne trzeciego stopnia dotykają mieszkańców podwarszawskich miejscowości, jak np. Ząbki, Raszyn czy też moje rodzinne Marki. Z kolei fala uderzeniowa wybijająca szyby i powodująca obrażenia dociera wówczas do Legionowa, za Ożarów Mazowiecki, do Konstancina-Jeziorny, Sulejówka czy też Legionowa.

 

Detonacja takiego ładunku nad Krakowem – 340 tys. zabitych i tyle samo rannych. Sopot – 150 tys. zabitych i prawie 300 tys. rannych, z czego całe trójmiasto zostaje zniszczone.

 

Mogę się mylić, ale nazywanie wojny „specjalną operacją wojskową” czy też „misją pokojową” nie zmieni fizyki ani rzeczywistości.

 

 

 

Dominik Cwikła


 

Autor jest dziennikarzem i publicystą, założycielem portalu kontrrewolucja.net. Profile autora w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube