"Berlin (...)de facto sankcjonuje skutki nazistowskiego bezprawia". Skandaliczne postępowanie niemieckich władz
Pod płaszczykiem europejskiego pojednania Berlin od ponad ośmiu dekad de facto sankcjonuje skutki nazistowskiego bezprawia, odmawiając restytucji miliardów euro zagrabionych Polakom na mocy zbrodniczego „dekretu Göringa” - zauważa na łamach portalu tysol.pl Tomasz Szymborski.
Szymborski w swoim felietonie przypomina o dekrecie z czasów Niemiec nazistowskich, na mocy którego zdelegalizowano mniejszość Polską w Niemczech, jednocześnie ograbiając ją z całego majątku.
Po 1945 r. nie doszło do pełnej restytucji zagrabionego mienia, a status przedwojennej mniejszości polskiej w Niemczech nie został przywrócony - zauważa.
Zwraca również uwagę na elementarny brak symetrii - w Polsce mniejszość niemiecka jest uznawana, a w dodatku "polski podatnik hojnie finansuje" jej działalność. Podkreśla także, że "polska obecność na terenach dzisiejszych Niemiec ma charakter wielowarstwowy i nie daje się sprowadzić wyłącznie do współczesnych fal migracji zarobkowej" i sięga XIX wieku. W czasie II wojny światowej Związek Polaków w Niemczech nie tylko został zlikwidowany, ale też ograbiony z majątku.
Z punktu widzenia współczesnej doktryny prawa międzynarodowego, rozporządzenie z lutego 1940 roku było aktem nieważnym ab initio (od samego początku). Naruszało ono elementarne standardy ochrony praw mniejszości, które Niemcy zobowiązały się przestrzegać m.in. w ramach Konwencji Górnośląskiej z 1922 roku. Niemniej jednak, w realiach totalitarnego państwa, dekret ten posłużył jako narzędzie grabieży i eksterminacji - napisał Szymborski.
Jak ocenia, "skutki rozporządzenia były wielowymiarowe".
Państwo niemieckie przejęło konta bankowe, nieruchomości, maszyny drukarskie i zapasy towarów należące do polskich spółdzielni. Wartość samych strat materialnych szacowana jest na co najmniej 8,45 miliona reichsmarek, co w dzisiejszych realiach stanowiłoby kwotę gigantyczną - zauważa.
Ani po 1945, ani po 1989 roku zagrabiony majątek nie został w pełni zrestytuowany. Szymborski zwraca uwagę na rażącą asymetrię prawną czy finansową sytuacji mniejszości polskiej w Niemczech w porównaniu do mniejszości niemieckiej w Polsce. Przywołuje też, że "1 grudnia 2025 roku w Berlinie odbyły się konsultacje międzyrządowe z udziałem premiera Donalda Tuska i kanclerza Friedricha Merza".
W kontekście braku reparacji za przejęty majątek ZPwN, polski rząd podnosił argument, że zadośćuczynienie powinno przyjąć formę systemowego wsparcia dla instytucji polonijnych w Niemczech, co byłoby nowoczesną formą restytucji. Niemiecki ambasador Miguel Berger apelował o „skoncentrowanie się na przyszłości”, ale dla milionów Polaków w Niemczech przyszłość ta jest nierozerwalnie związana z uregulowaniem statusu prawnego ich społeczności - podkreśla.
W jego opinii "model z 1991 roku wyczerpał swoją skuteczność".
Potrzebne jest nowe porozumienie, które przyzna Polakom w Niemczech status mniejszości narodowej, uznając ciągłość prawną między przedwojennym ZPwN a współczesną Polonią. Zamiast trudnych do wyegzekwowania zwrotów konkretnych budynków (często już nieistniejących), strona niemiecka powinna powołać fundusz zadośćuczynienia, który sfinansuje budowę nowoczesnej infrastruktury edukacyjnej i kulturalnej dla Polaków w RFN. Rząd federalny musi przejąć większą odpowiedzialność za nauczanie języka polskiego, wymuszając na landach standardy nauczania języka ojczystego, analogiczne do tych, jakie Polska oferuje mniejszości niemieckiej. Pełna rehabilitacja prawna wszystkich członków Związku Polaków w Niemczech oraz uznanie znaku Rodła za chroniony element dziedzictwa europejskiego byłoby krokiem milowym w procesie prawdziwego pojednania. Status Polaków w Niemczech jest papierkiem lakmusowym dla jakości polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Bez rozwiązania kwestii asymetrii i bez jasnego rozliczenia z grabieżą mienia Związku Polaków w Niemczech, relacje te zawsze będą obciążone brakiem pełnego zaufania - wskazał.
Źródło: tysol.pl